Autor Wątek: Uzdrawianie związku z Bogiem i z samym sobą  (Przeczytany 110770 razy)

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-11-10, 15:06:05 »
Caro

ja tez nieraz sie zastanawiam jak to jest, ze ladni ludzie,kulturalni,elokwentni,szczupli chociazby (dobrze ubrani) maja od razu u mnie aprobate,szycunek,itd. Dochodze do wniosku, ze nam ludziom lepiej jest obcowac z pozytywami tj. wyglad, charakter,majetnosc. Cos negatywne np.otyla nastolatka jest juz zaniedbana,nieatrakcyjna. Albo pijak, brudny obdarty- od razu mam przed oczami osobe slaba,wrecz niepelnosprawna spolecznie- wlacza mi sie wspolczucie i akceptacja.

Jednak najlepiej gdy spotykasz cudowna osobe pod kazdym wzgledem- robi na tobie wrazenie- i wtedy wlacza Ci sie zazdrosc, podziw, chec nasladowania itd.
Te nasze osady....osadzamy ciagle i ciagle jestesmy osadzani....czesto lapie sie, ze robie cos na pokaz albo zeby sobie cos udowodnic....takie stare przyzwyczajenia i jest znowu temat do zajecia sie tym ;)
Chcialabym byc wolna od nakazu osadzania wszystkiego i wszystkich...czy jest to mozliwe?

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-10, 14:45:17 »
też słyszałam o tym, nawet na zajęciach z angielskiego mieliśmy kiedyś art. przedstawiający niby fakty za i przeciw czy to się zdarzyło na prawdę ;)

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-11-10, 14:42:17 »
carolieen

Wiesz ostatnio ogldalam film,ze podobno cala ta akcja apollo 13 na ksiezyc to byla jedna wielka sciema:)))Dowody na to byly calkiem przyzwoite.

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-10, 14:34:42 »
Semira,
no własnie to zależy od przypadku, rzeczywiście jest tak, że sporo osób ze światka naukowego jest tam by poczuć się bardziej wartościowym, ale są też tacy, którzy po prostu to lubią, są że tak powiem "gifted". Miałam okazję poznać pana, który jest matematykiem zaawansowanej klasy, pracuje na MIT i pracował min. dla NASA kiedy wysyłali Apollo na Księżyc, napisał kilka książek w tym  kosmicznym, matematycznym języku, nawet książki o budowie rakiet tenisowych, z których później korzystały różne magazyny sportowe, całe życie poświęcił nauce, nadal poświęca i jest jednym z najfajniejszych naukowców jakich poznałam - ciepły, serdeczny, otwarty. Znam jeszcze dwóch chłopaków, bardzo fajnych, z których jeden już na 1 roku studiów został wyłapany i zaproponowano mu indywidualny tok nauczania, bo był nieprzeciętnie dobry i już wtedy robił wykłady w akademiku, a drugi podobnie, też naukowiec i też taki megamózg. Obaj są bardzo fajnymi osobami w życiu prywatnym.

Każda przesada czy przegięcie jest raczej niewskazane, uciekanie przed sobą w pracę, uciekanie przed życiem w rozwój świadczą o tym, że coś jest nie halo. Chyba tak Ci mądrzy nasi przodkowie zwykli mówić, złoty środek jest najlepszym rozwiązaniem we wszystkim.

U mnie jeszcze pojawił się temat pogardy i wartościowania osób pod kątem ich zawodu (co oczywiście wiem, ma swoje źródło we mnie samej). Osoby o wyższej pozycji, lepszej pracy, na kierowniczych stanowiskach są traktowane z reguły lepiej od osób na niższych stanowiskach. Dlaczego oni niby zasługują na większy powiedzmy szacunek? władza? To właściwie cała struktura pracy opiera się na tych zwykłych osobach, które wykonują większość pracy na świecie, a na szczycie jest ten znikomy procent, który nimi zarządza. Czy nie bardziej logiczne byłoby traktowanie całej tej masy ludzi z większym szacunkiem, bo przecież oni są siłą napędową gospodarki?

Ostatnio na spacerze zaczęłam się zastanawiać, co świadczy o mojej wartości? co powoduje, sprawia, że jestem wartościową osobą, istotą? Czy to, że ktoś sobie wymyślił, że człowiek już taki jest, że np. jako istota rozumna jest lepszy od innych istot, czy to, że z założenia jestem boska i mam już w sobie te wszystkie wartości - szacunku, godności, zasługiwania itp. i to właśnie te wartości o tym decydują?
Jeśli to ostatnie, to konieczne jest odczuwanie bycia wartościowym, bo inaczej nawet czyjeś słowa (guru, mistrza, pani z warzywniaka, kogokolwiek), które niby to poświadczają, to są bardzo słabym i kruchym gruntem dla samooceny, bo to tylko słowa.


Semira

  • Gość
[#]   « 2012-11-10, 11:33:13 »
Wiadomo,ze to zalezy.Ale ja mialam akurat nieprzyjemnosc pracowac z takimi ludzmi  o jakich napisalam.M.in dlatego tez odeszlam z tamtej pracy.

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-10, 11:29:48 »
Semira to zależy. Mój przyjaciel jest naukowcem i więcej czasu poświęca na rozwój, na życie niż na pracę. Ja tak samo:) Nauka nie jest zła, ani sztuka, złe sa proporcje. Patroszenie ryb tez może niebezpiecznie wciągnąć;)

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-11-10, 11:21:53 »
Carolieen

Ostatnio ogladalam filmiki Darka Logi(sama sie dziwie ,ze sie przelamalam ,bo wczesniej bylam uczulona na Niego:))) )i On tam fajnie opowiada o ludziach,ktorzy uciekaja w nauke i sztuke aby nie zajmowac sie soba.Ja sie z tym zgodze.Dla mnie osoby,ktore maja zbyt duze ambicje,wymagania wobec Siebie(nie mylic z pasja) to takie osoby probuja cos sobie tym udowodnic.Dle mnie to jest glownie przykrywka dla niskiej samooceny,bycie za wszelka cene dowartosciowanym przez innych.
Zawsze podchodzilam z dystansem to tzw ludzi nauki.Kiedys pisalam Ci o tym jak pracowalam w laboratorium i co mysle o takich osobach-90%ludzi pracujacych tam nie mialo zupelnie zycia prywatnego,swieta,weekendy spedzali w laboratorium,wygladali jakby zycie juz dawno z nich ucieklo,a usmiech na ich twarzach pojawial sie srednio raz na tydzien.
Juz wolalabym patroszyc rybe na Karaibach z Toba i Seba:))
« Ostatnia zmiana: 2012-11-10, 11:23:48 wysłana przez Semira »

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-11-10, 09:38:55 »
O, patroszenie ryb na karaibach. To jest pomysł na życie! Take me in.
« Ostatnia zmiana: 2012-11-10, 09:45:14 wysłana przez Sebastian »

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-10, 03:28:16 »
fajny odzew, dzięki :)

na razie dam sobie spokój, w takim sensie, że nie będę szukała, bo też właśnie po skończeniu tego co robię, może mi się i tak wszystko poprzestawiać. Na teraz nic nie wiem, ale olewam to ;) W sumie zaczęło się od mojej czakry serca (mózgu serca), która jak się okazało głęboko w środku jest dość smutna i zamknięta na radość tak po prostu. Tak jakby radość i szczęście miały być czymś powodowane - jakbym potrzebowała powodu by się cieszyć. Bo cieszenie się ma być czymś uwarunkowane inaczej pochodzi.. z psychiatryka (Maciejka pozdrawiam :D).

Nie wiem jak będzie potem, może rzeczywiście odnajdę frajdę w wykonywaniu jakichś prostych czynności, np. w patroszeniu ryb na Karaibach, upijaniu się mlekiem kokosowym i spaniu w hamaku :P

U mnie jest też kwestia ambicji, które zawsze miałam duże i też otoczenie pod moim kątem miało spore oczekiwania, ale one właśnie częściowo z niskiej samooceny wynikały, takie dowartościowywanie się osiąganymi celami...

Chciałabym więcej napisać i pewnie napiszę, ale jak mnie natchnie bardziej


Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-10, 00:58:02 »
Myślę, że to jest proces, od szukania na zewnątrz, po uświadomienie, że to nie istnieje po za źródłem w sobie. I gdy dochodzi do realizacji poprzez źródło, to to wszystko samo się układa, tzn "praca" sama się podkłada pod nas, światło, źródło przyciąga do nas to, czego inni szukają by się w tym spełnić, a dla nas jest już ten rodzaj, mniej istotny, istotny staje się kanał przez który światło może płynąc i rozwijać się. I tak chyba wygląda życie nauczycieli duchowych. Tych fajowych.

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-10, 00:49:50 »
Carolieen, fajnie ze napisałaś o tym:)
Jestem osobą która od zawsze miała wiele pasji artystycznych i zawsze robiła to co chciała, zawsze starałam sie zarabiać na pasjach, zyć w zgodzie z pasjami. Ostatnio mam takie refleksje, widzę/czytam osoby które fajnie rozwijają swoje pasje, a ja jakoś stygnę z tym wszystkim. Nie czuje juz polotu takiego jak kiedyś, a z drugiej strony mam jakies poczucie winy, ze marnuje swoje talenty. Czuję też żal [ to irracjonalne i głupie] że jestem utalentowana i że nigdy nie umiałam skupic sie na jednym, co owocowało ciągłymi zmianami i jest tak do dziś. Na dobra sprawe nie wiem co będe robić np za 3 miesiące. Może spodoba mi się "coś" i rzuce wszystko by to robić? Nie umiem być w stanie ciągłego zadowolenia w wyniku działania w obrębie jednej rzeczy a cięzko by było miec firme, która co jakis czas zmienia kierunek, a może tylko tak mi sie wydaje. Nie wiem, choć dla Boga jest to możliwe. Czasem wolałabym własnie strzyc trawnik w zadowoleniu i byc wolna od realizowania talentów [ dziś czuje taki przymus, gdy przeczytałam twój post, walnęło w systemie coś mocno]
Finalnie wiem ze chodzi o poczucie spełnienia w sobie z faktu przejawienia się i faktycznie ono jest, bez względu przez co sie przejawia.:) Niemniej niektórym może być na pewnym etapie ciężko, gdy lubią wiele rzeczy i do wielu rzeczy maja predyspozycje:)

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-11-10, 00:22:06 »
carolieen

Moja kuzynka ma dyplomy 2 uczelnii w kieszeni i stwierdzila ostatnio,ze zaczyna od poczatku.
Myslala,ze szczescie znajdzie na zewnatrz- u Niej to byly zbyt duze wymagania w stosunku do siebie jezeli chodzi o wyksztalcenie-myslala,ze na uczelnii znajdzie recepte na swoje szczescie:))Powiedziala,ze czuje sie jakby byla dopiero po gimnazjum i dopiero zaczynala szukac tego co ja naprawde interesuje-tylko teraz te poszukiwania zaczela juz wewnatrz siebie a nie na zewnatrz.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-10, 00:04:55 »
Rób to co uważasz za najlepsze dla siebie, to co chcesz sama robić - jak Ci się nie spodoba coś to to zmienisz. Jak popełnisz błędy to trudno, zdarza się.

A jak coś zewnętrznego sprawia ci zadowolenie i jednocześnie nie jest samo w sobie niczym niekorzystnym, to się nawet nie ma co zastanawiać - po prostu to rób na tyle, na ile masz ochotę. Nie przejmuj się szukaniem zadowolenia w sobie - jeśli będziesz miała zewnętrzne powody do zadowolenia to będziesz bliżej wewnętrznego i będzie Ci je łatwiej odnaleźć.

Myślę, że zadowolenie najłatwiej wzbudzić kiedy swobodnie robisz to na co masz ochotę, a nie kiedy się zamykasz na to i zastanawiasz nad tym, co wewnętrzne zadowolenie powinno dać Ci do roboty ;P

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-11-10, 00:01:59 »
Karolina,
a jakie to ma znaczenie, co będzie Twoją pasją? Ważne, że będzie Cię to naprawdę cieszyć (że będziesz naprawę szczęśliwa) :))
Gratuluję uświadomienia :)))
Co masz robić (jak rozwiązać ten dylemat, o którym piszesz), to Ci nie podpowiem, bo czuję, że zrobisz to, co najlepsze dla Ciebie, ale powiem Ci, że widzę, że zbliżasz się do siebie wielkimi krokami. Super :D


carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-09, 23:33:59 »
Jestem w trakcie dziwnego procesu, aż normalnie wstrząsnęło mi dziś trochę gruntem życiowym. Od długiego czasu myślałam, że chcę pomagać ludziom, że chcę też podróżować, szukałam czegoś, co da mi i satysfakcję i zadowolenie i radość. Dziś odkryłam, że szukałam czegoś, co ma mi dać szczęście, czegoś zewnętrznego. No i totalnie zgłupiałam. Nie wiem czy mam robić coś co daje mi zadowolenie i się od tego uzależnić czy najpierw znaleźć je w sobie, ale wtedy mam wrażenie, że zaczną mnie interesować zupełnie inne rzeczy i np. może zwykłe koszenie trawy stanie się moją pasją. Mam trochę przymroczony umysł tym nad czym dzisiaj pracowałam i przydałoby mi się trzeźwe spojrzenie osób z boku.