Lynd - dość dawno o Skyrimie gadalismy. Pewnie zresztą za czasów, kiedy tkwiłam jeszcze po uszach w zadłużeniu. I brzmiało to trochę inaczej.
O Skyrimie napisałam, że szkoda mi marnowac czasu, skoro obecnie mam wiele innych rzeczy do zrobienia i możliwe, ze nie mogę wtedy wyluzować, bo nie miałam wtedy czasu na marnowanie czasu (bo nóż na gardle, banki i inne głupoty). Bo generalnie to ja spokojnie wrzucam na luz

I owszem, możliwe że wyraziłam wtedy podziw dla męzczyzn, co potrafią się tak odciąc od zycia codziennego, ze Skyrim czy inne gry zajmujące wiele godzin nie budzą w nich poczucia jakiejkolwiek straty - i było to wyrażone pod tym kątem:) Że to jednak pozyteczne, kiedy zamiast nakręcać sie problemami i stresem, kiedy te problemy i stres są - człowiek potrafi wrzucić wtedy na luz. I ze zauważyłam, ze to potrafią łatwiej męzczyźni - czy w takiej uwadze jest coś złego?
"A z tego co piszesz o swoich związkach, wynika że to Ty byłaś zwykle tą stroną dającą, a ci wszyscy co przyłazili to jacyś tacy niegotowi

I nie wiem czy nie tu jest pies pogrzebany, że właśnie kobieta to pracuje i się stara (w związku i poza nim), a mężczyzna to tylko biega i "fus-ro-da!"

"
Aż tak to nie

Owszem, ja byłam stroną bardziej dającą, ale w swoich związkach tez otrzymywałam pewne pożyteczne rzeczy/sytuacje od partnerów. W momencie, kiedy pisze przez pryzmat wywałki, to chyba oczywiste, ze mi wywalają MOJE emocje, moje poczucie krzywdy i zalu - i że nie jest to tzreźwe i przytomne wtedy, prawda? Ani w pełni obiektywne

To co mnie bolało i wywalało mi na to wczoraj - że jednak to męzczyźni wchodzili w związki nie bedac na to gotowi, nie wiedząc czy nawet tego chcą i to mi okazywali swoim odcięciem, niezdecydowaniem, brakiem spontaniczności. Ba, nawet nie tylko okazywali, co po pewnym czasie mówili - a mimo to nadal miewali "zrywy", by do bliskosci dążyć. Dla mnie to nielogiczne. Jak czegos nie chcę - to do tego nie dążę. Swego czasu zreszta podobna sytuację widziałeś, jak widziałeś mnie z moim dawnym (nie ostatnim) partnerem. I sam mi wtedy o czyms podobnym pisałeś.
"Taki mechanizm bycia dawcą w związku to też ucieczka przed bilskością, po prostu bardziej "uszlachetniona." Coś na zasadzie "lepiej być gwiazdą wśród matołów, niż matołem wśród gwiazd". Dawanie przychodzi łatwiej również dlatego, że kiedy coś się zakończy, to brak dawania nie będzie tak bolał. Natomiast kiedy się otworzymy na przyjmowanie i na równą wymianę, to w dużej mierze jesteśmy "zdani na tę drugą osobę." Nie kontrolujemy, nie mamy nad tym władzy. A jak postanowi nagle obdarzać tym wszystkim kogoś innego to, aua, dopiero zaboli. zwłaszcza bezsilność"
Lyndzik - bardzo chętnie otwieram się na to, co mi druga osoba ma do zaoferowania. I przyjmowałam także od ostatniego partnera i za to, co przyjęłam i otrzymałam, jestem mu wdzięczna. Mimo to, było nadal tak, ze facet był tuż po rozwodzie i wywalało mu na kazdym praktycznie kroku - na kobiety, na związki, na bliskość, na seks nawet

Czasem się otwierał i wyluzowaywał i wtedy było fajnie - a kiedy indziej się zamykał i odcinał. I tak - ten mechanizm faktycznie się powtarza w moich związkach - właśnie ten w całości - mezczyzna tuz po wyjściu z poprzedniego związku, nie wiedzący dokładnie czy chce być w kolejnym, ale bojący się samotności, i żyjący w ciągłych wywałkach, bo nie miał czasu niczego przerobić po wyjściu z ostatniego związku. Tym razem już mnie to tak nie raniło, jak poprzednio, ale mimo wszystko - nadal budzi niezroumienie, czemu ZNWOU spotkałam takiego męczyznę, kóry nie jest gotowy na związek, okazuje to... a mimo w ten związek się pcha. Przykro mi, nie rozumiem tego. Dlatego zaczęłam dochodzić do wniosku, że może większosć męzczyzn tak ma;) ... i zaczęło mi na to wywalac.
I dlatego też, ze to się powtarzało i tym razem weszłam w cały ten proces i realcję bardziej swiadomie - zakończyłam tą relację i powiedziałam sobie - nigdy więcej tego typu faceta. I rozpracowac, co to powoduje także po mojej stronie.