poledwica
To w dużej mierze kwestia intencji i nastawienia. Ja jak robię komuś sesje, to nie czuje w żadnym razie żeby mnie cudze problemy dotyczyły i miały na mnie jakiś większy wpływ - nie licząc oczywiście przypadków, kiedy to wychodzą komuś podobne problemy do moich i mi też wywali, ale ogólnie cudze emocje to cudze emocje - ja się mogę czuć dobrze nawet jak mi obok ktoś ryczy i przeżywa dramę.

W końcu robiąc komuś sesję, ja mam daną osobę prowadzić i wspierać, a nie się pod nią podłączać i czy brać cokolwiek na siebie.
Grunt się uwolnić od misjonarstwa i różnych toksycznych wyobrażeń o pomaganiu ludziom, wraz z poczuciem obowiązku, winy, przymusu, itd.