Leszek
Powtórzę się trochę z tego co już pisałam;)
Oprócz dostrajania się do dobra, jest jeszcze stawianie granic. Szczególnie jeśli ktoś tak lubi tworzyć problemy zgodnie ze swoimi wzorcami.
Jeśli już nic nie działa, można tylko stawiać jasne i jednoznaczne granice. Na różne sposoby - takie, czyli które do nich docierają.
Ostatnio zawsze zadaję sobie pytanie: jak Bóg widzi innych, np. "moich wielbicieli" ? No i nie potrafię wtedy patrzeć na nich inaczej niż z miłością, zrozumieniem i akceptacją. Chociaż granice nadal stawiam, a nawet wychodzi, że skuteczniej:)
Jeśli chodzi o tego pana
http://pl.wikipedia.org/wiki/Charles_Manson, to nie za taką niewinność, tylko za poważne przestępstwa siedzi.
Ciekawostka, że ktoś mi kiedyś sugerował, że go znałam i się zadawałam. Muszę to zdementować, bo po pierwsze dla mnie obcy facet energetycznie, po drugie w tych latach byłam w kręgach, a nawet bardzo blisko z jedną z moich bratnich dusz z Jimem Morrisonem
http://pl.wikipedia.org/wiki/Jim_Morrison. I albo chwile przed nim, albo chwilę po nim zmieniłam ciało w identyczny sposób jak JM. Tak jest jak się łączy medytacje z narkotykami, co w tamtym czasie w Stanach było nagminne. Nawet robiłam sobie odzyskiwanie fragmentów z Jimim, bo mi się ostro w podświadomości mieszało czy byłam nim, czy tą kobietą, którą pamiętam jako moje wcielenie z wtedy. Jak odzyskałam swoje i oddałam co jego, to wszystko się rozjaśniło i poukładało. Chociaż nadal lubię mężczyzn o tej wibracji bratnich dusz poza wzorcami - tak to już jest i będzie:)