A teraz przykład idealizacji serca - kiedy wchodzi się w związek i idealizuje się osobę, z która się ten związek tworzy - zakłada się, że ta osoba wiele może (nie wazne czy chce;), docenia się nawet poskrobanie się po głowie

(albo raczej - pogłaskanie przez tą osobę po głowie, jako wydarzenie wymagające zachwytu), skupia sie tylko na przepływach na sercu i harmonii pierwotnej, istniejącej pomiedzy sercami - bez zwracania uwagi lub ignorowania rzeczywistości - że nie ma harmonii realnej, nie ma otwarcia na codzień (tylko raz na jakiś czas), że druga osoba wcale nie jest taka doskonała, jaką się chce ja widzieć,ba! że nasze zachwyty, docenienia i uwaga robią się w pewnym momencie dla tej osoby męczące.
Od czasu do czasu może się przebijać, ze coś jest nie tak - ale jak wyłaczy się madrość, to się bedzie te wszystkie sygnały ignorowało i na koniec - jak taka relacja sie rozpadnie - będzie typowe "idealizujące" pomieszanie - ze jak to, taka miłość, tyle miłości, docenienia i uwagi poszlo w tamtą strone - i nic? Koniec? Tylko jakos się nie widziało wtedy, ze pchało się tą miłość komuś, kto tego nie chciał, nie był gotowy, no i pchało się ją na siłę i w zaślepieniu idealizowaniem. I najwazniejsze - zapominalo sie wtedy o samym sobie - bo za ową idealizacją szły kolejne wyrzeczenia, że ok, ja ustąpię, jak ustąpię, to on/ona przyjmie ta miłość, bo przeciez jest pierwotna harmonia (itp, itd). I jakoś nie starczało miłości i szacunku dla siebie samego.
Do idealizacji serca zalicza się też przekonanie, ze ja ja kogoś kocham, to ta druga osoba też mnie musi kochac... lub w końcu pokochać.
Harmonia realna i słuchanie głosu mądrości w sobie są równie ważne. A o tym "aniołki" często zapominają.