od 2 tygodni ciągle mi wywala.
Zaczęłam pisać afirmację, że akceptuję moją twarz, bo gdy teoretycznie uwolniłam się od mojego bardzo dużego obciażenia, ona znowu zaczęła mi przeszkadzać i mnie dołować.
od środy znalazłam kolejny powód-szef miga się od dania mi stanowiska specjalisty, ja dorabiam ideologie że mnie unika i nie mówi prawdy. chociaż moje obowiązki zupełnie się zmieniły. nakręcam się oczywiście znowu, mimo, że moja samoocena wzrosła-teraz wiem, że na to stanowisko zasługuję.
wczoraj wieczorem ledwo miałam siłę na cokolwiek, leżałam aż w końcu się poryczałam, bo nie umiem sobie radzic widocznie sama ze sobą. Dziś z rana to samo, ale nie zdażylam wypić kawy, więc mam nadzieję, że może coś sie odkleiło.
Dogadałyśmy się z siostrą, że ona będzie modlić się za mnie, a ja za nią. Moje wstawiennicze nie są złe, jej chyba też. modlitwa za siebie dużo gorzej wychodzi.