Seba
Według mnie to Tobie wychodzą wzorce związane z walką. Karma wojaka Ci odpala. Ja bym polecał, żebyś się przyjrzał co jeszcze Twoją pś pociąga do walki, co ją może w niej fascynować. Fajnie też znaleźć główne mechanizmy, które nie pozwalają Ci się od tych obciążeń uwolnić. Moim mechanimzmem (który po części puściłem)np. jest, to że na wszelki wypadek – jakby ktoś chciał mnie skrzywdzić lub moich bliskich i doprowadził by mnie do ostateczności to mogę mu tak przypier*****, że się już nie pozbiera

Kurde Seba, moja pś wyczuwa, że niezły gagatek w przeszłości z Ciebie był

Podświadomie czuje lęk, że jesteś nieobliczalny – a przy najmniej bałbym się, że w mojej obecności odpali Ci jakieś szaleństwo ;P A jednocześnie czuję, że swój chłop, bo znasz klimat bardzo ciężkich energii

Pamiętam jak miałem odreagowane klimaty assurskie. Ja to odbierałem głównie jako extremalnie destuktywne walki w astralu – mocno stare rzeczy. Niesamowicie duża ilość energii nienawiści, złości – w czasie odreagowania czułem taki dziwny posmak metalu (rdzy),w ten sposób odbierałem tą energię- i takie silne napięcie, że jak nie wyrzucę tego z siebie to ta energia mnie znisczy – hmm… (troszkę dla mnie podobny klimat jak w praktykach Shivy Niszczyciela) Wydaję mi się, że miałem wtedy jeszcze bardzo dużo mocy. Byłem totalnie zaślepiony – uważałem, że ja jestem Bogiem i to ja stanowię prawo. A kto się sprzeciwi ten ma zostać zniszczony. Totalny egocentryzm i zły egoizm. Wydawało mi się, że dla mnie nie ma żadnych ograniczeń co do destrukcji, wygranie walki było najważniejsze, nie ważne jakim kosztem. Można mnie zniszczyć, można zniszczyć wszystko co dla mnie wartościowe, ale nie odpuszczę i będę walczył do końca.
Nie zastanawiałem się wcześniej nad tym, że inicjacje w strzygę są powiązane z byciem assurem. Pamiętam, że byłem inicjowany w strzygę. Właściwie to nawet w pewnym momenice uwierzyłem w to, że jestem strzygą

Do dziś się jeszcze trochę męczę z podświadomym wyobrażeniem, że moja natura jest zła – wiem, że jest to też związane z inicjacjami od białych.
Hmmm… Mam też takie wyobrażenia, że żeby zostać świetnym wojownikiem to najlepiej stać się psychopatą. Odciąć się od Wyższego ja, poblokować się jak najbardziej – tak, żeby być totalnie znieczulonym. Droga do sukcesu dla wojownika

- Ostatnio przerabiam karmę psychopaty

Co do tego 8-latka – to wydaję mi się, że trzeba dobrze oczyścić relacje z ludźmi i uwolnić się od intencji do walki z innymi, by znikła taka podatność. I w relacjach z innymi kierować się miłością, a nie mentalnością wojownika.
Ja coraz bardziej przyzwyczajam się, że walka nie jest mi do niczego potrzebna – sama moc miłości wszystko ogarnia. Miałem niezłą jazdę z tym, żeby zrozumieć, że relacje międzyludzkie nie trzeba budować na hierarchii – że nie musi być zwycięzca i pokonany. Ludzie, którzy mają dobrze urzeczywistnioną życzliwość i miłość do siebie i innych są strasznie przerażający dla agresorów. Agresor nie umie sobie z taką osobą dać radę – czują, że to ktoś „nienormalny” bo nie można z nim walczyć, ani manipulować nim. A takich, którzy naprawdę mogli by cię skrzywdzić to w ogóle wtedy nie spotykasz.