Ostatnio, podczas choroby i bardzo wysokiej gorączki zaczęła mi wychodzić na wierzch złość..., raczej nie, to była nienawiść..., nie to też nie, to wyszedł maksymalny wkurw na Leszka i jakiś ogromny żal za to, co mi zrobił. Byłem w szoku. Przyznam, że zawsze ciągnęło mnie w stronę Leszka, ale zarazem mocno odpychało. Nie wiedziałem co to. Dodatkowo, w czasie choroby poczułem się tak przez Leszka jadowicie pokąsany, tak gdzieś we wtorek wieczorem (jego post na forum z tego okresu czułem również silnie w przestrzeni astralnej, jako prawdziwe kąsanie). Byłem bardzo zdziwiony. Jedną z przyczyn tego zdarzenia znałem wcześniej, ale nie będę jej Wam zdradzał, gdyż nie chcę Leszkowi wchodzić w paradę.
Dzisiaj przyszło właściwe rozwiązanie - byłem pierwszy raz z wizytą w szpitalu psychiatrycznym we Wrocławiu. Zawsze bałem się tego miejsca, jakoś aż mnie odpychało. Na terenie szpitala, starego, przedwojennego, jest kilka budynków, więc musiałem chwilę poszukać. Omyłkowo wszedłem do głównego budynku szpitala, czyli tu, gdzie są oddziały, i mnie siekło. Przypomniało mi się, jak byłem pacjentem tego miejsca chyba przed wojną, i tu spotkałem Leszka jako psychiatrę-chorego psychiatrę. Przyszedłem przed wojną silny do szpitala, długo walczyłem, aby się nie poddać, Leszek wkurwiał się na maksa, że ma pacjenta, który mu się nie chce poddać w żaden sposób, darł sie na mnie, że nie jestem żadnym strzygą czy aniołem, wyklinał, a potem jak czas mijał, a ja bardzo długo chyba leżałem przypięty pasami w jakiejś ciemnej sali, zaczynałem mięknąć. I on, widząc że mięknę, triumfował, miał taką chorą satysfakcję. Z czasem pogodziłem się, zrobiłem się grzeczny, spokojny, STŁUMIONY, by się nie rzucać w oczy, by przetrwać. Byłem wrakiem człowieka. Nie raz marzyłem, żeby z tego szpitala uciec. Nie wiem, czy mnie z niego wypuszczono, a jeśli tak to i tak byłem nikim. Leszek wykonał na mnie w tym miejscu najcięższe rzeczy na moim mózgu i duszy, spaprał mnie do zera.
Nigdy bym czegoś takiego nei napisał, byłem na tym forum grzeczny, ułożony, stłumiony. Odliczałem sobie w szpitalu, a wspomnienia leciały. Dziś uświadomiłem, że już nie muszę się bać Leszka, cały czas udawać grzecznego i nigdy nie powiedzieć mu prawdy, jaki mam wielki żal do niego, jak jestem wściekły, że on-LEKARZ mógł doprowadzić człowieka do takiego stanu. Wiem, że pewnie wiele osób się tutaj oburzy, może dostanę bana (szkoda, bo bardzo wiele osób tu lubię i cenię, a i forum bardzo lubię), ale mam ochotę powiedzieć..., nie - wygarnąć publicznie raz na zawsze mój wielki żal i wkurw na Leszka.
Odkryłem to, więc już mi lepiej. Teraz zaczynam odkręcanie tego z powrotem. A wkurwienia będzie we mnie oj, bardzo dużo.