Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 416999 razy)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-10-30, 20:53:59 »
Ja spędziłam całe studia na afirmowaniu, robieniu sesji i tak dalej. A teraz co ? nic :) Trzeba wiedzieć czego się chce i wykorzystać to w odpowiednim czasie. Jest mi przykro. Czuję się nieudacznikiem. Nie lubię odbierać telefonów i mówić rodzinie co tam u mnie. Nie widzę korzyści z moich studiów. Moja promotor wszystkim mamiła, że pójdziemy na doktorat, że ja również jestem wybitna. Nie przychodziła na spotkania, olewała swoich studentów. Opóźniała maksymalnie. Na sam koniec na obronie, zaniżyła wszystkim stopnie, ostatecznie nikt nie poszedł na doktorat. A kij z doktoratem. Chodzi o robienie atmosferki wokół kierunku studiów, jakie to wszystko miało być boskie. Miałam bardzo skrystalizowane wizje od początku studiów, dużo modlitw, oddychania, pewność siebie.
A i tak wszystko potoczyło się mega inaczej niż sobie zakładałam. Moja przyszłość jest tak wielką niewiadomą, że na zmianę mam ochotę się śmiać i płakać. Nie potrafię określić, czy będę nieudacznikiem przez lata, czy nagle coś się wydarzy. Bo przecież w moim życiu nigdy nic niewiadomo, jest jak książka fantastyczna, której nigdy nie odważyłabym się napisać.

Do niedawna chciałam wierzyć, ze czeka mnie jakaś nagroda, za tyle lat pracy nad sobą. Teraz widżę, że jak sama czegoś nie wykreuję, to nic mnie nie spotka. W sumie tak mi się teraz wszystko pierdzieli, że szkoda gadać. Dziwnym trafem nie mogę być nigdzie przyjęta do pracy, pomimo że chodzę tu i tam i pracodawcy mówią, ze oddzwonią. Pewnie to opór i mi się w ogóle nie chce pracować na żadnym stanowisku, bo na jakimś poziomie czuję się aspołeczna. Chciałabym swoją działalność, ale bez kasy, to niewiele zrobię, tak samo jak lokalu nie mogę sobie przygotować. Podobnie jak Clint, mam dosyć myślenia o przyszłości, bo i tak wszystko jest inaczej niż sobie myślałam. Szkoda, że w kluczowych sprawach, nawet i pozytywne myślenie i moja wiara się nie sprawdziły.

« Ostatnia zmiana: 2012-10-30, 21:05:39 wysłana przez BlackRose »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-10-30, 20:51:07 »
Ja wciąż jestem mimo wszystko kłębkiem nerwów i stresów, mimo że trochę tej pracy nad bezpieczeństwem miałem. Jedną afką to pewnie co najwyżej sprawię, że mi jeszcze bardziej wywali.

Wciąż jest jeszcze we mnie sporo z przerażonego dziecka, które oczekuje strasznych rzeczy. Ojciec mi całe dzieciństwo fundował mnóstwo cudownie przerażających niespodzianek, więc czego ja mam oczekiwać od życia? Nauczył mnie, że zawsze powinienem oczekiwać na wszystko co najgorsze, niezależnie od tego jak się czuje i czego sam oczekuje. Przeraża mnie to co nieznane, bo skąd mam wiedzieć że ten koszmar nie wróci? To wszystko zawsze było takie nielogiczne, nieuzasadnione i niesprawiedliwe że sprawiało wrażenie oderwanego od wszelkich zasad rządzących światem. Tak jakby kompletnie nie miało znaczenia kim ja jestem, co ja myślę - to po prostu spadało na mnie, poza wszelką kontrolą z mojej strony. Tak się nauczyłem, że nie mam żadnego wpływu na te nieszczęścia - to się po prostu zdarza niezależnie ode mnie.

Tak więc moja pś od razu odrzuca treść tej afki, bo jak niby moja przyszłość ma być bezpieczna i pełna cudownych niespodzianek, skoro to w ogóle ode mnie nie zależy, skoro zawsze może się pojawić jakiś wkurwiony typ i mnie skrzywdzić?

Boję się.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-10-30, 20:36:23 »
Clint
a może zwykła afka, że Twoja przyszłość zawodowa/naukowa jest bezpieczna i pełna cudownych dla Ciebie i bardzo opłacalnych niespodzianek?
ja mam za rok dyplom, genialnego promotora i wciąż otwierają sie przede mną nowe furtki rozwoju więć naprawdę polecam CI tą afkę-sama właśnie do niej wracam, bo zapomniałam o 1 apekcie:D i czas to zrewidować i naumieć się od początku:)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-10-30, 20:28:12 »
Ghrhrhrrrr...

Wkurza mnie ciągłe myślenie o mojej przyszłości i to, że muszę siedzieć ten ostatni rok na studiach marnując czas. Moja promotorka ma wszystko w tyłku, więc mnie stopuje  pracą magisterską, a reszta wymyśla mnóstwo czasochłonnych projektów, w tym jeden takiej wielkości, że mi zajmie chyba więcej czasu niż sama magisterka. Przychodzę do domu, a tu ojciec do mnie z wątami, że czemu ja roboty nie szukam i że on 4 lat czeka, aż ja się wezmę. No kij, że jestem na dziennych studiach i prawie nikt nie pracuje przez całe dzienne studia, kij że dopiero co pracowałem całe wakacje. Co z tego że mieszkam na zadupiu i dojazdy do miasta potrafią zając nawet ponad 2 godziny w jedną stronę.

Mam sobie radzić i już.

A ja nie chce w tej chwili pracy. Mam tyle zajęć że razem z dojazdami bym siedział 7 dni w tygodniu i ciągle coś robił, a w ogóle nie miał czasu dla siebie. Nie interesuje mnie takie zapierdalanie.

I nie chce być ciągle straszony, że jak teraz nie znajdę pracy, to za rok będę bezrobotny. Kurna rozumiem, że z kilka miesięcy przed trzeba się wziąć za szukanie, ale nie kurna z rocznym wyprzedzeniem. Noż kurna, nie jest chyba aż tak źle. Szczególnie że i tak nie wiem już co miałbym robić, więc wszystko mi jedno i wezmę cokolwiek, po czym się wyniosę w cholerę...

Boźe, jak bardzo chciałbym mieć to już wszystko za sobą, nie mogę już wytrzymać ciągłego myślenia o przyszłości.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-10-30, 14:51:27 »
A u mnie dobre wiadomosci.....pogodzilam sie z moja kolezanka Kasia...i czuje sie szczesliwa, bo myslalam, ze nigdy nie dojdzie do pojednania i naprawienia dawnej bardzo fajnej przyjazni.

Kasia pomogla mi kiedy bardzo potrzebowalam pomocy przed 4 laty wyprowadzilam sie od drugiego meza i przygarnela mnie z dzieckiem, choc prawie sie nie znalysmy, a ona byla po rozstaniu z facetem,bo nie chcial dziecka, ktore wtedy mialo moze 4 mies.
Obie pocieszalysmy i wspieralysmy sie nawzajem...byla to jedna z glebszych przyjazni w moim zyciu i bardzo sympatyczna. Po miesiacu znalazlam pokoik i wyprowadzilam sie z corka, ale nadal bylysmy nierozlaczne...codziennie zylysmy naszym zyciem ....pojawil sie moj pierwszy ex (ojciec mojej corki), ktory jezdzil po Europie w polskiej firmie spedycyjnej i mogl do nas pod Frankfurt zawsze zajechac.
Byl nadal sam choc rozwiedlismy sie juz przed 5 laty.Pomogl mi finansowo i ....spodobal sie Kasi. ;)
Bylo fajnie bo mnie nie przeszkadzalo, aby ci dwoje sie zakochali i byli ze soba. Ja szukalam kogos dla siebie odpowiedniego. Po paru miesiacach wzieli slub w Niemczech i on poszedl do pracy. Bylo pare spraw, ktore musielismy formalnie zalatwiec, alimenty i inne. W miedzyczasie poznalam mojego partnera.
Potrzebowalam kiedys pomocy w transporcie czegos i umowiona bylam z ex mezem, ale on nie mial jakos ochoty- wydarlam sie na niego bo sie spoznil...nazbieralo sie jakis pretensji.
On poskarzyl sie Kasi i oboje sie obrazili i nie przyszli na moje urodziny....przyjazn legla w gruzach. Obie strony obrazone i zranione. Ja dochodzilam swoich praw w urzedach i potem w koncu sie nasze sprawy uregulowaly. Nieraz ludzie mysle, ze jak sa zaprzyjaznieni to moga zwlekac z jakimis dlugami, albo beda mniej alimentow placic...tak bylo u nas.

Minelo sporo czasu....u nich urodzila sie  coreczka..i wszystko bylo w porzadku.... na dystans. Ex maz odbieral corke..jechala w odwiedziny do nich.

Moja mama byla u mnie miesiac czasu i okazalo sie, ze ex maz musi jechac do Polski wlasnie pod koniec miesiaca sam samochodem, wiec spytalam, czy nie moglby wziasc ze soba swojej ex tesciowej?
Powiedzial ok, ale przywiez ja do mnie.....ok zalatwione. Przywiozlam mame i wywiazala sie super rozmowa z  Kasia....czulam moja i jej chec wybaczenia sobie...i pusczenia wszystkiego w niepamiec.....bylo super jak kiedys...wszystko zostalo wybaczone i oczyszczone....bylam wdzieczna Bozej lasce, ze tak pieknie przygotowala to dla mnie....dla nas i ciesze sie bardzo....jest mi lzej i cudownie milo ......och zeby jeszcze tak z moja tesciowa sie tak ulozylo....wierze, ze bedzie dobrze....kiedys wszyscy w rodzinie beda sie rozumiec i doceniac....napewno..;)

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-10-29, 23:20:28 »
Nie wiem jeszcze skąd, ale odczuwam poczucie winy, gdy jest mi przyjemnie. Czuję, że to nie w porządku, gdy jest mi przyjemnie. I nie ma znaczenia, czy chodzi o wypoczynek, pracę ..... seks, życie.

Na razie się temu przyglądam.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-10-29, 18:28:02 »
KorneliaX moja rodzina w ogóle nie rozumie co to jest niezależność i na siłę wciąż próbują mnie uzależniać. Może stąd takie nastawienie.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-10-29, 12:20:18 »
Coś mnie dopadło-ostre sensacje żołądkowe i jadłowstręt. Dawno tak nie miałam i właściwie nie wiem do czego to przyczepić...Wczoraj wyszłam z zajęć i jakoś dojechałam do domu i nawet nie wiem co ruszać

Tak wpisałam i teraz do mnie dociera-otwiera się całkiem nowy rozdział dla mnie, a ja tego nie czuję-bo tak jestem przywiązana do tego, ze nie wychodzi...
« Ostatnia zmiana: 2012-10-29, 12:22:32 wysłana przez Iustitia »

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-29, 12:20:05 »
KorneliaX

* :)

KorneliaX

  • Wiadomości: 848
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-29, 10:11:40 »
Karina
tez pozdrawiam Cie cieplutko :) :*

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-29, 09:34:14 »
KorneliaX

Ponieważ ludzie w większości boja się konfrontacji, podejrzewam, że zadziwiłaś tą dziewczynę postawieniem się w jej stylu. Ludzie chętnie pouczają itp. Myslę, że ona nawet ucieszyła się w duchu, że nie jest sama i zdjęłaś jej trochę poczucia winy, że 'jest taka zła'. Pozdrawiam cieplutko.:))

KorneliaX

  • Wiadomości: 848
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-29, 09:07:40 »
Karina
Dziekuje za Twoja odpowiedz :) bo nawet potem mnie naszlo, ze moze wstyd, ze napisalam cos takiego na duchowym forum ;) wstyd juz zniknal, a pani ktora mi zagrozila, realnie pewnie stanowi podobne zagrozenie jak jej szczekliwy pies niewielkich rozmiarow. pisze o tym, bo juz w glowie tworzyly mi sie rozne scenariusze konfrontacji. pozwalam sie do konca rozpuscic emocjom, ktore powoduja takie sytuacje (narazie to zyczenie, ale skoro cos takiego sie pojawilo, to mam nadzieje po to, zeby sie uwolnic :))

Sebastian
Ja sam, ja sam, ja sam, dzieci tak mowia, jak chca sie wykazac samodzielnoscia i niezaleznoscia wobec doroslych. Moze boisz sie, ze ktos Cie zbyt od siebie uzalezni?

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-10-29, 07:22:07 »
Nie rozumiem tych moich wzorców odpychania związków. Wczoraj w knajpce rozmawiałem o tym w pewnym gronie i powiedziałem że ok afirmuję że zasługuję i otwieram się na taki jaki chcę związek, a wciąż go nie mam. Pewien ktoś mi powiedział żebym może poafirmował że  jestem gotowy na taki związek to odruchowo wykrzyknąłem wielkie NIE!.

Dzisiaj to obserwuję i próbuję wypytać pśkę o co chodzi to ona uparcie "Ja sam, ja sam, ja sam, ja sam, ja sam, ja sam (nie zabierajcie mi tego)"

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-29, 07:00:52 »
KorneliaX,

gratulacje za szczerość. Lubię takie szczere wypowiedzi, bo są jak perełka wobec wszystkich ą, ę "wspaniale" sobie radzących duchowiaków. Obrona włąsnych granic, jak również akceptacja wszelkich emocji jak wyłażą jest podstawą. Jak pamiętasz też nie jestem idealna (grzeczna) i też zdarza mi się wejść w pyskówkę i teraz śmieję się z tego. :)

KorneliaX

  • Wiadomości: 848
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-28, 22:59:26 »
Od jakiegos czasu mieszkam na Mokotowie i wlasnie nawiazalam relacje miedzysasiedzkie. odprowadzilam kolezanke i wracam do domu i nagle leci do mnie ze szczekiem maly pies. generalnie za psami przepadam i nawet je uwielbiam, a nawet zdarzalo mi sie w zyciu, ze podbiegal do mnie potencjalnie grozny duzy pies, ja cos do niego zagadywalam i pies byl oblaskawiony ;) ale tutaj nie, leci taka mala zaraza i szczeka. nie stane do niego tylem i nie pojde dalej, bo moze dziabnac w lydke. czekam na reakcje wlascicielki, ta nic, moze go zawolala tylko. jak juz trzeci raz do mnie podlecial, zawolalam, zeby go wziela na smycz i ze lubie psy, ale nie takie male i wredne. ta do mnie 'zamknij dziob to przestanie szczekac'. ja troche zaskoczona ogolna kultura wypowiedzi, cos do niej w podobnym tonie. od slowa do slowa i zaskakujaco latwo bylo mi powiedziec pani 'spier... stara... k*****' pani podbiega, zeby sie bic. ja na nia czekam, rece juz mam przygotowane jak do bojki. pani podchodzi, okazuje sie ze jest mniej wiecej moja rowiesniczka ;) mierzymy sie wzrokiem, widzi ze nie uciekne, wiec rezygnuje z walki. ale dalej mocna w gebie, 'tutaj mieszkasz, to masz przeje****'. ja do niej 'tez mam roznych znajomych. ewidentny blef. moze na Ochocie mialam, tutaj nie mam.
jestem zaskoczona, ze taki prosty, walczacy dzieciak ciagle stanowi czesc mojej natury :/ moze jest to troche smieszne nawet, ale dlaczego sprowokowalam taka sytuacje. nawet jesli jestem od pani lepiej wyksztalcona i bardziej swiadoma roznych mechanizmow, to na jakims poziomie jestesmy siebie warte (akurat nie chodzi mi tutaj o te boska czastke, chociaz nie odmawiam jej ani sobie, ani sasiadce z sasiedniego bloku chyba ;)) tylko okazalo sie, ze ta czesc mnie ktora wchodzi w konflikty jest jeszcze mocno aktywna :/ a przez lata jej nie mialam. nie to, ze unikalam konfrontacji, tylko takie sytuacje mi sie nie przytrafialy.

od jakiegos czasu stosuje kod uzdrawiania i pojawia sie duzo lepszych, korzystnych wibracji, fajny spokoj mnie ogarnia jak go stosuje. zastanawiam sie, ze jakby te ciezkie wibracje walki i konfrontacji w jakis sposob sie uwolnily, zostaly wypuszczone na zewnatrz, sama nie wiem jak to okreslic...