Semira,
no własnie to zależy od przypadku, rzeczywiście jest tak, że sporo osób ze światka naukowego jest tam by poczuć się bardziej wartościowym, ale są też tacy, którzy po prostu to lubią, są że tak powiem "gifted". Miałam okazję poznać pana, który jest matematykiem zaawansowanej klasy, pracuje na MIT i pracował min. dla NASA kiedy wysyłali Apollo na Księżyc, napisał kilka książek w tym kosmicznym, matematycznym języku, nawet książki o budowie rakiet tenisowych, z których później korzystały różne magazyny sportowe, całe życie poświęcił nauce, nadal poświęca i jest jednym z najfajniejszych naukowców jakich poznałam - ciepły, serdeczny, otwarty. Znam jeszcze dwóch chłopaków, bardzo fajnych, z których jeden już na 1 roku studiów został wyłapany i zaproponowano mu indywidualny tok nauczania, bo był nieprzeciętnie dobry i już wtedy robił wykłady w akademiku, a drugi podobnie, też naukowiec i też taki megamózg. Obaj są bardzo fajnymi osobami w życiu prywatnym.
Każda przesada czy przegięcie jest raczej niewskazane, uciekanie przed sobą w pracę, uciekanie przed życiem w rozwój świadczą o tym, że coś jest nie halo. Chyba tak Ci mądrzy nasi przodkowie zwykli mówić, złoty środek jest najlepszym rozwiązaniem we wszystkim.
U mnie jeszcze pojawił się temat pogardy i wartościowania osób pod kątem ich zawodu (co oczywiście wiem, ma swoje źródło we mnie samej). Osoby o wyższej pozycji, lepszej pracy, na kierowniczych stanowiskach są traktowane z reguły lepiej od osób na niższych stanowiskach. Dlaczego oni niby zasługują na większy powiedzmy szacunek? władza? To właściwie cała struktura pracy opiera się na tych zwykłych osobach, które wykonują większość pracy na świecie, a na szczycie jest ten znikomy procent, który nimi zarządza. Czy nie bardziej logiczne byłoby traktowanie całej tej masy ludzi z większym szacunkiem, bo przecież oni są siłą napędową gospodarki?
Ostatnio na spacerze zaczęłam się zastanawiać, co świadczy o mojej wartości? co powoduje, sprawia, że jestem wartościową osobą, istotą? Czy to, że ktoś sobie wymyślił, że człowiek już taki jest, że np. jako istota rozumna jest lepszy od innych istot, czy to, że z założenia jestem boska i mam już w sobie te wszystkie wartości - szacunku, godności, zasługiwania itp. i to właśnie te wartości o tym decydują?
Jeśli to ostatnie, to konieczne jest odczuwanie bycia wartościowym, bo inaczej nawet czyjeś słowa (guru, mistrza, pani z warzywniaka, kogokolwiek), które niby to poświadczają, to są bardzo słabym i kruchym gruntem dla samooceny, bo to tylko słowa.