Karino - to akurat nie, nawet jak jeszcze miałam w sobie poczucie winy i bycia nie w porządku, to i tak w większości sżło o co innego. Choć bywałam szowinistycznymi facetami nie lubiącymi kobiet - takich jednak tak naprawdę nigdy nie przyciagałam w tym życiu (i całe szczęście;)
Za to z wybaczeniem, to znów do mnie dotarło, ze sobie wybaczyłam, "połówkowi" wybaczyłam (całkiem niedawno)...ale Bogu nadal nie wybaczyłam. Tak, moze głupio to brzmi, ale czuje w sobie jeszcze ten element zaciętości, ze "jak mógł na to wszystko pozwolić i nic nie zrobić"... ba, nawet "jak mógł mi na to wszystko pozwolić i nic nie zrobić"

No tak

- ważny trop, ze to zacukanie warto puścić w końcu do końca

Andżeliko - akurat u mnie już jest ten postęp, ze jak wizualizuje sobie takiego partnera, to czuje że to jest fajne i w porządku - i sama tez czuje się w porządku, dobrze. Kiedyś faktycznie tak nie było. Czułam się wtedy niegodna i pomieszana. W tej chwili czuję, ze to by było ok, że w tej chwili juz z obu stron realne miłość i harmonia płynęłyby by ładnie, i żadna z osób nie czułaby się tym skrępowana, nie bałaby się tego itp.
Dlatego też chyba wyskakuje mi obecne pomieszanie, ze realnie nadal tego nie mam - bo jak to, czuję się już z tym ok, a nadal brak? (pyt. retoryczne w chwili obecnej;)
Ale biorac pod uwagę tą zaciętość, o której napisałam do Kariny - to juz sie nie dziwię. Bo teraz podświadomie usiłuję udowdnić Bogu, ze skoro nic wtedy nie zrobił i długo potem nic nie zrobił i dopuścił do tego całego bólu, samotności, odrzucenia itp* - to teraz on musi się postarać, bym ja przyjęła miłość i harmonię. Że ja już nie bedę o to zabiegać, może jak dobrze się postara, to przyjmę

Nawet zabawne, trzeźwo patrząc

*oczywiscie wg podświadomości, swiadomie to ja wiem, ze trochę inaczej to wyglądało
