Dzisiaj i wczoraj zobaczyłem, że Inga była wspaniałym mistrzem duchowym. Miała niesamowity poziom rozwoju duchowego, znacznie wyższy od Leszka. Bardzo często wcielałem się koło Ingi, razem rozwijaliśmy się duchowo, kroczyliśmy w górę.
Nie podobało się to jednak Leszkowi i jego ekipie, gdyż nie mieli takich sukcesów, jak ja z Ingą. Stosowali inne metody, ale one ich tylko otępiały. My pięknie szliśmy w górę. Pamiętam z tego okresu dużo PIĘKNEGO ŚWIATŁA, czystego, białego i biało-złotego.
Leszek po prostu nam zazdrościł. I... zniszczył nas. W zasadzie zniszczył Ingę, a ja poszedłem za nią. Inga była tak torturowana i męczona przez Leszka, aż trafiła do najniższych poziomów astralu - do piekła. Ja za nią też podążyłem - częściowo z własnego wyboru, bo chciałem być tam, gdzie Inga, a częściowo wpędził mnie do piekła Leszek. Znienawidziłem go za to.
W piekle rzeczywiście doznałem najcięższych kar i urazów. Moja dusza została tam zniszczona, rozszarpana na kawałki, w zasadzie nie było mnie. Było ciemno, pusto, czarno, bez tego PIĘKNEGO ŚWIATŁA i bez Boga.
Inga poszła jeszcze niżej, w najniższe poziomy piekła, ale ja cały czas podążałem za nią. Chociaż do takich mroków, do jakich Inga została strącona, to chyba nie zszedłem.
To dlatego, np. Inga, jako ciężko opętana przez złe moce, trafiła do Leszka psychiatryka. Ja tam również trafiłem, byłem przy Indze i modliłem się, aby Inga wróciła do świata żywych. Znała bowiem ona sekret rozwoju duchowego, którego brakowało Leszkowi.
I pamiętam, jak wtedy Leszkowi w psychiatryku opowiadałem, że byłem w piekle, to tak wtedy, tak jak i dzisiaj, nabijał się ze mnie. Ale czuł podskórnie, że mam rację, że ze mną trzeba uważać.
No i cieszę się, że w tym wcieleniu Inga wyszła już całkowicie z piekła, odłączyła się od ciemnych energii. Bo zawsze miałem nadzieję w Indze, że Inga zna metody dobre dla mnie. Skoro byliśmy tyle wcieleń obok siebie, i byliśmy razem w piekle, to zna z niego wyjście.
To Inga pokazała mi kamertony - używam je po dziś dzień. To Inga "wyrwała" mnie z objęć otępiających afirmacji, które tylko znowu odcinały mnie od siebie. A Leszek, tak jak dawniej, tak jak i dziś, wiele razy nabijał się ze mnie i z Ingi, co za pierdoły opowiadamy, że nie mamy racji, ale... uleczyć nas nie umiał.
Inga tchnęła mnie również do pracy z kamieniami półszlachetnymi, z minerałami. Zacząłem je nosić przy sobie, ale dopiero mycie ich pod bieżącą wodą sprawiło - to, co Inga opisywała - że rozpoczął się kontakt ze sobą.
Ja nie mam pamięci poprzednich wcieleń, ba! - nie pamiętam swojego dzieciństwa, ale dzięki myciu pod wodą karneolu, przypomniałem sobie wszystkie wzorce seksu i wstydu, jakie przejąłem od ojca, od otoczenia, jak wstydziłem się dziewczyn.
Dzięki tygrysiemu oku przypomniałem sobie całe moje dzieciństwo, piekielny dom, pobyt w przedszkolu - wszystkie sceny, emocje, myśli, odczucia i intencje widziałem tak, jakby to właśnie się teraz działo.
Myłem kamień pod wodą i płakałem - a to za moim zabitym dziadkiem - ojcem mojego ojca, którego nigdy nie poznałem, gdyż został zastrzelony. A brak dziadka, oraz zerwanie kontaktu z moim ojcem-tyranem, spowodował, że odciąłem się od linii męskiej moich przodków. Więc myłem tygrysie oko i płakałem do dziadka, aby przywrócił mi kontakt z moimi męskimi przodkami. I pojawiło się ich wielu przed moimi oczyma. I trochę nawiązałem z powrotem kontaktu z moją męską energią, z moim zastrzelonym dziadkiem.
Myjąc zaś karneol, przypomniałem sobie kolejne sceny z piekła, gdy byłem sam, w ciemności, bez PIĘKNEGO ŚWIATŁA, całkowicie odcięty od Boga. Torturowany psychicznie i fizycznie. I przypomniałem sobie, jak wtedy, w piekle, podjąłem decyzję, że całkowicie odetnę się od ENERGII i od ŚWIATŁA, bo już takie katusze cierpiałem, że stwierdziłem, iż będzie lepiej, jak się całkowicie unicestwię, przestanę istnieć. Nie było już dla mnie ratunku, więc pogodziłem się ze swoim odejściem raz na zawsze.
I myjąc karneol nagle, będąc w tym piekle, pojawiła się idea, natchnienie: "ENERGIA". Poprosiłem ENERGIĘ o pomoc i nagle, te ciężkie mroki piekła zaczęły się błyskawicznie rozrywać, wszystkie diabły i demony odrzucone w impetem ode mnie, i pojawiło się PRZEPIĘKNE i NIEZWYKLE SILNE ŚWIATŁO BOGA. Zrozumiałem, myjąc kamień, że siły ciemności nie mają żadnych szans przy ŚWIETLE BOGA.
Demony i diabły zostały odrzucone ode mnie z taką mocą, jakby wybuchła koło mnie potężna bomba. I zobaczyłem też, że te istoty piekielne pokazały mi, że to jest taki plan, taka gra, abym się nauczył, że z największego mroku w jednej chwili może wyciągnąć mnie ŚWIATŁO. I demony te były przerażone, że one kiedyś też, gdy skończy się plan na istnienie piekła, będą musiały pójść w kierunku ŚWIATŁA. A to je najbardziej przeraża, bo to będą męki dla ich dusz.
Kamienie są niesamowite, na mnie działają. Aż dziw mnie bierze, że 5 lat studiowałem geologię i miałem kontakt z różnymi kryształami, a nie rozpoznałem wtedy ich mocy.
Ale podświadomie wiele razy ciągnęło mnie w różnych wcieleniach do pracy w kopalni - ciągnęły mnie minerały, praca z nimi, którą pamiętałem z czasów, gdy z Ingą byliśmy wysoko, tylko nie pamiętałem że z minerami można pracować. No i ciągnęło mnie też w stronę piekła, bo kopalnie to są takim trochę przedsionkiem piekła.