Od pewnego czasu analizuję temat Jezusa. Dużo czytam i oglądam filmy dokumentalne związane z nim. Powoli dochodzę do wniosku, że taka postać w ogóle nie istniała. Na pewno był jakiś pierwowzór religijnego Jezusa i najprawdopodobniej nie tylko jeden. Jednak Jezus jakiego znamy z ewangelii, nie tylko tych 4 uznanych przez kościół, ale również apokryficznych, nigdy nie istniał. Po latach niewolnictwa w cesarstwie rzymskim przyszedł czas na poszukiwanie pocieszenia dla tysięcy ciemiężonych. Być może w II połowie I w. ktoś zaczął wspominać jak to jego dziad opowiadał mu o proroku czy mesjaszu, który chodził po świecie, uzdrawiał i nauczał ludzi o lepszym świecie i nagrodzie jak czeka maluczkich po śmierci. W tym czasie w cesarstwie rz. było wielu takich proroków. Mnóstwo ludzi mogło słyszeć o kimś takim. Przy silnym zapotrzebowaniu publicznym wystarczyła jedna taka opowieść, żeby została podchwycona i odpowiednio ubarwiona przez innych. Legenda zaczęła żyć własnym życiem, spisywana po latach przez zapaleńców. To było coś na kształt dzisiejszych teorii spiskowych, albo innych legend w postaci kosmitów, którzy za pomocą kosmicznych narzędzi stworzyli np. "czaszkę przeznaczenia" przed wieloma wiekami. Pomimo niekiedy dowodów naukowych wręcz na niemożność zajścia pewnych zdarzeń zgodnie z taką teorią, wielu ludzi święcie w nie wierzy. Wystarczy przeszukać internet. Takie teorie żyją własnym życiem. Dzisiaj w świetle nauki i techniki możemy bardzo wiele takich legend wyjaśnić, ale przed 2 tys. lat nie było takich możliwości, ani też woli u ludzi, którym bardzo podobało się uznać taką legendę za prawdę.
Wiem, że niektórzy użytkownicy forum korzystający z regresingu pamiętają Jezusa. Ta pamięć może pochodzić z wcieleń dewocyjnych, w których "wspominanie" Jezusa przed ołtarzem wznosiło się na szczyty emocjonalne. Emocje są prawdziwe, ale wspomnienia już niekoniecznie.