To poczucie odrzucenia idące w obie strony u "rozwalanych połówek" lub tych osób, kóre tego doświadczyły i są wysokoharmonijne ze sobą, ale nie były tymi "pierwotnymi połówkami" jest niestety dość typowe - i jedyne, co pozwala skutecznie przejść przez to i odpuścić z obu stron, to szczerość i otwartość wg mnie na poziomie relanym, zyciowym. Jeśli tacy harminijni partnerzy nie są na siebie dostatecznie otwarci, nie dzielą się swoimi myslami i nie akceptują, ze myśli drugiej osoby mogą też zawierac elementy strachu, pretensji itp. (i że de facto nie jest to atak na nich) - to zwykle kończy się wzajemnym poranieniem i rozstaniem w przeświadczeniu, "jaka ta osoba była straszna"

Ola, bardzo się ciesze, ze udało się Wam z Marcinem przejść przez ten etap

Trzymam kciuki za pełne uzdrowienie!

Swego czasu spotkałam się z tym, że partner projektował na mnie swoje lęki tak usilnie, tak usilnie odpychał i odcinał się, także pod wpływem własnych wyobrażeń na mój temat, że w pewnym momencie wpadłam w silną nerwicę i zacżął otrzymywac dowody, że jestem taka, jaką sobie wyobrażał

Ja swoją drogą też wtedy bardzo silnie projektowałam swoje lęki związane z poczuciem odrzucenia na partnera, przez co "zarzucałam go" i "przygniatałam" swoimi oczekiwaniami m.in. akceptacji, docenienia, uwagi, kórych nie mógł w taki sposób spełnić/-iać... ani nie był na etapie, na kórym mógłby i chciałby. Oboje de facto czuliśmy się ranieni, mimo ze dużo tych zranień było po prostu w naszych głowach, a nie po stronie partnera. Brak jednak było wspólnej otwartości i normalnej rozmowy i zrozumienia drugiej strony - zarówno po mojej, jak i po jego stronie, choc w óżnym stopniu i pod różnymi wzgledami. Dotyczyły nas przy okazji "kody połówkowe" i wysoka (choć nie 100%) harmonia - obecnie ta harmonia przejawia się w innych dziedzinach życia
Mam już tego lęku przed odrzuceniem i tego oczekiwania na odrzucenie w sobie dużo mniej - ale jakies resztki jeszcze się niestety kołaczą.