Znów idealne zgranie w czasie z tematem nad którym pracuję. Powoli czuję zmiany w moim nastawieniu, wracam do tej osoby, którą byłam kilka lat temu, lekką, radosną, pozytywnie nastawioną do świata i ludzi. Dodatkowo schodzą rzeczy, których byłam wcześniej nieświadoma, więc to co mi się przytrafiło, mimo, że bardzo bolesne nie było jednak bezsensowne.
Wracając do tematu: uczę się wybaczać sobie i odpuszczać poczucie winy za popełnione błędy. I okazuje się, że prawdziwe, całkowite uwolnienie następuje wtedy, gdy wybaczając sobie - wybaczam jednocześnie komuś! Odkrywam analogię pomiędzy moim zachowaniem, krzywdzącym kogoś, a moim własnym, wynikającym ze zranionego ego, poczuciem krzywdy. Najdziwniejsze, że wcale nie musi to dotyczyć tych samych osób! A wręcz czasami przypomina to jakąś dziwną grę, w której tylko przekazuję piłeczkę do następnej osoby. Dlatego staram się nie przekazywać dalej, a jednocześnie rozumieć i wybaczać tym, którzy w jakiś sposób mnie skrzywdzili. O dziwo, pozwala to na jakieś duchowe zerwanie więzi zależności z tymi osobami. Czuję wokół siebie więcej przestrzeni i znacznie mniejsze pogmatwanie w relacjach.