Czuję się cały czas w gotowości do obrony, do mówienia nie lub niesienia pomocy, do odpierania tych żali i pretensji.
To strasznie męczące. Czuje w sobie taką skumulowaną energię zawsze gotową do użycia. Ale utrzymywanie jej to wysiłek.
Pod koniec wczorajszego dnia pracy czułam się bardzo zmęczona i fizycznie, i utrzymywaniem tej gotowości. Po powrocie i obiedzie położyłam się na chwilę z myślą, że zastosuje na to TU. Ale jakoś nie mogłam czuć tego zmęczenia więcej i więcej, więc jak to Fel pisała pomyślałam, że to opór i że puszcze sobie ten opór. I tu nagle moje ciało sobie 3 razy oddechnęło

Tzn. Wzięło 3 głebokie oddechy nie prowokowane przeze mnie. Pomyślałam o cho!, coś sobie poszło

Wczoraj był spokój, ale za to dziś rano się działo

Dziś zauważyłam, że traktuję innych tak jak siebie. Czyli nie wybaczam ich niedoskonałości, tak samo jak sobie ich nie wybaczam.
Zaczęłam drążyć temat dlaczego im nie wybaczam. Brak wybaczenia jest moją tarczą ochronną pozwala być gotowym na przyjęcie i odparowanie ataku.
Więc zastanawiam się dalej dlaczego tak jest. I się ruszyło .... upłakałam się jak nie wiem

Wchodząc w dorosłe życie byłam bardzo otwartą osobą, pełną życzliwości i sympatii do innych. Miałam wręcz serce na dłoni. Ale nie miałam bladego pojęcia jacy ludzie mogą być i myślałam, że jak dotąd będą dla mnie też życzliwi i mili.
O jak się pomyliłam ... Wyszłam za mąż i wlazłam z tym sercem na dłoni w gniazdo os.
Mało było im mojej miłości, życzliwości i sympatii, chcieli jeszcze mojej uległości i posłuszeństwa. I wzięli to moje serce pociachali na kawałki, powbijali ostrza i przejechali walcem.
W pewnym momencie dla mojego serca było już dość, więc otoczyłam je tarczą ochronną braku zaufania i braku wybaczenia, bo to gwarantowało, że będę gotowa i zwarta by odpierać ataki.
Strategia do bani, ale wtedy jedyna jaką znałam

Wyobraziłam sobie te osoby, które mnie tak poraniły i wygarnęłam im wszystko. Zapytałam czemu zamiast chronić to serce i opiekować się nim, to je rozjechali na miazgę. Bo się nie broniłam, bo na to pozwalałam, bo tylko tak są wstanie kontrolować swoje życie i otoczenie zmuszając innych do uległości, wmuszając swój światopogląd, oskubując z pieniędzy za pracę, manipulując.
Pomodliłam się szybko by Bóg pokazał mi jak mam się teraz chronić.
Zobaczyłam jaki robiłam błąd. Wystawiając serce na dłoni wpuszczałam innych do swojego wnętrza, bez żadnej selekcji, jak popadnie. Pozwalając w ten sposób na ranienie siebie, bo nie każdego trzeba tak głęboko wpuszczać.
Tak głęboko wpuszcza się tylko zaufane osoby, te które uszanują nasze serce.
Resztę trzyma się na dystans mówiąc "nie" czy "nie zgadzam się na to". Asertywność tworzy barierę ochronną trzymającą zbójów na odległość, pozwalając na podejmowanie decyzji kogo chcemy dalej wpuścić, a kto za tą barierą zostanie. Ta bariera nie jest wtedy wewnątrz nas i nie angażuje naszej energii, jest na zewnątrz i im czujemy się bezpieczniej i pewniej, tym lepiej funkcjonuje i najważniejsze nie potrzebuje naszej energii.