Inga, Leszku
Chyba mi pomogliście. Zrobiłem analizę mojego RD - oto moje wnioski. Ale proszę Was o pomoc, bo się pogubiłem w moim RD.
Najpierw jak Inga napisała, żeby odrzucić cały RD, czyli afirmacje, medytacje, modlitwy i zacząć samoświadomość (mimo że Inga sama np. stosujesz węzły), to mną wstrząsnęło, załamał się mój światopogląd dotyczący RD. Jeden dzień, pierwszy raz chyba od 3 lat, zrobiłem wczoraj dzień przerwy od słuchania medytacji na płytce. Okazało się, że zaczęło mnie rozpier...lać psychicznie, nie mogłem sobie znaleźć miejsca, i wrócił wzorzec sprzed RD - chęć ucieczki na drugi koniec świata, ale tak naprawdę chęć ucieczki od siebie, jak najdalej. Chęć ucieczki spowodowana nienawiścią do siebie, jak i strachem przed ludźmi. Ale wiem, że jak bym uciekł na koniec świata, to i tak spotkałbym tam siebie, i stamtąd chciałbym uciec do... Polski zpowrotem.
Zresztą, jak nie rozwijałem się duchowo, to uciekałem od siebie cały czas w świat fantazji, snułem przygody, jakie dosnaję chodząc po górach (bo bardzo lubiłem chodzić po górach). A musiałem chodzić po górach, bo tak mnie rozpierało wewnątrz, musiałem gnać do przodu po górach jak... najdalej od siebie. Bo inaczej bym od tego powera zwariował.
Dlatego m.in. zacząłem zajmować się RD. Gdy zacząłem słuchać regularnie płytek Darka (Leszka płyt się bałem strasznie), to się uspokoiłem, wszedłem bardziej w kontakt ze mną i się wyciszyłem. JUż mi się nie chciało się zdobywać świata. Ale te medytacje, to chyba okazało się, że jest to pogłębianie doła, chyba wchodzenie w podświadomość.
Potem, gdy pomyślałem sobie, że miałbym odstawić jeszce afki, jedyne moje pozytywne myśli, to bym już nic nei poprawił w swoim życiu na lepsze. Ale gdzieś Inga ma rację, bo przez RD, straciłem (jakiś paradoks) kontakt ze sobą takim wesołym. Ale za to, gdy nie rozwijam się duchowo, wychodzi ze mnie po jakimś czasie paniczny strach w kontaktach z ludźmi i zagubienie, odrzucenie w kontaktach z ludźmi.
Za to rozwijając się duchowo, strach... pojawia się szybciej i szybciej jestem odrzucany przez ludzi. Chyba po prostu teraz cały czas czuję swoje zakompleksienie. Dlatego ucuieszyłm się, że Leszku nappisałeś, że jednak trzeba wprowadzać zmiany w sobie na lepsze.
A oto analiza moich zachowań podczas RD (poświęcam na niego dziennie około 1,5-2 godzin, w weekend czasem 2,5 godzin, czyli chyba nie przesadzam):
1. zawsze uciekałem w wyobrażenia, teraz uciekam w RD, więc nie jest to taki świadomy RD, ale bez takiej ucieczki nie wytrzymałbym ze sobą i z moim strachem i bólem,
2. Pisać afek nie lubię, ale piszę je regularnie codziennie od kilku dobrych lat. Reakcje, jakie czuję, to ból, czasem strach, przeważnie po chwili pisania pojawia się totalna NUDA, albo wściekłość. Piszę afki w 1 osobie, gdyż 3 osoba mnie nie rusza, a 2 rusza mnie bardzo mocno. Ale ze wględu na wielką podatność na opinie innych i przejmowanie się nimi, oraz uciekaniem od siebie, gdyś ktoś w afirmnacji w 2 osobie mówi do mnie miłe rzeczy, skupiłem się na 1 osobie - afki piszę po 15 razy w 1 osobie.
Przy pisaniu afek staram się być świadomy, ale nie czuję, by moja pś to łapała. Potrafię pisać afki 6 miesięcy i nic, nie przyjmuję ich jako prawdy. Więc chyba jest tak, jak Leszek zauważył, stosuję autohipnozę. Ale prónbiwałem mówić afki do lustra, to uciekam od siebie. W pisaniu najlepiej czuję afkę i w nią wierzę. Ale po skończeniu pisania afek, jak wychodzę z pokoju do rodziny, pojawuia się agresja, gdy ktoś coś ode mnie chce, coś jakbym się denerwował, ze ktoś mnie wyprowadza z mojego stanu (chyba autohipnozy). I często gdzieś wyładuję swoją wściekłość na kogoś (czasem mi się to niestety zdarza).
3. Słucham medytki Darka na płytce, to to lubię - ale jest to chyba ucieczka w świat duchowy od siebie i świata materialnego. Bo nigdy nie chcę wracać poi medytce do rzeczywistoości. Ale często, jak przy afkach, pojawia się NUDA podczas mówienia na głos medytki (zawsze mówię je na głos, inaczej bym się na nich w ogóle nie skupił). Czasem wrogość, czasem strach i złość. CZyli też jest wielki opór przed stosowaniem medytek.
4. Ćwiczę rytuały tybetańskie rano na rozgrzewkę, fajnie mi one robią, ale znów odwracają moją od świata zewnętrznego do wewnętrznego, ale znów pojawia się brak drogui środka, i w efekcie uciekam w rytuały od siebie.
5. Czasem w ciągu dnia stosuję EFT, czy też wahadła, ale do tego też sie musze zmuszać, a jak już to zacznę, to nie chcę się od tego oderwać. Kompulsywnie podchodzę do każdej techniki. I znowu pojawia się NUDA, zniechęcenie, złość, agresja, ból, czasem strach. I przerywam. Znowu to chyba autohipnoza, a nuda to chyba reakcja obronna przed każdym uzdrowieniem.
6. Jak się myję, to zawsze modlę się o oczyszczenie intencji. Już przemawiam do siebie nie tak transowo i poważnie, tylko z radością i entuzjazmem, ale znowu pojawia się wielka NUDA i zniechęcenie.
Nie mam więc kontaktu z pś ani z WJ, przynajmniej ich nie czuję. Za to każda afka czy medytka to zatopienie się w bałagan pś. Gdy zaś nei rozwijam się duchowo, to moja pś kieruje moim życiem impulsywnie - dziś chce to, jutro to. wszystko ja nudzi po 1 dniu. Pierwszego dnia się zapala do pracy (czy to duchowej, czy to w świecie fuzycznym), a drugiego dnia juz jest NUDA i zniechęcenie i tak to trwa, dopóki nie przerwę praktyki. Dlatego zawziąłem się i stosuję te same afki i medytkę aż je w końcu zaakceptuję. Zauważyłem, że na studiach czy w szkole liceum, w grupie odnajdywałem się po okoo 2,5 roku. Również po około 2,5 roku zaczynały podobnac mi się moje studia. MOże zatem moje afki wejdą mi do głowy po 2,5 roku?
Ale zarazem mój RD powoduje, że zaczynam coraz bardziej odlatywać, uciekać od rzeczywistości, bujać w obłokach, zapominać podstawowe rzeczy i wyrazy, nieprzytomnieć.
Proszę, doradźcie mi coś sensownego, bo się w tym wszystkim pogubiłem. Jednocześnie, jest to dla mnie bardzo trudne przyznać się tu przed Wami na forum o moich błędach w RD, ale dalej już tak nie dam rady z takim chyba pseudo RD.