Jak się już uspokoiłem to pomyślałem o tym bardziej na trzeźwo i rzeczywiście na teraz będzie lepiej wrócić do domu. Nie mam na teraz żadnych perspektyw pracy, nie wiem ile czasu mi zajmie zdobycie jej, więc nie ma sensu teraz siedzieć dziadkom na głowie, lepiej to zrobić jeśli będzie to naprawdę potrzebne. Jakoś przeżyje te dojazdy z końca świata i tracenie pół dnia na załatwienie czegoś, co trwa chwilę. Na głowie mam jeszcze te studia do wakacji, więc trochę się boję rzucać się za bardzo na żywioł, bo nie chciałbym ich zawalić z powodu swojej niecierpliwości.
Mimo dołka nie czuje się przegrany, nie będę wracał ze spuszczoną głową. Bardzo dużo mi dały te dwa tygodnie, pomijając pracę to doświadczenie wolności od rodziny było cudowne i dało mi teraz mnóstwo motywacji do działania mimo trudności. Chcę teraz jeszcze bardziej się usamodzielnić niż wcześniej i mimo wszystko czuje się pewniej, bo widzę z iloma rzeczami sobie poradziłem, a o które się bałem wcześniej.
Rodzice mogą sobie gadać co chcą i widzieć we mnie wielkiego przegranego. Ja jestem świadomy, że spróbowałem tylko czegoś i okazało się to nie dla mnie, a przy okazji co nieco zarobiłem i wiele się nauczyłem - nie wiem jak mógłbym być przegrany, skoro gdyby nie to - spędziłbym te dwa tygodnie pewnie na obijaniu się w domu i stałbym w miejscu.
A tak to zmieniłem się pod wieloma względami. W ogóle to nie pisałem tutaj o tym, ale od kiedy się zaczęła ta przeprowadzka i były warsztaty u Darka Logi, to mi zaczęło wywalać zamienianie się w ojca - zamieniałem się w manipulanta, tyrana narzucające swoje zdanie, cwaniaka przekonanego o swojej racji i traktującego swoją kobietę jak kogoś głupszego, za kogo trzeba wszystko ogarnąć. Naprawdę mocno mi to wywaliło i przez ponad tydzień byłem kompletnie inną osobą. Czułem się, zachowywałem i mówiłem jak mój ojciec. Moja partnerka bardzo niefajnie to przeżyła i kiedy mi uświadomiła co się dzieje, coś we mnie pękło, bo kiedy dotarło do mnie, że będąc takim facetem wcale nie jestem dla niej atrakcyjny (jak się mojej pś wydawało), ale tylko ją krzywdzę - to po prostu mnie przetyrało emocjonalnie i po spotkaniu naszym wspólnym, gdzie się napłakaliśmy, naprzepraszaliśmy, itd doświadczyłem tak bardzo, że jestem kochany całym sercem właśnie ja, ten naturalny Łukasz, a nie jakaś durna maska - że kompletnie mi się poprzestawiało w głowie. Odpadło tyle niefajnych zachowań że jestem w szoku, a ja się stałem kompletnie inną osobą, dużo cieplejszą, sympatyczniejszą i bez tych wszystkich głupich tekstów.
Wtedy też zaczęła odpadać ta praca, będąca tak naprawdę możliwością przejawiania tych niefajnych zachowań, szczególnie manipulacji i durnej gadki szmatki o swojej zajebistości. Jak znikło zainteresowanie takimi zachowaniami, to kompletnie nie wiedziałem po co ja mam tu jeszcze siedzieć i każdy telefon stał się udręką.
Nie wiem więc jak miałbym traktować to wszystko jako porażkę, skoro pierwszy raz od dawna miałem tak cudowną lekcje życia, która na pewno mocno mnie zbliżyła do tego co dla mnie dobre.
Czuję teraz jeszcze większą wolę walki. Jak to mawiają Japończycy - fighto!!!
BR
Masz rację, na pewno w ciele mocno siedzi, bo wczorajsza reakcja była niesamowicie emocjonalna, a ja po prostu ryczałem jak głupi i ze wściekłości miałem ochotę rzucać meblami, a rodzicom poskręcać karki. Naprawdę mocno przesadzona reakcja.