"Może ja mam nieczyste intencje by zaakceptować w pełni związek, gdzie partner jest ze mną w 100% harmonii." Źle napisałam:
miało być w drugiej części zdania: gdzie partner NIE jest ze mną w 100%harmonii.
Clint
Rozumiem.
No ja właśnie czułam w tych poprzednich, że pewnych rzeczy mi brakuje. A chodzi mi o to by zaspokoić to poczucie braku. Dla mnie poczucie braku stoi w sprzeczności do spełnienia.
Wg mnie jakikolwiek brak harmonii to ograniczenie. Jeśli chodzi o zainteresowania tak jak piszesz, to miałam z moim jednym partnerem( tym z którym się przyjaźnie obecnie) 70%. Uważam, że to mało. To była chyba nasza najniższa z niezmiennych statystyka. Czuć to było wyraźnie. Jedna osoba przychodzi i się czymś cieszy, chce się podzielić i nagle czuje, że to drugiego wcale nie interesuje. Ok, może jeśli ta dysharmonia to 95%, czyli 5% to nie ma większego znaczenia. W tym przypadku miała.
To uważam zależy, jaka jest para w kwestii tego ile czasu chce ze sobą spędzać. Jeśli mało, to może im to nie przeszkadzać, bo każde zajmie się sobą w tym czasie. Ale ja jestem taka, że lubię bardzo dużo czasu spędzać z partnerem. I tutaj brak harmonii w tej kwestii nie przejdzie.
Mam też porównanie, gdy byłam w związku, gdzie harmonia spędzania czasu, co do ilości, ze sobą była 85% i jak się z tym źle czuliśmy oboje( mi było mało ciągle, a partner czuł się jakoś zobowiązany, presjonowany)i kolejny związek gdzie w ogóle nie było tego problemu, ja go nie odczuwałam, partner chyba też. Nawet tego nie badaliśmy, zmiana jakości była bardzo duża. Wtedy faktycznie czułam się fajnie w tym aspekcie.
" Czasami lepiej jest mieć 3/4 tortu niż nie mieć go w ogóle."
Mhh można i tak podejść.
Dla mnie brak harmonii, to brak harmonii. Tylko, czy Bóg by chciał abyśmy byli nie spełnieni? Zadowalali( choć się nie da) czymś gorszym, niższą jakością?
Rozumiem, że się podjęło różne decyzje kiedyś, ale podobno Bóg w swojej mądrości ma dla nas wszystko co potrzebne do spełnienia.
Tzn chciałabym w to wierzyć.
No i jeszcze pytanie: czy do spełnienia potrzeba realnie harmonijnego związku. Czy może chodzi o jakąś tam świadomość. Tak sie zastanawiam.
Nie chce życ przez kolejne kupę lat z poczuciem wewnetrznego glebokiego smutku, że nie moge sie spelnić w czymś dla mnie bardzo ważnym bo tego Bog dla mnie nie ma.
Co innego, życ bez tego ze swiadomoscia, ze to tylko obciązenia, na ktore sie zapracowalo, wystarczy sie od nich uwolnic( jak szybko zalezy juz tylko ode mnie) i już to mam. Ale wtedy czlowiek ma poczucie wlasnej mocy, decyzji, a takze faktycznie Boskiego wsparcia, ze to juz tylko nasz wybor. A nie poczucie niemocy, bezsilnosci, bezsensu.
Jest jeszcze to, że kiedy Bóg nie ma dla mnie czegoś co mi potrzebne do spełnienia, bo nie ma takiej osoby, to zaczynam czuć zwątpienie w tą Boską doskonałość, oraz czuć się ograniczona decyzjami i intencjami innych ludzi, od których miałoby zależeć, czy coś dostane. To powoduje poczucie uzależnienia.
Równie dobrze mogę dalej sobie czekać aż połówek zechce coś w sobie uzdrowić i być ze mną. Tak jak robiłam to wiele wcieleń.