Autor Wątek: Uzdrawianie związków partnerskich  (Przeczytany 99353 razy)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-08-19, 15:58:20 »
Mam też takie wrażenie, jakbym czuł od Ciebie złość na Boga, że skoro nie możesz być z połówkiem, to ma Ci zapewnić jakiegoś innego gościa 100% harmonizującego, a jak nie ma aż tak dobrego, to niech się wypcha :D

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-08-19, 15:56:01 »
Wydaje mi się, że wywala mi nie uzdrowiona relacja z Bogiem, brak zaufania. Że dlaczego mam mu zaufać i go wybrać, skoro nie jest w stanie mi nic zapewnić. Więc muszę zadbać o siebie sama, wg wzorców i skupić się na tym co jest i co się dzieje w materii, by żyć, a Boga, a także marzenia o spełnieniu sobie odpuścić.
Nastawić się na minimalizację nieprzyjemności, a zapomnieć o mrzonkach na temat spełnienia.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-08-19, 15:31:23 »
"Może ja mam nieczyste intencje by zaakceptować w pełni związek, gdzie partner jest ze mną w 100% harmonii." Źle napisałam:
miało być  w drugiej części zdania: gdzie partner NIE jest ze mną w 100%harmonii.


Clint

Rozumiem.
No ja właśnie czułam w tych poprzednich, że pewnych rzeczy mi brakuje. A chodzi mi o to by zaspokoić to poczucie braku. Dla mnie poczucie braku stoi w sprzeczności do spełnienia.

Wg mnie jakikolwiek brak harmonii to ograniczenie. Jeśli chodzi o zainteresowania tak jak piszesz, to miałam z moim jednym partnerem( tym z którym się przyjaźnie obecnie) 70%. Uważam, że to mało. To była chyba nasza najniższa z niezmiennych statystyka. Czuć to było wyraźnie. Jedna osoba przychodzi i się czymś cieszy, chce się podzielić i nagle czuje, że to drugiego wcale nie interesuje.  Ok, może jeśli ta dysharmonia to 95%, czyli 5% to nie ma większego znaczenia. W tym przypadku miała.
To uważam zależy, jaka jest para w kwestii tego ile czasu chce ze sobą spędzać. Jeśli mało, to może im to nie przeszkadzać, bo każde zajmie się sobą w tym czasie. Ale ja jestem taka, że lubię bardzo dużo czasu spędzać z partnerem. I tutaj brak harmonii w tej kwestii nie przejdzie.
Mam też porównanie, gdy byłam w związku, gdzie harmonia spędzania czasu, co do ilości, ze sobą była 85% i jak się z tym źle czuliśmy oboje( mi było mało ciągle, a partner czuł się jakoś zobowiązany, presjonowany)i kolejny związek gdzie w ogóle nie było tego problemu, ja go nie odczuwałam, partner chyba też. Nawet tego nie badaliśmy, zmiana jakości była bardzo duża. Wtedy faktycznie czułam się fajnie w tym aspekcie.

" Czasami lepiej jest mieć 3/4 tortu niż nie mieć go w ogóle."

Mhh można i tak podejść.
Dla mnie brak harmonii, to brak harmonii. Tylko, czy Bóg by chciał abyśmy byli nie spełnieni? Zadowalali( choć się nie da) czymś gorszym, niższą jakością?
Rozumiem, że się podjęło różne decyzje kiedyś, ale podobno Bóg w swojej mądrości ma dla nas wszystko co potrzebne do spełnienia.
Tzn chciałabym w to wierzyć.
No i jeszcze pytanie: czy do spełnienia potrzeba realnie harmonijnego związku. Czy może chodzi o jakąś tam świadomość. Tak sie zastanawiam.
Nie chce życ przez kolejne kupę lat z poczuciem wewnetrznego glebokiego smutku, że nie moge sie spelnić w czymś dla mnie bardzo ważnym bo tego Bog dla mnie nie ma.
Co innego, życ bez tego ze swiadomoscia, ze to tylko obciązenia, na ktore sie zapracowalo, wystarczy sie od nich uwolnic( jak szybko zalezy juz tylko ode mnie) i już to mam. Ale wtedy czlowiek ma poczucie wlasnej mocy, decyzji, a takze faktycznie Boskiego wsparcia, ze to juz tylko nasz wybor.  A nie poczucie niemocy, bezsilnosci, bezsensu.

Jest jeszcze to, że kiedy Bóg nie ma dla mnie czegoś co mi potrzebne do spełnienia, bo nie ma takiej osoby, to zaczynam czuć zwątpienie w tą Boską doskonałość, oraz czuć się ograniczona decyzjami i intencjami innych ludzi, od których miałoby zależeć, czy coś dostane. To powoduje poczucie uzależnienia.
Równie dobrze mogę dalej sobie czekać aż połówek zechce coś w sobie uzdrowić i być ze mną. Tak jak robiłam to wiele wcieleń.
« Ostatnia zmiana: 2012-08-19, 15:39:15 wysłana przez Laka »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-08-19, 15:14:40 »
Nie każdy ma taką potrzebę związku.

Cytuj
Ciężko mi sobie też wyobrazić by być w dobrym związku i nie musieć się poświęcać, z czegoś rezygnować, ograniczać się wzajemnie w jakiś aspektach, by było neutralnie
Ale to już wtedy nie będzie dobry związek - ja dobry związek definiuje taki w którym jest mi dobrze, ale nie bardzo dobrze czy perfekcyjnie, bo po prostu pewnych rzeczy brakuje. No, ale to że czegoś brak czy coś nie jest doskonałe, nie znaczy jeszcze że musi się pojawić jakieś ograniczanie czy poświęcanie się.

Dla przykładu mogłoby chodzić o jakąś rozbieżność w zainteresowaniach(nie we wszystkich) - wtedy partnerzy kwestię jakiegoś hobby załatwiali by tak, że zajmowaliby się tym oddzielnie, niezależnie od siebie i po prostu nie wchodziliby sobie w drogę w tej kwestii. Mogliby odczuwać pewną chęć żeby móc to robić razem, ale i bez tego się czują dobrze, więc nie ma dramy, a jako że w pozostałych kwestiach jest super - to mają związek nie perfekcyjny, a jedynie bardzo dobry :)

A to już kwestia indywidualna, kto ile takich rozbieżności jest w stanie zaakceptować i wciąż widzieć sens w tworzeniu danego związku. Czasami lepiej jest mieć 3/4 tortu niż nie mieć go w ogóle.
« Ostatnia zmiana: 2012-08-19, 15:16:32 wysłana przez Clint »

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-08-19, 15:06:18 »
Clint

Może ja mam nieczyste intencje by zaakceptować w pełni związek, gdzie partner jest ze mną w 100% harmonii.
Może uległam manii, jaka się odgrywała na przestrzeni kilku lat na tym i na innym forum, idealnego partnera. Nie wykluczam tego.
Byłam w 3ch związkach w tym wcieleniu, gdzie była bardzo wysoka harmonia, zwłaszcza w energiach. W niektórych sprawach była średnia. I z doświadczenia wiem jakie odczucia miałam wtedy. Jak wyglądały te związki. W pierwszy taki poważny weszłam mając lat 15.
I nie czułam się spełniona. Co prawda wzorce przeszkadzały zapewne w tym, bo syf był i u mnie i drugiej osoby. Ale też czułam dysharmonię, taką której naprawić się nie da. Nie wyobrażam sobie czuć się w pełni spełniona w takim związku.
Z jednym z tych partnerów się przyjaźnie od wielu lat. Mamy fajną relację. Ale też nie mam wcale ochoty, ani on, by być w związku. Oboje czujemy, że nie będziemy w tym spełnieni.
Nie jestem zdesperowana by tworzyć jakikolwiek, nawet dobry związek, byle z kimś być. Nie czuję takiego pragnienia. Wiem, że to spełnienia mi nie da, a mam dość blisko harmonijne dość osoby, więc po co mi to?

Ciężko mi sobie też wyobrazić by być w dobrym związku i nie musieć się poświęcać, z czegoś rezygnować, ograniczać się wzajemnie w jakiś aspektach, by było neutralnie. Ja tego nie doświadczyłam.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-08-19, 14:52:21 »
Laka
Tylko jak gdzieś jest niepełna harmonia, to mogą być neutralne grunty, a nie musi od razu jakaś kłująca dysharmonia się pojawiać. Wtedy po prostu do tej perfekcji brakuje Ci, aby partner przejawiał to czy tamto, ale brak tego też Ci jakoś specjalne nie przeszkadza. Jest torcik, ale bez wisienki :)

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-08-19, 14:51:20 »
Indra
Podejrzewam że tak (najczęściej ale nie tylko) dzieje się w przypadku gdy dana relacja jest obciążona karmicznie, bądź gdy są wzorce typu DDA (które rzutują na postrzeganie osoby przy samym początku związku)

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-08-19, 14:48:39 »
Humm.. no i masz tu baboplacek :) Jakbym się zastanowił na chłopski rozum (swój) to dla mnie ta druga jest współlokatorką, z którą miło i przyjemnie spędzam czas (również intymnie, tak fizycznie jak duchowo) i z którą nie włazimy sobie wzajemnie na głowę:)

Ja w sumie od wczasów, gdzie zacząłem mieć natchnienie żeby tematem się zajmować i przyciąganiem partnerki, to już 2 kodowane połówki spotkałem:) Tyle że w pierwszej chwili już sobie zdawałem, że to nie to. Zdaję sobie sprawę że osoba którą obecnie przyciągam, jest ze mną karmicznie powiązana (nie jest to jakaś harmonijna świeżaczka której nie znam). Dopuszczam możliwość że ma nieco mniej beztroskie podejście ode mnie w tej chwili

Szczerze mówiąc, jakbym ja miał wchodzić w związek, który miałby potrwać jakąś tam chwilę i po nim byłyby następne, to ja bym nie był w stanie się w pełni angażować w coś takiego. Byłbym w stanie jedynie gdyby ten związek miał potencjał być docelowym, albo gdybym sobie nie zdawał sprawy że to nie to :)) No ale u mnie zdawanie sobie sprawy stoi wyżej w hierarchii wartości niż wchodzenie w związek.

W zasadzie - zdaję sobie sprawę że do przepracowania karmy z jakąś osobą (również związkowej i seksu) nie potrzeba wchodzić w relacje z tą osobą. No i wiem tez że czy osoba docelowa, czy niedocelowa to jak są brudy w środku to i tak wyjdą. No i  - na pewne rzeczy, wzorce i obciążenia dot. związku, mam nikłą szansę natrafić nie będąc w ogóle w związku z drugą osobą. Ja wyrażam nadzieję że, nie zaszkodzi przyciągnąć siebie już teraz i trochę pracy w przepracowywanie wzorców włożyć na początku (a potem pielęgnować to co pozytywne) i że w tym czasie nie zrazimy siebie nawzajem na tyle, by nie mieć ochoty wrócić do tego później, jak się już oboje ogarniemy:) Znając siebie wiem, że nawet jak druga osoba zrazi mnie do siebie, to gdy temat przerobi, nie budzi we mnie emocji i nie hamuję zdrowej relacji.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-08-19, 14:32:12 »
Indra

Mi wywala od jakiegoś czasu lęk przed tym. Że jednak Bóg może nikogo takiego nie mieć. Też  czynnik wolnej woli wchodzi w grę, gdy chodzi o realizowanie czegoś w swoim życiu, gdzie współtworzą to inni ludzie. Np praca załatwianie jakiś spraw.

Czuję więc wątpliwość, czy Bóg jest w stanie mi cokolwiek zapewnić, co dotyczy ludzi.
Bóg nie ingeruje w cudze intencje przecież, więc coś musi się dograć. Boję się, że to jednak nie jest tak, że ode mnie całe moje życie i spełnienie zależy. Ale też od innych ludzi, ich intencji, wzorców, poziomu świadomości. To trochę beznadziejne:(
A ja się chyba w temacie związku czuję najbardziej nie spełniona, reszta jest jakby mniejszej wagi. Do tej pory tłumaczyłam sobie, że to wywałki, mój brak świadomości. To mnie chyba najbardziej blokuje, z tego co widzę w sobie od jakiegoś czasu.

Mnie osobiście nie w pełni harmonijny związek nie satysfakcjonuje. To nawet jest bardziej przykre, bo z jednej strony ma się spore poczucie bliskości, harmonii, co podnosi wibracje, a z drugiej jest zimny prysznic, gdy te elementy dysharmonii zaczynają dawać o sobie znać.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-08-19, 14:04:36 »
Cytuj
Czy tylko ja mam przytłaczające wrażenie, że aby mieć jakiś w miarę normalny związek trzeba sie masakrycznie napracować, oczyszczać się latami, uzdrawiać tony w sobie i robić cuda na kiju, podczas gdy tak zwani "normalni" po prostu radzą sobie z tym samoistnie? jakoś nadal nie umiem rozgryzc tego fenomenu
Tylko jak ja patrzę na większość tych "normalnych" związków to już wolałbym być sam niż być takim nieświadomym człowiekiem, który tworzy z innym nieświadomym człowiekiem jakiś przypadkowy zlepek własnych problemów i obciążeń, nazywany związkiem.

A co do fizycznego braku partnerki to mi się zdaję, że w perspektywie długoterminowej zawsze się znajdzie ktoś na przynajmniej "dobry" związek - schody się mogą zacząć pewnie dopiero jak się już oczekuje "bardzo dobrego" albo wręcz "idealnego" związku, no bo to już partnerka musi porządnie harmonizować pod wieloma względami i rzeczywiście może zająć trochę czasu, zanim takowa się pojawi.

Osobiście na ten moment bym był zadowolony nawet z "dobrych", przejściowych związków gdyby nie było możliwości na lepszy w obecnej chwili, ale to wynika z moich potrzeb i nie każdy może mieć ochotę na coś takiego, woląc sobie poczekać na coś o klasę lepszego :)

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-08-19, 14:02:03 »
Leszek
W artykule, który zalinkowałeś jest to
"14.Przerażający lęk, że stworzenie związku z “połówką” doprowadzi do zatracenia tak ciężko wypracowanej przez wcielenia indywidualności"
Czy dobrze rozumiem-bycie w związku jest stratą części samej mnie wiec do wyboru jest kolokwialnie ujmując albo bycie w pelni sobą, albo ulomkiem z partnerem. Jak to przeafkować?I jeszcze skąd się to wzięlo-pytam bo żyję wśród ludzi, u ktorych ten wzorzec jest bardzo aktywny i wlaściwie przekazywany z pokolenia na pokolenie-wybrnęli z tego po swojemu-tworzą związki  nieharmonizujące bo jakąkolwiek harmonię traktują jako osobisty atak.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-08-19, 13:52:59 »
Laka@
No wlasnie, czyli jednak moze tak byc, ze Bóg nikogo dla nas nie ma. Malo pocieszające, ale pewnie trzeba to zaakceptowac

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-08-19, 13:35:57 »
Leszek

"2. Fizycznie nie było bardziej odpowiedniej partnerki. "
Czyli jednak może tak być.
To trochę przygnębiające...dla kogoś, kto chce związku.
Mi wychodzi ciągle, że mój połówek jedyny dla mnie, pomimo, że już to odreagowałam wiele razy. No i nie zapowiada się na dzień dzisiejszy by on coś przepracować w sobie w najbliższym czasie, nadal jest zaślepiony i głęboko chyba mnie nienawidzi.
Poza tym ta harmonia na wspólne bycie też nie jest jakaś rewelacyjna.
Ale nie czuję się już jakoś przywiązana do niego, ani tęsknoty. Akceptuję. Choć innego idealnego partnera nie ma.

Co do meteorytu, to byłam wczoraj w planetarium i była wystawka z kilkoma okazami. Od razu miałam ochotę stamtąd odejść.

Mógłbyś coś więcej napisać na ich temat, co to za wibracje, czy szkodliwe, czym takim one emanują?

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-08-19, 12:00:35 »
-to on mi musi pokazac,ze jestem wartosiowa,czyli nic nie musze robic
Ja bym to zinterpretowala-czyli bez niego będę nikim. Nic dziwnego, że po świecie chodzi tyle księżniczek pod maską parterstwa i emancypaci szukających jedynego Księcia, a wlaściwie giermka na posyki:D

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-08-19, 11:51:04 »
Semira
Mnie niedawno przyjaciółka zapytała, po co chciałabym mieć związek. Moja pierwsza myśl- dla przyjemności, chciałabym, żeby było po prostu przyjemnie. W dużej mierze chodzi mi o bliskość fizyczną, spełnienie w seksie, ale też przytulanie, trzymanie za rękę, wiesz, takie chwile bliskiej czułości. Fajnie byłoby też coś ugotować wspólnie z partnerem albo żebym ja mogła dla nas gotować, bo lubię to robić :) Do tego dochodzą też inne formy wspólnego spędzania czasu. Raczej nie myślałam o tym, żeby ktoś mnie uzdrawiał, wyciągał z kłopotów, itd. No ale może nie mam aż takiego wglądu w swoje podświadome supełki :))
Swoją drogą fajne ćwiczenie na tych warsztatach ciekawe.