Pierwsze co mi się nasunęło, gdy to przeczytałam, to było „O, to trzeba stąd spier…”
))
Już wiem, o co chodziło. To była reakcja mojego wewnętrznego dziecka: Jak przeczytałam o guru, to przeraziło się, że je porzucę na rzecz innych! Faktycznie teraz więcej tutaj piszę, a tymczasem moja mała Hania mnie potrzebuje. Jest teraz w szkole podstawowej i potrzebuje dużo uwagi i czasu

)
Dziękuję, Indra, że napisałaś o tym guru :* Bardzo mi to pomogło

Feli
Od dawna mnie interesuje dlaczego nadałaś sobie statut obserwatora, który wprowadza innych w błąd.
Ja uważam że powinnaś wpisać sobie zaawansowany, po to aby być w zgodzie z prawdą.
Bo jest mi to do czegoś potrzebne.
Ostatnio coraz bardziej zwracam się do wewnątrz siebie. Ujawnia się to we wszystkich dziedzinach mojego zycia. Bardzo mi to pomaga w przerobieniu pewnych tematów. Ale czasem o tym zapominam i wracam do starych zwyczajów. To jest zwykła ucieczka od siebie, która nie przynosi nic dobrego.
A forum to bardo dobre miejsce na ucieczkę od siebie

A ja tego nie chcę. Status obserwatora ma mi o tym przypominać.
Wiesz, ja też zwracam uwage na to, żeby nie mijać się z prawdą. To dla mnie bardzo ważne.
Zastanawiałam się kiedyś nad kwestią statusu i stwierdziłam, że jednak nie wprowadzam nikogo (w tym siebie) w błąd. Przecież obserwator może być tak samo zaawansowany w rozwoju, jak i początkujący. Zresztą alternatywą dla zaawansowanego nie jest początkujący (wtedy mogłabym faktycznie wpisać – zaawansowany, bo początkująca nie jestem), ale poszukujący. A ja – mam nadzieję – będę poszukująca do końca życia

Więc tak serio, to nawet nie wiedziałabym co wpisać.
Dlatego myslę, że to chyba też trochę taki bunt przed etykietowaniem. No ale najbardziej jest to kwestia wewnętrznej potrzeby.
Gdy tak czytam to co napisałaś o terapii wewnętrznego dziecka to widzę że mój terapeuta też stosuje tę technikę pracy z dzieckiem wewnętrznym.
Wszystko co opisujesz to techniki psychologiczne.
Piszę o tym bo wyczuwam na tym form taką atmosferę lekkiej pogardy w stosunku do psychologii i udowadniania wyższości rozwoju duchowego.
Tak, to co opisuję w temacie wewnętrznego dziecka, to techniki psychologiczne. Myślę, że to jest podstawa, od której dobrze jest, a nawet trzeba zacząć, bo inaczej wszystko idzie bardzo opornie (no chyba, że ktoś nie ma już z tym problemów, to inna sprawa). To tak jak z DDA. Jesli ktoś ma ten syndrom (a któż nie ma, albo nie miał, nawet w małej części?), to dobrze jest najpierw popracować nad tym, potem dopiero (albo chociaż równocześnie, a nie od nich zaczynać) zająć się np. technikami medytacyjnymi. A wewnętrzne dziecko ma każdy z nas. I nikt z nas nie osiągnie oświecenia, jeśli "na powrót nie stanie się jak dziecko", czy jak tam leciało

[a to dlatego, że Wewnętrzne dziecko to taka boska cząstka w nas. A żeby mogło się ujawnic, to trzeba je odgruzować z wszelkich naleciałości (w postaci np. dziecka przystosowanego, itd.), które gromadzimy w podświadomości]
Ja zaczęłam od d... strony i kilka dobrych lat spędziłam na uganianiu się za własnym ogonem

, choć mogło to wyglądać zupełnie inaczej, gdybym zaczęła od podstaw. No ale nie wyrzucam sobie tego. Wtedy nie wiedziałam, co zrobić

Jolanta,
bardzo dziękuję za polecenie książki "Dzieci są z nieba"

tytuł fantastyczny! Mam nadzieję, że będzie dostepna po polsku (zaraz sobie sprawdzę).
J. Greya przeczytałam na początku mojego małżeństwa (tak gdzieś 16 lat temu) i faktycznie bardzo dużo mi to dało. Dzięki niej zrozumiałam męża

) Jego ucieczki "do jaskini" itd.
Choć o tym podziwie to coś mi śmierdzi (nie mówiąc delikatnie

. Tak sobie myślę, że teraz mogłabym się nie zgodzić z częścią tez tam zawartych. Choć nie wiem, bo mało pamiętam
