Autor Wątek: Rozwój duchowy, a posiadanie dzieci  (Przeczytany 12480 razy)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-09-11, 18:20:24 »
Zed1

Moje dziecko jest indygo, przebywam z nim i obserwuje takie wzorce.
Ale ostatnio w sesji mi wyszły takie same, że ja w dzieciństwie taka byłam. I zobaczyłam moje intencje, jednocześnie dotarło do mnie, że to jest to, a moje dziecko teraz
to samo przejawia, a ja się denerwuje;)

Nie widziałam przyczyn pierwotnych, ale mi się to kojarzy z misjami, zaślepieniami na temat rozwoju. Możliwe, że zapoczątkowane przez UBA, głębiej zainspirowane przez tzw Przedwiecznych. Ale nie jestem pewna. Bo jestem w trakcie uzdrawiania tego tematu.
Mhhh u mnie w sesji ciągnął się temat Egiptu, a głębiej Atlantydy. Intencje budowania, a raczej kreowania własnego świata. Miałam dobre wspomnienia z Atlantydy i chciałam to odtworzyć w Egipcie, bo było to połączenie mocy duchowych, kapłaństwa, dużej świadomości kosmosu, także duchowej, kultury, piękna i do tego techniki.
Ale Egipt to była piaskownica w porównaniu z Atlantydą;) W każdym razie byłam bardzo wkurzona, że mam konkurencje w postaci państw które mi się mieszają, chcą
nas podbijać, zawłaszczać. Że ja się muszę skupiać na militariach, co mi psuło koncepcję i przeszkadzało. Bo chciałam zupełnie coś innego realizować.

Dalej 3 Rzesza i chęć niszczenia ludzi, upodlenia, z jakimś przekonaniem pseudo duchowym, że oni są źli, nienawiść do ludzi, że takie mają intencje, że nie można tu miłości przejawiać i szczęścia na ziemi, więc trzeba im to powyciągać na wierzch, pokazać,  ale też intencje by w końcu to wszystko rozwalić, nawet siebie przy okazji.
Coś jeszcze z tymi Żydami tu było na rzeczy, jakieś przekonania, że to są osoby przebiegłe, cwane. To mi się kojarzyło też z Egiptem.

W tym wcieleniu nic mi się nie chciało robić, jak coś mi nie wychodziło to się wściekałam i zniechęcałam. Potrafiłam się naprawdę wkurzyć, nawet zniszczyć to co robiłam.
Takie zaślepienie w autodestrukcji. To wchodzi też na twórczość. Zarówno ja jak i moje dziecko mamy obciążenia w temacie twórczości, choć mamy do tego duży talent.
Jest to takie poczucie bezsensu, że jak będę chciała przejawiać siebie, być twórcza to i tak nie ma to sensu, bo ktoś mi to zaburzy, zepsuje. Moje dziecko też to ma, też boi się przejawiać te talenty, że ktoś mu to zniszczy i zablokuje. Przejawianie siebie i bycie sobą, robienie tego co kocham, przejawianie swojej Boskości, o to właściwie
chodziło, że inni ludzie przeszkadzali w tym. A przeszkadzali w sposób agresywny, narzucający, przebiegły itp Wkurzenie, że Bóg na to pozwala, poczucie niesprawiedliwości i niemocy.

Indygo to osoby, z dużą ilością talentów, wrażliwością, które dużo kumają, widzą, ale mają te specyficzne obciążenia. Nie akceptują tego świata, innych ludzi, bo postrzegają je jako przeszkodę w spełnianiu siebie prawdziwych. To takie nie pogodzenie.

A jako dziecko to miałam tak, że widziałam intencje innych ludzi, byłam bardzo zraniona i rozczarowana, że nie mogę się swobodnie przejawiać. Duże też poczucie
niesprawiedliwości, niezrozumienie, że ja otwieram serce, przejawiam siebie naturalnie, a ktoś mnie atakuje, blokuje i to skutecznie. Na tym odpalały się potem wzorce destrukcji i autodestrukcji.

To moje świeże spostrzeżenia, bo pracuje nad tym obecnie.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-09-10, 14:32:15 »
Załapałam( tak myślę;)) o co chodzi z dziećmi indygo. Mam na myśli tą ich "wywrotowość".
O pokazywanie innym, co z nimi jest nie tak. Działanie jako lustro, ale bardziej z misją, by
wyciągać innym na wierzch ich obciążenia. Nawet swoim kosztem. Jest w tym sporo energii destrukcji i autodestrukcji.
Taka usilna chęć, by z mieniać w ten sposób rzeczywistość, brak pogodzenia z tym co jest.

Mam podobne odczucia. Masz jakies wiadomosci, jakiego rodzaju sa to obciazenia u tych dzieci, jaka to jest karma?

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-09-10, 14:28:41 »
Załapałam( tak myślę;)) o co chodzi z dziećmi indygo. Mam na myśli tą ich "wywrotowość".
O pokazywanie innym, co z nimi jest nie tak. Działanie jako lustro, ale bardziej z misją, by
wyciągać innym na wierzch ich obciążenia. Nawet swoim kosztem. Jest w tym sporo energii destrukcji i autodestrukcji.
Taka usilna chęć, by z mieniać w ten sposób rzeczywistość, brak pogodzenia z tym co jest.

Mariola Kwant

  • Gość
[#]   « 2014-09-05, 01:52:46 »
Rozmowa z bardzo fajnym nauczycielem gimbusów:

"Ostatnio odkryłem też ciekawy mechanizm w psychologii, który się nazywa trójkątem dramatycznym. I mam wrażenie, że gdybyśmy go zrozumieli - nauczyciele, dyrektorzy, rodzice - to można by zmienić obraz polskiej oświaty. "

http://wyborcza.pl/duzyformat/1,140255,16576530,Chcialbym_porwac_panstwa_dzieci.html

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-04-02, 14:05:14 »

Zawsze można nauczyć się świadomie wybierać jaki aspekt danego doświadczenia nas interesuje
(sam nad tym pracuję), czyli wybierać pryzmat przez jaki postrzegamy świat.

Dzieci i poświęcanie im większych ilości czasu to w sumie tylko kilkanaście intensywniejszych lat, czyli nie tak długo patrząc na tysiące inkarnacji ;). Warto też pamiętać, że dzieci wiele mogą nas nauczyć, często są bardziej duchowe niż my sami, czasem to właśnie dzieci pokazują nam co mamy do przepracowania, rozwinięcia, albo zadziwiają nas swoją prostą (Boską) filozofią życiową….

W każdym razie ja jestem za nawet jak czasem trzeba naprawdę wiele czasu dziecku poświęcić.
A jak się przez to nie oświecę w tym wcieleniu tylko w następnym, to naprawdę nic się nie stanie ;)))

Właśnie :)))

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-04-02, 14:01:33 »
poledwica

Moja córka ma 8 lat. Ale też mnie już "męczy" o tych facetów:) A ile? A kto pierwszy?  A w przedszkolu to kto mi się podobał? A w szkole?
Widzę, że w wielu sprawach mam podobnie jak Ty. Moja córka pierwsza pokazuje mi moje problemy. I nie ma zmiłuj. Trzeba przepracowywać:)

Zainteresowałaś mnie tymi warsztatami. A zwłaszcza stwierdzeniem, że "Ty zawsze" i "Ty nigdy" to też przemoc. Moja mama nieustannie mi tak mówiła, a ja czułam że takie stwierdzenia "bolą". Staram się, nie używać czegoś takiego w stosunki do córki, ale chyba przydały by mi się takie warsztaty:)
Możesz coś więcej napisać o tych warsztatach?

Tom

  • Wiadomości: 255
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-03-30, 23:00:03 »
Mariomar
Zabawy z dzieckiem wcale nie muszą być przyziemne, możesz np. sprawdzić, czy Twoje dziecko widzi aurę, jeśli tak (a w tym wieku to jeszcze bardzo prawdopodobne), to super zabawa jest w jej malowanie :) rodzic maluje swój kontur na kartce, potem stoi, a dziecko uzupełnia kolorami, a potem może powiedzieć, co który kolor oznacza albo po co jest, co „robi”, co jest nad głową itp. Tylko nie wolno tego robić zbyt często – to ma być zabawa, a nie obowiązek. Dodatkowa korzyść z takiej zabawy jest taka, że dziecko mające zdolność widzenia aury czuje się akceptowane i normalne oraz przygotowane na spotkanie z racjonalnym podejściem tych, co nie widzą :)

Moim zdaniem duchowości można doświadczać na wiele sposobów i od interpretacji kontekstu sytuacji zależy czy coś według nas jest duchowe czy też nie, więc dzieci nie muszą być przeszkodą. Ja przykładowo śmigam z moją córką na hulajnogach, aż ludzie się dziwnie oglądają :) i jest to dla mnie super relaksujące zajęcie – taka medytacja dynamiczna ;) na łonie natury.

Zawsze można nauczyć się świadomie wybierać jaki aspekt danego doświadczenia nas interesuje
(sam nad tym pracuję), czyli wybierać pryzmat przez jaki postrzegamy świat.

Dzieci i poświęcanie im większych ilości czasu to w sumie tylko kilkanaście intensywniejszych lat, czyli nie tak długo patrząc na tysiące inkarnacji ;). Warto też pamiętać, że dzieci wiele mogą nas nauczyć, często są bardziej duchowe niż my sami, czasem to właśnie dzieci pokazują nam co mamy do przepracowania, rozwinięcia, albo zadziwiają nas swoją prostą (Boską) filozofią życiową….

W każdym razie ja jestem za nawet jak czasem trzeba naprawdę wiele czasu dziecku poświęcić.
A jak się przez to nie oświecę w tym wcieleniu tylko w następnym, to naprawdę nic się nie stanie ;)))

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2013-03-30, 21:06:35 »
Wiem, czuć. Ja jeszcze niestety nie mam takich głębokich przemyśleń odnośnie mojego dziecka. Wręcz wychodzą ze mnie wzorce, jakie miał ojciec do mnie.

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-30, 21:03:34 »
Mariomar
Dzięki, czysta prawda - no i prosto z serca:)

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2013-03-30, 20:57:28 »
Ładnie napisane :)

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-30, 20:50:59 »
Fajny wątek:)
Moja córka ma 10 lat, przepracowałam dzieki Niej bardzo wiele jako matka DDA, czasami powielając błedy własnych rodziców. Rodzicielstwo rzeczywiście może mieć swoje blaski i cienie, dziecko to odrębna istotka, która do pewnego czasu jest zupełnie zależna od Nas, naszych problemów, emocji, dziecko doskonale to czuje i na swój sposób przeżywa, szczególnie jak uzdrawia się własne dzieciństwo i pojawiają się różne emocje, a poza tym też ma swoją karmę.
Po rozwodzie moja córka stała się bardzo agresywna, miała w sobie mnóstwo pretensji, żalu, obwiniała mnie za rozpad małżeństwa, były to momenty bardzo bolesne i dla Niej i dla mnie, nie były to fajne momenty dla Nas. We mnie wtedy pojawiała sie niesprawiedliwość - dlaczego były mąż niczym nie musi się zajmować, ma swoje życie (nawet mu trochę zazdrościłam, że ma tą wolnośc) a Ona mnie za wszystko wini.  Na ten czas tez od siebie się odciełam , bo tak było dla mnie prościej, by skupić cała uwagę na córce, a nie zajmować sie sobą. Wtedy też bardzo dużo rozmawiałam z Nia o emocjach, starałam uczyć ja rozpoznawać je i uwalniać się od nich. Pamiętam jak do balonika wrzuciłam mąki, pomolowałam na nim oczka i buźkę, jak czuła złość to mogła ściskach balonik, niestety balonik okazał się zbyt słaby i szybko pękał, wtedy pozostawała poduszka.  Ten czas minął na szczęście
 Kolejnym etapem było zapisanie się na różne warsztaty porozumienia bez przemocy, bardzo nurtował mnie ten temat, nie dawałam kar mojej córce, nie krzyczałam, ale w głebi czułam, że coś jest nie tak. Dowiedziałam się tam i ucze sie w dalszym ciagu, że takie słowa jak Ty zawsze, Ty nigdy - to też przemoc.
Moja córka mimo 10 lat bardzo szybko zaczeła dojrzewać, pokazując mi tym samym mój problem – kobiecość. Przez długi czas pracowałyśmy na tym samym poziomie, Ona nienawidziła swojego ciała – ja również, wtedy ją i siebie uczyłąm szacunku do ciała, bycia dumną swojego ciałą, po każdej kąpieli dopieszczania i dbania, wsłuchiwania się w jego potrzeby,
Teraz natomiast córka zadaje mi mnóstwo pytań na temat mężczyzn, ile miałąm mężczyzn, jak się miłośc wyznaje, czy miałąm liste kogo najbardziej a kogo najmniej kochałam, mi tu złość wywala na mężczyzn a Ona mi bliskość wskazuje. Daje jej prowo do własnej wizji o mężczyznach, nigdy źle o mężczyznach nie mówie (wolę sobie EFT zrobić, to co moje nie jest jej). Nie wywołuje żadnej presji na Niej by lubiłą to czy tamto, daje jej prawo być taka jaką  chce być.
Myślę, że dla matki jest ogromną satysfakcją, kiedy dziecko zwierza się z własnych problemów(to taki dowod dla mnie , że jestem komuś potrzebna, dla kogoś ważna, że ufa mi i wie, że może na mnie w każdej sytuacji liczyć). Wraz z wiekiem trzeba też wyznaczać jasne granice, moja córka musiała się nauczyć, że jak idziemy na zakupy, to może sobie pozwolić na to co jest ustalone przed wyjściem, że lekcje może odrabiać w swoim pokoju a do godziny 20. 30 jestem do jej dyspozycji można powiedzieć, by pomóc jej w lekcjach, to chyba było największym wyzwaniem, musiałam troche jak zdartej płyty konsekwentnie powtarzać, że po 20. 30 mam czas dla siebie:)

Wspaniale jest patrzec jak daje się zycie małej istotce, te wszystkie jej etapy rozwoju w poszczególnych latach, teraz taki etap małęj kobietki, która w domu można ściskać, całować, a przy szkole mówi mamo, nie całuj mnie bo to obciach:) No i jak o 22 słysze mamo na juto trzeba do szkoły kolorowy papier:P 
A co do samego rozwoju to na początku córka bardzo przeszkadzała mi w medytacji, póżniej trochę sama też ze mną medytowała, niestety nie wytrzymywała zbyt długo więc trzeba było jasno określić, o  której medytuję  Pamietam też jak znajdywała mój zeszyt z afirmacjami  śmiała się z tego co pisałam:) Uczę ją  modlitwy do Boga. Ja nastawiam się na bardzo pozytywne relacje z moją córką oparte na zaufaniu, wzajemnym zrozumieniu, wolności, wsparciu, uczciwości, otwartości, bliskości, miłości, szacunku, radości , bezpieczeństwie:)
Ostatnio córka zaraziła mnie pasją do grania na gitarze i śpiewania:)


Lilliole
Moja córka tez byłą dla mnie bodźcem żeby zrobić coś ze soba:) A ile lat ma Twoja córka? - Ja przy swojej mam czas po 20.30, ale czasami trudno powiedzieć, że to czas tylko dla mnie jak przychodzi i ma 1000- ce pytań:)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-26, 08:48:38 »
Marylka,
założyłam ten wątek, bo mi go brakowało:). Cieszę się, że komuś innemu może się przydać. Wielu ludzi rozwijających się duchowo nie ma i nie chce mieć dzieci. I to jest ok.
Ale są też tacy co je mają. I to jest fakt.
Fajnie, że piszecie:)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-03-25, 20:17:30 »
W temacie dzieci to jestem na takim etapie z moim synem:

"Ja Andżela uwalniam się od bycia ofiarą i katem K i jestem z tym zawsze bezpieczna
niewinne w porządku i wartosciowa."


Przydałoby się jeszcze dodać od walki, misji i zwracam wolność sobie i jemu.
Mam już tak serdecznie dość.
To tyle.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-25, 19:29:45 »
Lilliole,
Super wątek ! Jak dobrze, że go założyłaś :)
Relacja Dzieci- Rodzice w życiu jest przecież kluczowa. W TYM życiu od tego się zaczyna : do taty i mamy i wszystkich powiązań i kombinacji z tym związanych.

Muszka 91
"Karol ujawnił moje problemy z dzieciństwa" , to jest to ! To właśnie przy dziecku można swoje problemy z dzieciństwa uzdrowić.
"Karol daje mi dużo realnej miłości, której nigdy nie zaznałam" - BEZCENNE :)
"Czas dać sobie szansę i akceptację na wzrost !" -  No coś pięknego ! Bardzo dojrzałe przemyślenia jak na tak młodziutka mamę . Gratuluję ! No, żebym ja była taka mądra, jako samotna mama,  jak byłam  w twoim wieku :)))

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-25, 14:41:37 »
Fajny wątek ;)

Ja mam 2,5 letniego Karola ;-) 

Nie pracuję i Karol na razie to moje główne zajęcie zawodowe (hiihi ;-) ale od września mam nadzieję na jakieś zajęcie już poza domem , gdy pójdzie do przedszkola. Mam jakieś przekonanie ,że po3 roku życia będzie już tylko lepiej. Oby tak było ;) Mam nadzieję,że będzie kumatym dzieciakiem jakim byłam ja ;) Nauczyłam się przy nim konsekwencji i wykorzystywania czasu na maxa- książki Leszka brałam na plac zabaw i czytałam gdy on grzebał w piasku. Gdy sam w domu zajmuje się sobą to też czytam art lub doczytuję w biegu książkę. Do tego nauka oczywiście i egzaminy dawałam na 4 i 5 zdawać ;) Codziennie chodzi spać o 20 a ja mam czas tylko dla siebie- na afki, dekrety, medytacje, czytanie ;) ok 24 idę spać więc staram się wykorzystać ten czas. NIe mam partnera więc nie muszę dodatkowo dbać o relacje, zresztą nie jestem na to gotowa z tym DDA i całym popieprzeniem ;) daje sobie czas na oczyszczenie i poznawanie siebie. Wiem ,że mam przed sobą jeszcze sporo do przerobienia ale już widzę pierwsze efekty i daje mi to satysfakcję.
Karol ujawnił moje problemy z dzieciństwa- dzięki temu jak reaguje -ja  staram się świadomie reagować inaczej niż matka- to mi daje też dużego kopa do przodu. Każde podejście do syna z miłością jest dla mnie lekcją,że mogę inaczej, że mogę po Bożemu, po swojemu,że nie muszę reagować jak matka(gwałtownie i z agresją).
Lubię się z nim bawić, kopać w piłkę i w piasku ;) to takie cudowne- można się zatracić tylko kopiąc piłkę i patrząc jak syn jest w tym na maxa. Karol daje mi dużo realnej miłości, której nigdy nie znałam. I mówi do mnie mamusia i taką formę sam wybrał i najlepiej lubi. A ja mam 22 lata i jestem bardzo młodą mamą i wiem,że dam radę- a nawet więcej Ogarnę wszystko i będzie nam się przyjemnie żyło- bo to Karol nauczył mnie konsekwencji. Będę strugać afki do usranej śmierci :D tak ,że pozwolimy sobie na godny poziom życia. ;-))

ta optymistyczna końcówka bardzo mi się podoba bo i dziś mi nic nie wywala - na codzień końcówka też występuje w wersji negatywno-ascetycznej ;-)

KArol mnie nauczył,że wszystko ma swój czas, swój etap, swoja kolejność- trzeba pozwolić temu być i niczego nie przyspieszać. To tak jakby się wymagało od dziecka 2 letniego zachowania adekwatnego dla wieku np. 12 lat. A chyba nie w tym rzecz. Dlatego nie chcę wymagać od siebie rzeczy i zjawisk nierealnych na chwilę bieżącą. A czasami mam myśl,że chciałabym juz być "starsza". A tu klops. Mam te 22 lata i czas dać sobie akceptację i szansę na wzrost. Czas się przyznać do swoich decyzji , zaakceptować je i iść dalej. Zdecydowanie uczy mnie akceptacji. I jak kiedyś nazwali to moi bliscy tragedią,ze zaszłam w ciążę to uważam,że dla mnie to było błogosławieństwo. Tak czas nazwać mojego syna błogosławieństwem od Boga. Dobrze,że otworzyłam w końcu oczy.