Mnie najbardziej boli, że fundamenty mojej osobowości kreowały się w tak toksycznych warunkach, że moje poczucie własnej wartości było deptane, opluwane i gwałcone jak tania dziwka. I teraz ci sami ludzie, którzy za to odpowiadają, mają czelność wymagać, aby sobie tak świetnie radzić ze wszystkim. A ja dopiero co przestałem się czuć gorszy od całego świata. Dopiero się uczę funkcjonować normalnie wśród ludzi. Świadomość że zasługuje na to co dobre, a nie tylko na wszystko co najgorsze jest jeszcze taka świeża i nieugruntowana. Jeszcze do niedawna byłem słownikową definicją totalnej ofiary życiowej.
Jeszcze minie trochę czasu zanim się porządnie poskładam do kupy, zanim uwolnię się od tych wielu mechanizmów, które blokują i ograniczają w pś kreacje tego co dobre. Dlatego boję się. Boję się, że czekają mnie jeszcze całe nieprzyjemne lata wielu nieprzyjemności, samotności i radzenia sobie z problemami bez żadnej pomocy. Boję się tak bardzo, że już wolę się trzymać nawet tych toksycznych idiotów, którzy mnie spłodzili, byleby tylko nie zostać całkowicie samemu. Lepsze domowe bagienko niż przerażające nieznane.
Tak bardzo bym chciał mieć kogoś, na kim mógłbym polegać w razie czego, kogoś kto byłby dla mnie podporą i wsparciem, gdybym miał się potknąć.
Boję się, że nawet jeśli się będę się pozytywnie nastawiał to przyniesie to co najwyżej jakieś kosmetyczne zmiany na plus. Boję się, że życie brutalnie zweryfikuje to pozytywne nastawienie, że jak dojdzie co do czego, to się okaże że jestem bezradnym dzieckiem, które samo z siebie nie może nic. Wkurwia mnie to, że okres mojego usamodzielniania się przypada na okres jakiegoś idiotycznego kryzysu, za który w żaden sposób nie odpowiadam, a który sprawia że z pracą jest tak źle, jak od dawna nie było. I ja w takich warunkach mam przekonywać pś, że będzie spoko? Nie czuje się na tyle mocny, aby nie ulegać temu ogromniastemu myślokształtowi.
Pracuje nad sobą dopiero 3,5 roku. To mało biorąc pod uwagę jak bardzo zniszczona była moja psychika, gdy zaczynałem.
W praktyce pewnie i tak jakoś tam będzie i nic strasznego się nie zdarzy, ale tak się już nauczyłem żeby bać się przyszłości, aby oczekiwać że wiecznie będę dostawał w dupę za to tylko, że mam czelność żyć. Tak jakbym miał być karany za samo istnienie.