No chciałbym i niby coś tam do przodu idzie, ale nie wiem co jeszcze mógłbym zrobić, żeby to przyspieszyć.
Cała ta sytuacja, że "utkwiłem" w domu rodzinnym z niefajnymi ludźmi, a perspektywy pracy wydają się tak bardzo beznadziejne, sprawia że mam ochotę się użalać nad tym wszystkim. Widzę to tak jakby jedyną rzeczą oddzielającą mnie od szczęścia, wolności, niezależności, mieszkania z partnerką była ta głupia praca, na którą nie mam żadnych perspektyw teraz. Tylko ta jedna rzecz, wystarczyłoby że miałbym teraz jakąś przyjemną, stabilną robotę, nawet nie musiałaby być jakoś specjalnie dobrze płatna, a byłbym w dużo, dużo lepszej sytuacji - tyle by się zmieniło w moim życiu.