Tulia
Fajny post:)
Dla mnie ostatnio spełnieniem marzenia jest przejawianie się tak jak pragnie moja dusza- tego co jest jej rdzeniem:)
Nie mam jakiś takich materialnych MARZEŃ, które oczekuję że dadzą mi szczęście.
Zdaję sobie sprawę, że gdziekolwiek nie pojadę zabieram siebie ze sobą. Co innego gdy zmiana miejsca
wynika naturalnie, jako efekt urzeczywistnienia, jest jakby materialnym przejawem tego na co jest się gotowym. Piszę o tym dlatego, że kiedyś wierzyłam, że gdy zmienię miejsce pobytu, otoczenie, to będzie mi lepiej, a to takie złudzenie. Czasem marzenia mogą być ucieczką od siebie, takim ubzduraniem sobie, że coś z zewnątrz da nam szczęście, gdy jesteśmy na nie zamknięci w środku.
Teraz gdy czegoś chcę, to nie nazywam tego marzeniem, tylko celem:)