Asiu, pamietasz jak raz wspomnialam o kreowaniu z pozycji braku a ty napisalas, ze co w tym zlego?
Olu - napisałaś o pracy z afirmacjami czy dekretami z pozycji braku, a nie o kreowaniu z pozycji braku. Afirmuje się lub pisze dekrety nie po to jedynie, by kreować, lecz po to również (przede wszystkim, tak myslę), by pokazać podświadomości, ze nie musi w sobie trzymac braku, gdyż istnieją alternatywy.
Zatem ty myslałaś wtedy o kreowaniu z pozycji braku za pomocą dekretów i afirmacji, a ja o naprawianiu tego braku za ich pomocą. Samo kreowanie z pozycji braku, z myśleniem, ale i tak tego nie ma, nie będzie, nie dostanę - oczywiście mija się z celem.
Chodzilo mi o sytuacje gdzie, ten brak jest dominujaca wibracja, im wiecej sie z tego poziomu kreuje, tym mniejsze szanse na dobry efekt, bo ostatecznie dostajesz przeciwienstwo tego co chcesz uzyskac.
Z tym się zgadzam.
Nie chodzilo mi o to, zeby nie kreowac nic czego sie nie ma, ale zeby 'nie majac' wzbudzic w sobie taki stan jakby sie to juz mialo - to nie jest nic nowego, to podstawowa wiedza.
Owszem, i coś takiego stosowałam juz parokrotnie. Wiem, jak to działa i o co chodzi. Dlatego własnie nie kreuje związku, kiedy mi wywala, lub kiedy czuję głównie brak - i dlatego też nie rozumiem pchania się w relacje, kiedy samemu nie jest się choćby po częsci stabilnym, bo wysżło się świezo z innego związku i czuje się brak, zranienia itp.
Mi sie wydaje z tego co piszesz, ze za duzo cisnienia wkladasz w temat zwiazkow. Zobacz juz od ilu dni siedzisz w wywalce na ten temat (dni, jesli nie miesiecy / lat) - i co kreuje sie, gdy ciagle wywala i wywala?
Olu, po pierwsze - w między czasie to co się kreowało - i napisałam o tym tutaj - za każdym razem jest trochę lepsze. Trochę lepsze - ale cały czas widziałam powtarzający sie ten sam schemat - i o nim tu napisałam, on tez wywołał emocje i wywałki. Co do wywałki obecnej - trwała tylko parę dni

I już nie trwa, bo wieczorem w sobote i w niedzielę tuż po wstaniu sporo sobie oczyściłam, uświadomiłam i ułożyłam. Dziś jeszcze dobawię zabiegiem i jestem przekonana, ze da to fajny i trwalszy efekt

Wywałka została spowodowana bezpośrednio tym i idacym za tym uświadomieniom
http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=53.msg42103#msg42103to było przykre, kiedy człek sobie uswiadomił, ze żadnego z panów, z którymi się było, nie było stac na taką spontaniczność, bezpośredniość i radość.
Po drugie - ciśnienie i brak poczułam pierwszy raz w tym temacie 3 lata temu - wcześniej nigdy tego nie czułam i nie rozumiałam w ogóle ludzi, którzy w to wpadali. Nigdy jednak nie posunełam się do tego, by w desperacji skakać na wszystko co się rusza i ma ogon;) albo do zapełniania braku i ciśnienia kimkolwiek, byle by był. Kiedy najmocniej to czułam, to wręcz się wycofywałam.
Masz to ulozone ladnie w glowie, i podobaja mi sie twoje przemyslenia, ale jednoczesnie mam wrazenie, ze pod tym co deklarujesz dominuje cisnienie, napiecie, pewna sztywnosc, kontrola i rozczarowanie.
Ciśnienie i napięcie - w tej chwili juz nie. Rozczarowanie, żal itp - tak, o tym pisałam.
Gdzie nie ma luzu i radosci nie wykreuje sie nic korzystnego, zawsze bedzie cos nie tak, w tym co sie chcialo wykreowac i w twojej codziennosci, bo to sie rozniesie na inne sfery.
o, jak najbardziej się zgodzę. I nie ja w braku luzu i radości przodowałam w ostatnich relacjach

Nic tez dziwnego, ze mezczyzni sie blokuja w takiej sytuacji, i ze nawet jak chca stworzyc zwiazek to moga sie czuc przytloczeni sila takiego chcenia u kobiety. (Oczywiscie sa tez i kobiety ktore uciekna od takiego mezczyzny).
Nie jestem bluszczem, ani nie atakuję faceta od startu oczekiwaniami o ślub, związek po grób ani inne takie bzdury.
Jedyne, co oczekuję, to choć troche konsekwencji w działaniu, odpowiedzialności za własne działanie oraz pewnego myślenia, oraz szacunku i uwazności również dla drugiej osoby, nie tylko dla siebei samego.
Konkretnie: Jak pan mnie podrywa, czuli się, wydzwania, wyciaga na spacerki, przytula w trakcie ogladania filmów...a nastepnego dnia po takich akcjach oznajmia, ze to "Wiesz, to nic nie znaczy, to tylko ot tak, bo przyjemne... ja nie zamierzam w ogóle tworzyć związku" - to cos jest nie halo, prawda? I dziwi się jeszcze potem, ze ktoś nie reaguje z zachwytem na taki zestaw

Istota relacji jest wolnosc, ktora rowniez przejawia sie tak, ze gdy dajemy, to robimy to bez oczekiwania na wzajemnosc, na otrzymanie w zamian.
Co do wolności - tak na marginesie - to jest bardzo wygodne hasło-wytrych, naduzywane chętnie, często i gęsto, by "bronić własnej wolności", depcząc przy tym cudzą.
I tu przykro rzec, mężczyźni w tym przodują - "boje się straty mojej wolności", "ograniczasz moją wolność!" i inne tego typu - wypowiadane głównie po to, by podporządkowac sobie innych, by nikt nie śmiał miec innego zdania, innych potrzeb niż ten komu to niby "ogranicza wolność."
Konkret pierwszy: spacerujemy z panem, pan bierze mnie sam za rękę, wygląda na zadowolonego. Tydzień później - spacerujemy sobie z tym samym panem, biore pana za rękę, ten się wyrywa i warczy: "Przeciez wiesz, ze tego nie lubię! To głupie! Zniewalasz mnie"
Konkret drugi: Inny pan ma fobie na pobieranie krwi i dotykanie jego monitora - zatem szanuje te jego potrzeby, i ani nie dyskutuję o pobieraniu krwi, ani nie dotykam specjalnie jego monitora;) Ja za to nie zycze sobie, by pan przy mnie zażywał alkohol (jak chce moze to sobie robić, kiedy się nie spotykamy - nic mi do tego), tym bardziej, ze pierwotnie przedstawił się jako abstynent. Po czasie wychodzi, ze jednak abstynentem nie jest, a nawet potrafi sobie walić po 3 piwka dziennie, dzień w dzień, na wspólnym wyjeździe - doskonale znając moje nastawienie do tego. I nie dość, ze sam je chleje, to jeszcze non stop podsuwa mi je pod nos i jak katarynka powtarza: "No napij się. Ze mną się nie napijesz?". Kiedy konsekwentnie odmawiam i mówię, ze mógłby w końcu się uspokoić i zacząć byc bardziej uwazny, co do tego, czego inni potrzebują i o co proszą - wtedy pan stwierdza: "To tylko fochy! Ograniczasz moją wolnosć!"
Faza końcowa: pan twierdzi, ze znów nie pije, przyjeżdża w odwiedziny do mnie i przywozi butelke Whisky. Wsadza ją do zamrażalnika, mówię ok - ale jak chcesz pić, to u siebie. Pan nic nie odpowiada, miło sobie spędzamy czas, nastaje następny dzień, pan otwiera butelkę, nalewa sobie szklaneczkę - i zaskoczony wielce, ze prosze go, by opuścił moje mieszkanie. i znów tekst "Ograniczasz moją wolność!" A co z moją wolnością?
Moja wolnośc wg takich panów moze być spokojnie gwałcona, za to ich, choćby lekko zostanie uszczknięta, to już robią raban i odstawiają wielka obraze majestatu.

A sami sobie wtedy tą wolność ograniczają, po pierwsze - własną niekonsekwencją w zachowaniu, słowach i działaniu; A po drugie - kompletnym ignorowaniem i olewaniem potrzeb drugiej osoby, konkretnie i jasno wyłożonych - bo ich mają być dominujące w "związku".

Relacja polega na szanowaniu nie tylko siebie, ale i drugiej osoby. I odwortnie - polega na szanowaniu nie tylko drugiej osoby, ale i samego siebie.
Prawdziwie otwarte serce nie zostanie zranione, bo ono postrzega z innego poziomu.
Tak, juz to przetestowałam i wspomniałam, ze dzięki temu w ostatniej relacji nie raniły mnie już prawie cudze wywałki - to duży postęp.
I nie mowie tu o aniolkowych idealizacjach, bez przerobionego bezpieczenstwa i samooceny, mowie o sytucjach, gdy jestesmy juz ladnie zintegrowani, gdy nie musimy sie chronic. Tu tez wchodzi luz, relaks, blogosc, nie te chwilowe, osiagane tylko w przerwach miedzy jedna wywalka a druga, a te ktore staja sie poziomem, z ktorego dzialamy na codzien.
To właśnie jest moim celem:) I wiem, ze to potrafię. Do tanga jednak trzeba dwojga. Ja chcę teraz rozkminić, czemu wybieram takich, anie innych afcetów, co jest wnich dla mnie w pś atrakcyjnego na początku, ze zawsze w końcu jak do tej pory kończyłam z tym samym schematem w relacji (mimo że były tez fajne rzeczy w tych relajach i te doceniałam, in plus w stosunku do poprzednich).
Bo tak w ogole to nie zwiazek a milosc jest istota. Gdy sie dostrajamy do jej wibracji to bycie w zwiazku jest wtorne. Milosc jest, przejawia sie roznymi kanalami, zwiazek to tylko jeden z nich, jak sie tam siegnie, to zwiazki tworzymy naturalnie, jako konsekwencje tego co urzeczywistnilismy.
To mi się podoba. I zgadzam się. Dlatego w tej chwili nie zamierzam w ogóle dążyc, ani kreowac związków. Jak będzie to będzie. Oby tylko jak juz partner jakiś sie zjawi, to do miłości i "do tanga", a nie do wywałek i wąłkowania schematu

Dlatego tez nie rozumiem pchania się w związki, nie czując miłości, nie bedąc otwartym na miłośc - tylko z poczucia samotności.