A ja tam lubię dostawać badyle:D I zakupy też lubię, choć ostatnio mniej mi się chce, dla mnie to fajna wręcz plastyczna zabawa, zwłaszcza z partnerem:) Chodzenie na dobre jedzonko, świętowanie walentynek, czy rocznicy z partnerem też jest miłe.
I nie uważam, żeby to było jakieś nie teges.
Sry, bo się mogłem niejasno wyrazić. Ja nie uważam żeby cokolwiek z tych rzeczy było nie teges. Po prostu ja nie miałbym na nie ochoty, więc wyraziłem swoją radość z tego powodu, że moja partnerka jest tak świetnie ze mną dobrana, że obchodzi ją to samo co mnie. Co do Walentynek i innych świąt, to my i tak celebrujemy tak bardzo każdą chwilę razem spędzoną, że to nie robi różnicy - się śmiejemy, że Walentynki to mamy codziennie

W każdym razie sens mojej wypowiedzi był taki, że wiele steretypowych kobiet bardzo lubi różne takie rzeczy symboliczne i w ogóle, a faceci są bardziej praktyczni. Ja też jestem dosyć praktyczny i choć lubię też trochę różnych takich symbolicznych gestów dla przyjemności, to na pewno nie pozwoliłbym żeby przysłoniły one praktyczne aspekty życia np. spotkanie się specjalnie w środę w Walentynki, mimo że czwartek by bardziej pasował. No i moja partnerka podziela takie podejście, ba wręcz powiem, że chyba nigdy nie spotkałem tak praktycznej kobiety (pod tym kątem jest jak typowy facet

). Dlatego nasza pierwsza randka, kiedy po raz pierwszy widzieliśmy się na żywo - z powodu warunków (ciężka zima i brak sensownych miejscówek) wyglądała tak, że przesiedzieliśmy cały dzień w wygodnym i intymnym kąciku co prawda gdzie nikt nas nie widział, ale w pubie, gdzie zza korytarza śmierdziało nieco piwem, a potem jacyś studenci śmiali się głośno z kawałów o penisach i żydach. Na dodatek żeby zaoszczędzić, bo kasy trochę na pociągi szło - żywiliśmy się cały dzień kanapkami zrobionymi wcześniej w domu. Herbatę na ogrzanie kupiłem, to muszę sobie przyznać

I to wszystko nie miało żadnego znaczenia, bo liczyło się tylko to, że jesteśmy razem - śmialiśmy się, że moglibyśmy się tulić nawet w kanałach, ale grunt żeby razem. I to jest podejście o którym zawsze marzyłem - żeby dla partnerki było ważne to, co naprawdę jest ważne.
Na drugiej randce poszliśmy na spaghetti, które okazało się obrzydliwe i na dodatek bekaliśmy po nim przez kolejną dobę

I tu też mimo, że nasza druga randka - czuliśmy się na tyle swobodnie, aby normalnie bekać i się tego nie wstydzić - w końcu normalna reakcja organizmu. I się zdziwiłem, że jestem jej pierwszym facetem, który traktuje to jako coś normalnego, bo pozostali twierdzili że kobiecie nie wypada

Totalna swoboda i naturalność jest jedną z największych zalet mojego związku, którą naprawdę bardzo doceniam. Bo ja osobiście nie wyobrażam sobie takiej steretypowej kobiety która by patrzyła na moje wygłupy jak na zachowania niedojrzałego chłopca, która by była oh i ah wprowadzając jakieś sztuczne zachowania czy inne dyrdymały. Bleeeh. Ja mogę z moją ukochaną potańczyć na środku starego rynku, żywić się kanapkami, żartować na temat cycków i uciekać w środku nocy przed wilkołakami w lesie. Nie wiem gdzie bym znalazł drugą taką. Bóg jest wielki
