Wracajac do tematu dzieci Indygo,
Laka ->
sporo sie pisze odnosnie ich, ze maja misje zmiany swiata i ze czesto robia to w dosc bezkompromisowy sposob. Tak sie zastanawiam, czy odpuszczenie misji nie jest rownoznaczne z zaprzetaniem dziania sie ewolucji (cokolwiek by to znaczylo, traktuje to slowo jako ciaglosc jakiegos procesu; ewolucja niekoniecznie musi przebiegac w typowy pejoratywny sposob jako ciagly progres, w swiecie przyrody bylo i wciaz jest sporo przykladow na degenracje/zanik jakiegos gatunku z roznych przyczyn). Jesli wiec takie dzieci przychodza tutaj z misja zburzenia starych ukladow, struktur spolecznych to moze jest to wlasnie czesc ewolucji, jaka dzieje sie na naszej planecie. Czy wiec odreagowywanie sobie misji nie jest jakby zatrzymaniem tej ewolucji i staniecie ,,z boku" takiego procesu. Tylko po co? Co osiagamy przestajac sie angazowac w jakis proces, w jakas zaleznosc. Czy aby nie jest to bledna droga ktora teoretycznie ma zaprowadzic nas do Oswiecenia a tak naprawde powoduje ze nie przechodzimy jakiegos kolejnego etapu na drodze do rozwoju, ze nie doswiadczamy czegos?
No i jak to sie ma do modyfikacji obecnego systemu na swiecie? Ponoc dzieci Indygo czy Krysztalowe mialy/maja wnosic powiew swiezosci, a gdzie sie rozejrzec, ciagle sa wojny, jak kiedys wladza silnie sie trzyma, wlasciwie w ogole nie ma na swiecie miejsca gdzie owe symptomy zmiany poziomu swiadomosci sa zauwazalne poza ludzmi rozwijajacymi sie duchowo w jakis sposob.