Autor Wątek: Uzdrawianie związków partnerskich  (Przeczytany 99184 razy)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2013-05-12, 16:16:32 »
To ja chyba tkwie w jakiejś strefie mroku na temat bliskich relacji bo wydaje mi się z osobą na której mi zależało niemożliwe,  żeby rozmawiać o wywalkach, akceptowaniu itd. Niby mógłbym ale w sercu czuję jakiś mrok. Sporo poplakuje ostatnio że mi nie wychodzi z Kobietami w bliższych relacjach. I trudno mi się czuć dalej z tym nie w porządku... Czuję że poza tym wszystkim jest dla mnie mnóstwo możliwości spełnionych związków, a mnie wciąga strefa mroku z moją polowka. Oczyszczam to,  czuję że wracam do poziomu w którym byłem poznając ją, jak tam dotre to coś się przewartosciuje pewnie i stworze coś nowego, lepszego. Póki co wchodzę w te emocje które mi wychodzą z serducha

Lechu to było tak:
Mąż mówi że jest głodny a żona "podgrzeje ci-puszkę" :P
« Ostatnia zmiana: 2013-05-12, 16:19:02 wysłana przez Sebastian »

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-05-12, 16:11:40 »
Clint
Przypomniał mi się dowcip:
Wraca świeżo poślubiony małżonek do domu. Głodny, jaj diabli, a zona siedzi na kaloryferze.
Małżonek - Co robisz kochanie?
Żona - odgrzewam Ci obiad.

To jest ta faza, którą akurat przeżywasz w związku :)
No ale życzę Ci, żeby sie to nie znieniło :)

Fajnie, ze Twoja dziewczyna nie jest skora do kłótni. Radko się takie zdarzają, oj rzadko, nawet w rozwojowym środowisku.
A może tylko ja rzadko takie spotykam?

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-05-12, 15:56:58 »
Ola, Lynd :)

Ja w ogóle też zwróciłem uwagę, że sporo osób, nie wszyscy oczywiście, ale jednak dość istotna część rozwojowiczów z naszego regresingowego potrafi ludzi tak wrzucać do różnych kategorii z powodu rozwoju. I tak już słyszałem, że np. jedzący mięso to się w ogóle do rozwojowiczów nie zaliczają (albo przynajmniej krzywe spojrzenia jakby ktoś wielce grzeszył) albo też w drugą stronę - wybielanie wszystkich, którzy siedzą w środowisku, bo jak ktoś się tym zajmuje to musi być świetny i w ogóle. I wielkie zdziwienie że ktoś mógł się zajmować regresingiem kilkanaście lat, a mimo to mieć ostro nasrane w głowie - jakby samo stosowanie technik miało już cudowną moc :D Wiele osób w swym uduchowieniu potrafi oceniać innych ludzi na podstawie tego co jedzą czy jak się ubierają. Jakie to duchowe...

Generalnie powiedziałbym że jest dość klasycznie aniołkowo czyli po prostu mnóstwo odfruniętych, oderwanych od materialnego życia ludzi kręcących się głównie we własnym towarzystwie i bojących się ludzi "z zewnątrz". Jest ślicznie, kolorowo, tak duchowo bardzo, ale jak przychodzi co do czego to się okazuje, że po kilkunastu latach rozwoju że dzieciństwo ruszone tylko powierzchownie, że w związkach polepszyło się na zasadzie odcięcia się tylko od syfu i stworzenia sobie bezpiecznej klatki rozwojowego towarzystwa, praca męczy i nie satysfakcjonuje, itd.

Ja tutaj nie idę w drugą skrajność i nie wypinam się na metody i ludzi, bo wciąż to cenię i zamierzam korzystać zarówno z poznanych technik, jak i poznawać kolejnych wartościowych ludzi, którzy też przecież tutaj nie brakuje. Uważam tylko, że powstało tu dla wielu dość sterylne, sztuczne środowisko w którym można się czuć fajnie, ale to jest tylko złota klatka. Bo świat ma dużo więcej do zaoferowania, a nie wszyscy mają odwagę skorzystać, niektórzy wręcz się brzydzą ze swoim wciąż nieuzdrowionym stosunkiem do materii i pogardą do wszystkiego co "nieduchowe". A potem się spotykają tacy i nie potrafią nawijać o niczym innym jak rozwoju i wszystkim co z nim związane, jakby innych tematów już nie było.

A przecież chodzi o to, że mamy korzystać z tego co przesiąknięte jest Boskością, a nie duchowością, a to jest ogromna różnica! Moja partnerka więc nie musi siedzieć po uszy w duchowych klimatach, wystarczy że jest szczerze zakochana we mnie po uszy, a ta miłość się z niej wylewa na każdym kroku :D

A ja się też przy niej uczę odnajdywać Boskość w tym, co nie jest typowo duchowe i to jest cudowne. Ja miałem zawsze mocno nasrane w kwestiach stosunku do materii, dużo pogardy i niechęci, a przy mojej ukochanej to się zmienia w bardzo szybkim tempie. Choćby właśnie w kwestii zwierząt. Ja miałem w pś pogardę do ludzi jako niższych form życia, a tym bardziej zwierząt, które totalnie olewałem jako niewarte jakiejkolwiek uwagi. A teraz odkrywam tyle cudowności i przejawów Boga w tych kwestiach, że to się w głowie nie mieści. Więcej mi dała wspólna zabawa z jej szczurkami, niż jakaś tam np. wspólna praktyka oddechowa.

Dla mnie praktyki duchowe to tylko narzędzie, nie potrzebuje dzielić tego z drugą osobą. Wystarczy mi, że mogę potem się podzielić efektami tego i jestem z tym rozumiany i akceptowany (a jestem :P). Wyrywam się z klatki wyobrażeń o tym, że praktyki duchowe stanowią wartość nadrzędną w rozwoju i stanowią o jego wartości - dla mnie jest to coś ważnego do uświadomienia, czego potrzebowałem.

Cytuj
A nie wywala wam nienawiść i inne ciężkie emocje?
Cięższe emocje, jakie wywalały nam to głównie uderzały w siebie samych, niż siebie nawzajem. Zdarzyło mi się czuć trochę nienawiści do samego siebie, ale nawet nie były bliski tego, żeby czuć to do partnerki. Czasami zdarzyło się trochę wkurzenia i frustracji, a my generalnie wszystko mówiliśmy sobie wprost i razem nad tym pracowaliśmy. Nie zawsze wszystko wyszło od razu, szczególnie że wpierw trzeba było się przyznać przed sobą, ale ogólnie bardzo szybko się na siebie otworzyliśmy i dawaliśmy sobie mnóstwo wsparcia i akceptacji dla wywałek. Przede wszystkim nie traktowaliśmy ich śmiertelnie poważnie, ja już zresztą kiedyś pisałem, że jak będę miał związek z kimś kto ma podobny stosunek do tego jak ja, to będzie dobrze. I tak jest :) Zdarzyła się jedna większa wywałka, gdzie zdenerwowaliśmy się oboje na tyle, aby wyrzucić na siebie nieco złości, ale bardzo szybko skończyło się tym, że oboje stwierdziliśmy że my przecież nie chcemy tak do siebie mówić, bo za bardzo się kochamy, więc zaraz płakaliśmy, przepraszaliśmy się i mówiliśmy sobie bardzo ciepłe i miłe rzeczy :) A nawet nie zdążyliśmy się pokłócić, ani nic. Zresztą ogólnie mi się ani razu nie kłóciliśmy, zdarzały się dosyć emocjonalne rozmowy, ale pokłócić się nie udało, nawet jak się jakieś prowokacje pojawiły, szczególnie że z reguły jedna strona zachowywała więcej przytomności i wspierała tą drugą w poradzeniu sobie z wywałkami, zamiast się koncentrować na tylko na swoich "krzywdach" :P

Na ten moment już raczej się nie zdarza, żeby swoje emocjonalne wywałki wywalać na siebie nawzajem. Po prostu otwarcie rozmawiamy o tym co czujemy i nie traktujemy tego personalnie, bo wiadomo że emocje i obawy nie są logiczne i przede wszystkim nie wynikają z tego, jaka ta osoba jest naprawdę - więc czemu by je traktować śmiertelnie poważnie? U nas to normalne, że rozmawiamy o wszystkim o czym chcemy porozmawiać i nikt się o nic nie obraża. Dajemy sobie tyle wsparcia i zrozumienia, że naprawdę nie ma problemu żeby wyrazić najgłupsze nawet obawy. Wprost padają sformułowania w stylu "boję się, że mógłbyś mnie zostawić dla innej, bo..." "boję się, że w takiej sytuacji mogłabyś mnie zostawić i...", "źle się poczułem kiedy powiedziałaś/eś...", "w sytuacji X miałem poważne wątpliwości odnośnie Y", itp, itd. Nie ma tematów tabu, nie ma duszonych w sobie uczuć. Obije jesteśmy niesamowicie zachwyceni tym, że możemy ze sobą rozmawiać dosłownie o wszystkim, że możemy wyjawiać wszelkie swoje wątpliwości, a nawet rzeczy wstydliwe i głupie. A wychodziły naprawdę różne rzeczy i to takie, że nawet nie będę ich pisał na publicznym forum :D

My się nie kochamy tylko jak jest różowo i sweetaśnie, ale cały czas. A to oznacza, że nie boimy się swoich wywalankowych stanów i je w pełni akceptujemy. Bo czemu miałbym nie akceptować, że partnerka się wkurza o coś bez sensu, jeśli mi się też zdarzy wkurzyć o coś bez sensu? Jesteśmy ludźmi i to normalne, że nam czasem wywala i robimy bądź mówimy rzeczy, których potem żałujemy. A my i tak sobie twardo okazujemy mnóstwo miłości niezależnie od tego, co by się nie działo z tą drugą osobą, bo po co być krytycznym rodzicem, skoro można być kochającym partnerem? :P A to jest takie cudowne, bo ja nigdy przenigdy nie czułem się tak totalnie i w całości akceptowany przez nikogo, a tutaj to dostaje w 100% i jest mi z tym niesamowicie wspaniale :)
« Ostatnia zmiana: 2013-05-12, 16:01:35 wysłana przez Clint »

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2013-05-12, 14:57:45 »
Clint
A nie wywala wam nienawiść i inne ciężkie emocje? Dla mnie to najtrudniejsza próba,  kiedy wychodzi mrok duszy, , przyznać się do niego przed samym sobą choćby relacja miała się posypac. Boję się że jak pozwolę sobie odczuwac te najcięższe rzeczy, a mocno odpychajace to zawsze będę ich doswiadczal. No ale powoli pozwalam sobie nawet na to

Ola

  • Gość
[#]   « 2013-05-12, 14:30:34 »

[...] Rozwój jest bardzo, bardzo, bardzo szeroką rzeczą.

[...] Jasne, we dwoje może będziemy w stanie naprzeć na zamknięte drzwy na tyle mocno, że je wyłamiemy, ale wolę żeby, kiedy ja robię przerwę od napierania, partnerka przeczytała napis "CIĄGNĄĆ" w nieznanym mi języku ;)

Kiedys, ale umowmy sie, bylo to jakies sto lat temu, faktycznie mialam takie parcie na 'rozwojowego' partnera, w bardzo waskim rozumieniu. Chcialam, zeby chodzil na regresingi, naprawial kompa wylacznie z uzyciem reiki, w wolnym czasie rozkminial stosunki miedzy UNA i UBA i smokami wodnymi, a na slowo kupa marszczyl brew pod katem ach jaka wulgarna energia. Dzieki bogu sie wyleczylam :) zycie mi to zweryfikowalo. Rozwoj nie konczy sie na stukaniu afek, byc moze tam sie dopiero zaczyna. Jest tyle drog i tak wiele nas laczy, cudnie jest byc z kims kto zna inne jezyki  :) To jest tez kwestia pewnej dojrzalosci w rozwoju, gdzie w pewnym momencie czlowiek zdaje sobie sprawe, ze wiem, ze nic nie wiem, ze byc moze wszelkie struktury, ktore sobie gdzies tam natworzylam, zeby zrozumiec swiat i siebie nie sa juz potrzebne, i wowczas wychodzi sie poza ten krag i o dziwo, poza nim tez jest zycie, duchowosc, rozwoj. Jak to sie mowi, kiedy spotkasz Budde - zabij go i idz dalej.

Tak naprawde bardzo niewiele jest potrzebne, zeby 'byc duchowym', nie trzeba sie chowac za praktyka, czy forma - one w koncu zaczna uwierac, jesli jestesmy totalnie otwarci. I jak kiedys mialo dla mnie sens robienie tego czy tamtego, tak teraz ide w kierunku calkowitego upraszczania, a od partnera chce by po prostu utrzymywal umysl i serce otwarte, tam sie zawsze mozemy spotkac.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-05-12, 14:02:40 »
Najlepsze jest to, że teraz mogę powiedzieć, że te różnice między nami to istny dar z niebios. Gdybym spotkał taką nawiedzoną rozwojowiczkę jak ja - to bym się tylko ugruntował w tych swoich ograniczających wyobrażeniach. Zamiast tego odpuściło coś istotnego, a ja zostałem zainspirowany do poznania czegoś nowego, czegoś fajnego dla mnie i otwierającego mnie na coś więcej. I to samo działa w drugą stronę - ogólnie oboje się inspirujemy i poszerzamy swoje horyzonty.
Złote słowa :)

Coprawda u mnie się jeszcze dużo rzeczy dogrywa i mam samozałożone embargo na mówienie, ale przynajmniej podpisać się mogę ;) Rękami i nogami.

Seba,
Wspólna droga życiowa i rozwój to podstawa.

Na wspólnej drodze życiowej naprawdę jest łatwiej, kiedy dwie osoby nie są takie same, kiedy mogą wymienić się uzupełniającym podejściem i postrzeganiem. (Uzupełniającym -- a nie ciągnącym w przeciwnym kierunku!)
Ale tu dupa wyjdzie, dopóki się nie uzdrowi bezpieczeństwa i bycia OK samemu ze sobą (i swoimi zainteresowaniami, pasjami, spojrzeniem itp). Bez tego, cały czas będzie się szukać aprobaty u partnera, wciskając mu na siłę swoje rzeczy i wołając "patrz! patrz! no powiedz że fajne!" Niezależnie od tego czy są realnie fajne czy nie, nawet zdrową osobę to zniechęci. Każdy brak pochwały będzie minusem, objawem dysharmonii i będzie się go odbierało jako odrzucenie (z tego lęku o którym pisał Clint) i oczywiście odrzucało też partnera.

No i oczywiście będzie się też krytykować jego wybory i zainteresowania, i odrzucać go na tej podstawie. I najprawdopodobniej to nie będą po prostu "inne" zainteresowania, tylko to będą te gorsze od naszych. A już przynajmniej mniej duchowe;)

Co do wspólnego rozwoju duchowego to oczywiście nie chodzi o to, aby się związać z osobą która będzie betonem i za 10 lat zostanie w tym samym miejscu. Ale czy naprawdę trzeba sobie mówić nawzajem afirmacje czy robić sesje? Tu znów niska samoocena może zagonić do sytuacji, w której będzie się krytykować partnera że zajmuje się takimi rzeczami jak masaż, czy psychoanaliza, czy buddyzm. Rozwój jest bardzo, bardzo, bardzo szeroką rzeczą. I, jak tu się często powtarza stwierdzenie z tym psim zębem i zaufaniem ;) jednego może inspirować łażenie po górach, innego gapienie w gwiazdy, czy w kamienie, czy w obrazy, czy programowanie. Dodatkowo są ludzie którzy nie potrzebują takich "technicznych" otoczek w stylu afek. No i spójrzmy prawdzie w oczy -- to są metody terapeutyczne, przy pomocy których miażdżąca większość ludzi na tym forum radzi sobie z własnym posranym dzieciństwem. A partner wcale nie musi mieć go równie posranego, aby nas zrozumieć -- więc i nie musi potrzebować tych technik. Nie ma co krytykować kolarza za to, że nie używa kółeczek bocznych ;)

W związku można stworzyć fajną synergię, w której nawzajem się wzmacniamy. Dla mnie (bo wiadomo, każdy ma swoje cele), teraz liczy się taka, która umożliwi nam widzenie szerzej. Gdybym był z osobą podobną mi, może i zyskałbym więcej siły skupionym na tym samym, ale czy rzeczywiście taka siła jest czymś potrzebnym w świecie ludzi rozwijających się? Jasne, we dwoje może będziemy w stanie naprzeć na zamknięte drzwy na tyle mocno, że je wyłamiemy, ale wolę żeby, kiedy ja robię przerwę od napierania, partnerka przeczytała napis "CIĄGNĄĆ" w nieznanym mi języku ;)

NINJA <10 min EDIT:P
Sposób rozwoju partnerki, który nawet początkowo negowałem przez mój fanatyzm >_< dał mi takiego kopa, że normalnie ledwie ten świat poznaję. Tzn ok, świat poznaję, ale ludzi nie -- i to zdecydowanie na lepsze :D
« Ostatnia zmiana: 2013-05-12, 14:06:18 wysłana przez Lynd Seagull »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-05-12, 13:55:10 »
Cytuj
Ale jednak moim zdaniem wspolna droga życia i wspólny rozwój duchowy jest ważny.
No jest ważny, dlatego było wiele wątpliwości i myślenia, bo w praktyce wszystko się okazało w pewien sposób różnić od wcześniejszych wyobrażeń na ten temat. Ostatecznie doszedłem do tego, że to właśnie wyobrażenia mnie ograniczały, bo ja sobie wcześniej coś wymyśliłem, a Bóg mi dał coś nieco innego. Gdybym się upierał że ma być po mojemu, to bym wiele stracił :D Teraz mi łatwo się z tego śmiać, ale z początku mi to dość mocno walnęło w światopogląd i musiałem sobie pewne rzeczy przemyśleć na nowo.

Nie mamy 100% gwarancji, że spędzimy ze sobą resztę życia. Może kiedyś nasze drogi się rozejdą, może nie. Nie ma najmniejszego sensu o tym myśleć. Liczy się to co jest teraz. A teraz jest nam niesamowicie dobrze ze sobą, jesteśmy oboje w tym związku szczęśliwi i spełnieni. Wcześniej dużo myśleliśmy i rozmawialiśmy o tym co może być w dalekiej przyszłości i doszło tylko do tego, że doszliśmy do absurdalnego poziomu, gdzie były wątpliwości co do tego co się stanie, jak ona będzie chciała mieć konia, a ja nie. :D

Bardzo, bardzo się kochamy i bycie ze sobą stawiamy ponad wszystko. Dla nas obojga szczęśliwy i spełniony związek był marzeniem numer jeden, ważniejszym od czegokolwiek innego. I teraz oboje czujemy, że dostaliśmy właśnie to na co czekaliśmy całe życie. I chociaż tak bardzo chcemy być ze sobą, nie potrafimy robić niczego wbrew sobie, bo jednak jednocześnie wciąż stawiamy swoje dobro na pierwszym miejscu. Dlatego nie boimy się mówić wprost, że czegoś nie chcemy czy coś się nie podoba. Dlatego ona się nie dała się wkręcić w rozwój na siłę wbrew sobie, a ja z miłości do niej pozwoliłem jej być taką, jaką chce być. I ja na ten moment nie mam żadnych oczekiwań z tym związanych. Nie wymagam i nie oczekuje czegokolwiek.

Najważniejsze jest jednak to, że całym sercem czuję że jesteśmy dla siebie stworzeni i że po prostu będzie dobrze. Dla mnie oczywistym jest to, że będzie się działo to co konieczne, abyśmy wzrastali w szczęściu i spełnieniu, a Bogu już pozostawiam jak to ma wyglądać - ja się nie zamierzam upierać, że ma to być w takiej formie, jaką sobie ubzdurałem. Tak wiele wcieleń niespełnienia i samotności nauczyło, że mnie że upieranie się przy swoich wizjach jak to ma być jest pomysłem do bani. Kombinowanie i kontrola są do bani. Wymyślanie, wymaganie i oczekiwanie jest do bani. Bóg ma tyle cudów do zaoferowania, więc najlepsze co można zrobić to zamknąć jadaczkę i po prostu Mu pozwolić działać oraz zaufać temu.

Bo tworzenie związku jest naprawdę banalnie proste. Wystarczy kochać i pozwalać sobie być kochanym. Trzeba odrzucić całe kombinowanie, wymyślanie, oczekiwanie, presjonowanie, żądanie, itp. itd. Im bardziej się tego uczę, tym cudowniej jest :)

Kocham moją partnerkę taką, jaką jest i nie mam potrzeby wrzucania jej w swoje ramki wyobrażeń o idealnym związku, jakie miałem wcześniej. Wyobrażenia zastąpiłem doświadczaniem tej cudownej harmonii jaka jest między nami i zrobiło się miło, spokojnie, błogo i miłośnie :)

Szczególnie, że jeśli chodzi o praktyczną stronę rozwoju - nie dość że ona przejawia naprawdę wysoką świadomość, to jeszcze naprawdę rozumiemy się nawzajem w pełni. Praktycznie niczego nie trzeba tłumaczyć, bo wszystko jest dosyć oczywiste. Z nikim się nie rozumiałem tak bardzo nawet w małej części, ba z żadnym z rozwojowiczów, którego poznałem na przestrzeni tych lat nie rozumiałem się tak bardzo. Ponadto przez te kilka miesięcy przebrnęliśmy przez wiele problemów i miałem okazję doświadczyć jak gładko to idzie, tempo zmian mamy naprawdę podobne.

Zresztą według mnie jak ktoś ma dobry kontakt ze swoją intuicją i wnętrzem (co można było sobie wypracować choćby we wcześniejszych wcieleniach), to może także się rozwijać przez najzwyczajniejsze doświadczanie życia w sposób świadomy. Mówienie, że jak ktoś nie korzysta ze standardowych technik to nie jest w stanie zbyt wiele osiągnąć jest dosyć ograniczającym przekonaniem i uogólnieniem.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-05-12, 13:31:39 »
Może jestem nieco fanatyczna, nie wiem. Dla mnie kluczowe było znalezienie osoby, która będzie się rozwijała, pisała afirmacje i jeździła na regresingi. Chociażby dlatego, że większość mojego myślenia, działania od dawna skupiała się wokół takich tematów. Tak też mi się wykreowało. Pomimo tych konkretnych oczekiwań wiele się nauczyłam od partnera. Oboje potrzebowaliśmy czasu, aby znaleźć coś, co poza rozwojem nas interesuje. To jest dopiero wyzwanie! aby wspólnie szukać i znaleźć to co się lubi.

Aby funkcjonować w związku musiałam w ogóle zechcieć żyć, uzdrowić cały ten brak motywacji. Nauka gotowania, praca wokół siebie, zaspokajanie swoich potrzeb, celów. Bez tego nie da się myśleć o jakichkolwiek pasjach. Na to przychodzi powoli czas. Spodobało mi się, że partner interesuje się fotografią, a ja czymś innym, ale to w niczym nie przeszkodziło. Nie zmuszamy się na siłę do wymiany zainteresowań czy doświadczeń.

Wspólny rozwój w związku jest dla mnie bardzo ważny. Już przerabiałam próby związków z chłopakami, którzy zgadywali o co mi chodzi. Wiem, że generalizuję i jest to bardzo ogólne, ale takie podejście zupełnie mi się nie sprawdziło. Nie umiałam w żaden sposób udawać i zejść z pewnej granicy oczekiwań. Przy kreacji związku, podczas modlitwy i tak to zrobiłam najbardziej jak potrafiłam.

Super istotna jest harmonia, poczucie bliskości, wspólna chęc rozwoju świadomości. Także nastawienie na zmiany - bo czasami przychodzą takie chwile kiedy trzeba się przyznać, że zrobiło się źle. A osoba, która nie chciałaby czegokolwiek zrobić ze swoją wywalanką, byłaby dla mnie zwyczajnie męcząca.

« Ostatnia zmiana: 2013-05-12, 13:34:55 wysłana przez Blackrose »

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-05-12, 13:23:00 »
Dla mnie najważniejsza w związku jest miłość, porozumienie, na gruncie wspólnej drogi. Dla mnie drogą jest wyzwalanie siebie z ograniczeń, poszerzanie samoświadomości, świadomości boskiej, im  bliżej z partnerem jesteśmy sami w sobie [ z osobna] bliżej świadomością- tym milej jest miedzy nami bo pole miłości poszerza się naturalnie aż do całkowitego porozumienia w przyszłości, zgodności, przepływu:)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2013-05-12, 13:05:45 »
O, Clint, napisałeś cennego dla mnie posta. W istocie tak jest że 2 osobom które myślą podobnie łatwiej się zakrecic. Ale jednak moim zdaniem wspolna droga życia i wspólny rozwój duchowy jest ważny.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-05-12, 12:49:30 »
Cytuj
Ale wywalało mi, że on to lubi, a nie może ze mną o tym pogadać, nie pójdziemy razem na imprezę naukową, bo dla mnie to męczarnia. Pod tym względem mi wywalało. No i bałam się, że będzie szukał prędzej czy później towarzystwa kobiety, która będzie to samo lubiła, będą sobie chodzić wspólnie na różne imprezy, czy oglądać jakieś programy.
A ja nie jestem w takim wypadku dla niego dość atrakcyjna.
Haha, miałem identyczne akcje w swoim związku :D Ja z moją partnerką mimo, że mamy mnóstwo wspólnych zainteresowań - doszło u nas do zderzenia dwóch światów. Z jednej strony byłem ja ze swoim rozwojem, sprawiający wrażenie jakby to była dla mnie najważniejsza rzecz w życiu, a z drugiej strony była ona ze swoją mega pasją do zwierząt, która mnie z lekka przerażała, bo mi się to nie wydawało aż takie ciekawe. Z początku tak mi wywalało, że momentami wręcz mnie wkurzało, gdy mówiła zbyt dużo na temat zwierząt, wydawało mi się że jest to coś, co nas różni i bałem się że może nie pasujemy do siebie tak bardzo, jak mi się zdawało w pierwszej chwili. Ona z kolei czując moje presje na to, żeby się wzięła za rozwój (bo niestety presjonowałem, po części nawet świadomie) także załapała szybką niechęć do tematu.

Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy za bardzo co się dzieje i dlaczego, ale dużo rozmawialiśmy dochodząc stopniowo do sedna. Wpierw wyjaśniła się kwestia zwierząt, wtedy dotarło do mnie, że mnie to nie wkurzało dlatego że nie chce tego słuchać, ale dlatego że sobie ubzdurałem że jest to ważniejsze dla niej niż rzeczywiście było i że będzie miało większy wpływ na jej plany życiowe czy potrzeby związkowe niż rzeczywiście miało. Wtedy odpuściło, a mi zeszła niechęć do tematu i wręcz zacząłem słuchać jej z przyjemnością, a nawet po części wchodzić w pewne tematy.

Podobnie było w drugą stronę z rozwojem. Ona się bała, że gdybym mógł to chętnie bym ją zamienił na jakąś doświadczoną rozwojowiczkę i że samo to, że ona się tym nie zajmuje czyni ją jakąś gorszą dla mnie. Ja miałem lekki mętlik w głowie, bo rzeczywiście wywalało mi, że nie robienie tego może wpływać negatywnie w sposób istotny na jakość naszego związku. Potem jednak dotarło do mnie, że mnie powaliło, bo przecież tak naprawdę nie potrzebuje do szczęścia kogoś, kto będzie pisał afirmacje czy chodził na regresingi, ale kogoś kto będzie po prostu wzrastał razem ze mną. A ona to robi, bo poznając ją i to jak sprawnie razem przechodzimy przez wszelkie problemy bez konieczności odwoływania się do znanych technik rozwojowych i dowiadując się, jak wiele przepracowała w swoim życiu po prostu żyjąc - zrozumiałem że rozwój to nie tylko techniki :D No i wtedy zeszło ze mnie parcie na to, żeby się tym zajmowała, totalnie zaakceptowałem że jak nie będzie chciała, to nigdy w życiu nie musi się wgłębiać w temat i zrobiło się naprawdę przyjemnie. Żeby było śmieszniej, jej dzięki temu zeszła niechęć do tego wszystkiego i gdzieś nawet jakieś zainteresowanie się pojawiło (potem się dowiedziałem że nawet zagląda na forum :D)

Najlepsze jest to, że teraz mogę powiedzieć, że te różnice między nami to istny dar z niebios. Gdybym spotkał taką nawiedzoną rozwojowiczkę jak ja - to bym się tylko ugruntował w tych swoich ograniczających wyobrażeniach. Zamiast tego odpuściło coś istotnego, a ja zostałem zainspirowany do poznania czegoś nowego, czegoś fajnego dla mnie i otwierającego mnie na coś więcej. I to samo działa w drugą stronę - ogólnie oboje się inspirujemy i poszerzamy swoje horyzonty.

Różnicę które nas przerażały na początku i powodowały wiele emocji okazały się czymś, co tylko wzbogaca nasz związek. No, ale żeby do tego dojść wpierw musieliśmy uwolnić się od lęków że mogłoby to być powodem odrzucenia czy rozpadu związku. Przeszło w momencie, kiedy dotarło do nas że te wszystkie wątpliwości i lęki biorą się z tego, że tak cholernie nam zależy na sobie, bo tak bardzo się kochamy i dlatego tak bardzo się baliśmy, że coś mogłoby to zniszczyć :)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-05-12, 12:08:12 »
Clint

Masz zupełną rację:) Chodzi o to, że ja harmonię wibracji i takie tam mam przepracowane:) Dużo taki harmonijnych osób spotykam z harmonią na tym poziomie.

Te inne bardziej ziemskie harmonie to moja pś faktycznie nie do konca ogarnia i długo sie upierała, że harmonia zainteresowan,
oznacza ze mamy być TACY SAMi. Nadal nie do konca umiem sobie wyobrazić, że partner może lubić coś, czego ja nie lubię np zainteresowanie sprawami technicznymi, wszystko od bardziej technicznej strony, gdzie ja jestem zupełnym przeciwieństwem.
Mój połówek tak miał i ja tego nie mogłam zaakceptować, uważałam to za dysharmonię, coś co nam rozwala związek( nie mogłam znieść że on ogląda z zainteresowaniem jakieś filmy naukowe, a mnie to zupełnie nie interesuje, wręcz odpycha). Natomiast jego
umiejętności bardzo uzupełniały mnie, bo ja w domu nic nie zrobię z takich rzeczy, a on wszystko ogarniał. To było bardzo wygodne dopełnienie. Ale wywalało mi, że on to lubi, a nie może ze mną o tym pogadać, nie pójdziemy razem na imprezę naukową, bo dla mnie to męczarnia. Pod tym względem mi wywalało. No i bałam się, że będzie szukał prędzej czy później towarzystwa kobiety, która będzie to samo lubiła, będą sobie chodzić wspólnie na różne imprezy, czy oglądać jakieś programy.
A ja nie jestem w takim wypadku dla niego dość atrakcyjna.
Wiele rzeczy były nie pasujące pod względem zainteresowań, ale czasem to wyglądało trochę jakbyśmy byli przesunięci w czasie: on by sobie poszedł trenować sztuki walki, a ja kiedyś parę lat temu też, ale teraz już mi takie zainteresowania odpadły, bo odreagowałam pewne rzeczy. Albo gust: kiedyś coś mi się podobało, ale już mi się zmieniło, np w sztuce, a jemu teraz podoba się to co kiedyś mnie itd itd Jeszcze jeden dziwny motyw był taki, że on mi coś pokazuje, że taki ekstra, a ja czuję że to zupełnie nie w moim stylu, nie wiem co on w tym widzi. Potem jakiś rok po rozstaniu, jak już go sobie odpuściłam,
to nagle odkrywam sama, albo ktoś inny mi pokazuje dokładnie to samo, co wcześniej mój połówek i jestem zachwycona, uważam że to totalnie "moje".

Ja myślę, że to jakieś kody antypołówkowe, które kazały mi widzieć krzywo mojego połówka, a ja nawet tego nie dostrzegałam. Jak on odpalił swoje, to już w ogóle był bigos.

Na razie doszłam do tego, że ja nie chcę harmonii, bo mi się nudna wydaje. Pomimo, że wiem jaka ona fajna, to jakby niezależnie od tego mam taki jakiś kod, który się odpala. Że miłość i harmonia to nuda, stagnacja i nie rozwojowość. Nie prowadzą do niczego. Jeszcze lęk mi wyszedł, że jak będę w takim związku, to to co ziemskie przestanie mnie interesować, bo
sama obecność połówki będzie tak przyjemna, że przyćmi resztę przyjemności i działań w materii.

No i widzę teraz, jak rozwalałam ten związek od środka, bo czułam że ta harmonia która była przez jakieś pierwsze 3 miesiące mnie ogranicza, że jest spokój... to się działo bardzo głęboko w pś i nie było przeze mnie dostrzegalne. Oczywiście mój połówek miał swoje wzorce.
My kiedyś postanowiliśmy razem szaleć, więc i teraz pś tego chciały mniej lub bardziej. Mieliśmy porzucić miłość i harmonię i się
"rozwijać" razem, poza Boskością. Wyszła nam oczywiście z tego wielka kupa.
Obciąża mnie jeszcze niezrozumienie, dlaczego nie możemy w tym życiu, jeśli byłaby taka wola obu stron wrócić do idealnej harmonii, także w tych ziemskich aspektach.
Choć stało się coś dziwnego w ostatnich latach naszej rozłąki. Bo ja byłam nastawiona na dzieci na to wcielenie, a on nie.
Karmę rodzica mam na 100% przepracowaną. I tak jak rok, czy 2 temu bycie rodzicem ogólnie było zgodne z moim ND na 80%
to teraz jest 0%. Podobnie było z "drogą życia", jakieś 2 lata temu była zgodność 25%( Leszek wahał), potem sporo puszczałam i rok później Magda Żądło mi wahnęła ok 90% zgodności. A ja czułam od początku, że my mamy zgodną drogę życia na to wcielenie, choć fakty przeczyły. Nie mogłam tego ogarnąć, bo wchodzę w medytację, w światło i ciągle mam odpowiedź, że jest wspólna droga. Dziwne to było, aż zaczęłam sobie nie ufać, że mam jakiś kontakt z Bogiem i pod wpływem tego odechciało mi się medytacji. Uznałam, że najwyraźniej podłączam się pod syf, co mi miesza,  nie ma co medytować, lepiej się skupić na oczyszczaniu.
Więc jakbyśmy się zgrali, choć wydawało się to nie możliwe. Nie możliwe jeszcze się wydaje zgodność biopola 85% do zgrania.

Myślę, że kody antypołówkowe i anty harmonijne baaaardzo dużo mieszają. Tyle się o tym mówiło, że są kody odpychania, ale nikt nie mówił na przykładzie jak one się mogę przejawiać.
Ja się nie podejrzewałam o żadne takie kody, tylko odpychałam połówka jak mogłam;) A potem Magda mi powiedziała, że mam całkiem silne, mój połówek też, ale mniej niż ja. To byłam bardzo zdziwiona, ale nie miałam powodu by jej nie wierzyć. Zawsze uważałam, że to ja jestem od niego bardziej czysta, a on taki ciężki o obciążony.

Pracuję teraz nad tą harmonią i miłością.

Leszek

Fajnie, ze to napisałeś, bo mogę poczuć na sobie jak wygląda w praktyce węzeł.
« Ostatnia zmiana: 2013-05-12, 12:20:18 wysłana przez Laka »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-05-12, 11:09:52 »
Pomijając kwestię węzła, który trzeba wypalić - ja bym jeszcze dodał, że warto trochę pomyśleć, pomedytować i pokontemplować w kwestiach harmonii. Chodzi mi przede wszystkim rozszerzenie pojęcia idealnej harmonii w związku - bo jak an razie ograniczasz to do harmonii serc czy energii, a zapominasz o pozostałych równie istotnych aspektach, których też trochę jest. A przede wszystkim chodzi o harmonię celów. Tego brakowało w Twojej relacji z połówkiem, więc cwana pś tak naprawdę gdzieś tam dobrze wie, że bez tego to sobie może pomarzyć o sensownym związku.

Możesz sobie wizualizować związek w którym nie tylko świetnie się czujesz przy parterze, ale także wspaniale spędzacie czas, świetnie się dogadujecie, planujecie wspólną przyszłość i osiągacie wspólne cele, itd.

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-05-12, 11:03:49 »
Klasyczny węzeł karmiczny. Wydaje sę, że nie ma wyjścia.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-05-12, 09:43:20 »
Tak sobie pracuję nad tematem harmonii i miłości i zdałam sobie sprawę jak bardzo ważne jest uzdrowienie do końca relacji z pierwotną połówką.

Dla mojej pś idealny partner i pierwotna połówka to póki co to samo. Bo chodzi o harmonijne energie. A pojęcie "idealny partner" bardziej kojarzy się z "idealną partią", która jest mi wciśnięta, jako najkorzystniejsza do życia, a nie doskonałą harmonią, jaką się miało  na początku z pierwotną połówką.


.