A słuchajcie, bo kompletnie nie wiem jak temu zaradzić, czy potraktować to afirmacją bezpieczenstwa czy co..
Można by rzec, że od kiedy tylko sięgam pamięcią cierpię na fobie społeczną i od czasu do czasu miewam lęki uogólnionej natury, np. kiedy jestem na miescie (jak na złośc mieszkam w centrum miasta) no i dziś miałem kolejny napad, podczas spotkania ze znajomą, miałem odebrać przesyłke, widziałem się z nią pierwszy raz i pewne czynniki takie jak pośpiech, stres oraz bodzce zewnętrzne (szum na ulicy, pełno ludzi dookoła) sprawiły że nogi zaczeły mi telepać, od łud do stóp, dygotały jak szalone, ale szedłem twardo..
Żadnych innych sensacji nie zaobserwowałem ani w żołądku, ani w gardle..
Macie może podobnie ? Jak sobie z tym poradzić ?