Po za tym Leszek jest może i fajnym facetem, który sporo osiągnął i wiele wniósł w życie wielu ludzi, ale jest takim samym człowiekiem jak inni, a nie chodzącym półbogiem, wyrocznią czy inną alfą i omegą.
No nie róbmy też z niego takiego szaraczka i przeciętnego Kowalskiego, któremu wścibscy ludzie zaglądają w życie i prywatne sprawy, bo dobrze wiadomo że sytuacja ma inne tło.
Leszek deklaruje, albo deklarował, że jest urzeczywistniony na bardzo wysokim poziomie. Wyższym niż wielu mistrzów których tu wcześniej wymieniłem (Osho, Swami Rama i inni). A o związkach pisał książki. Także poniekąd zrozumiałe, że istnieje (zaznaczam że nie u mnie, ale mam wrażenie że mi jest to w tej dyskusji przypinane przez 2 osoby) jakaś potrzeba przyglądania się jego życiu, próby zrozumienia, a nawet sceptycyzm.
Pisząc książki i je sprzedając, prowadząc swoją działalność Leszek stawia się jednak w roli guru i osoby publicznej, więc nie piszmy bajek o zwykłości Leszka i porównywaniu go do zwykłego człowieka który eksperymentuje i miał jakieś doswiadczenia z afirmacjami.
Ja osobiście , chyba w przeciwieństwie do większości tutaj, dekrety-modlitwy stosowałem już zanim poznałem podejście Leszka Żądło dlatego temat ogólnej skuteczności dekretów nie jest dla mnei z nim związany i wpłatałem się w to przez dyskusje z Ingą , Clintem i Moniką Korbut.