Tak sobie pomyślałam na temat tych wzorców ofiary i doszłam do wniosku, że chodzi Wam pewnie o to, że bronię ofiar.
Tak bronię, ale to dlatego, że dzielę ofiary na różne typy. I jak sam Leszek napisał poniżej prowokacją może być to, że
lekceważy się swoje prawa i interesy. Dla mnie nie jest to jakiś ciężki kaliber energetyczny coś tam swojego zlekceważyć, natomiast jest nim chęć wykorzystania kogoś, czy skrzywdzenia. To są już ciężkie, negatywne energie.
Oceniam po prostu po jakości ciężkich syfiastych energii.
Kiedyś Leszek pisał na forum, że najgorszą karmę zbiera agresor który zaatakuje niewinną istotę.
I jak w tym kontekście, uznając, że nie ma czegoś takiego jak niewinna ofiara, jak ta istota miałaby być niewinna? Bo wynika z tego, że każda ofiara musi być winna.
Tylko, że można dojść do wniosku, że jest ok gdy osoba toksyczna, która chce szkodzić innym, coś uzyskać kosztem czyimś jest w porządku gdy atakuje i jej się udaje. Bo osoba która staje się jej ofiarą, nie jest akurat "wyrachowana", nie spodziewa się ataku i w związku z tym obrywa. Albo nie jest zwyczajnie wytrenowana( jak ja) bo nie skupia się na atakowaniu innych i nie trenuje w tym. Bo jej się nawet nie chce na to tracić czasu i wchodzić w syfiaste energie.
Rozumiem, że są osoby które manipulują swoim byciem ofiarą by sprowokować, a potem dowalać. Ok, to jest obrzydliwe i wg mnie takie osoby mają więcej z kata niż ofiary w tym momencie. Bo to są konkretne syfiaste intencje i energie, mające na celu walkę i zemstę. Uważam, że znacznie cięższe niż jakaś tam podatność( wolę to słowo niż prowokacja, bo prowokacja to dla mnie aktywna chęć by kogoś rozdrażnić).
A uważam że ofiarą można stać się przez nieświadomość i czasem mogłoby się wydawać "szczytne" intencje jak np poddanie
się kodowaniu przez Przedwiecznych, bo uwierzyło się, ze dadzą ochronę( już wcześniej miało się negatywne przekonania wobec Boga), a chciało się pomóc bliskiej osobie, która była atakowana. Można powiedzieć że przez głupotę, nieświadomość, albo anielską niedoskonałość.
"robisz sobie furtki wyjscia, a co wtedy gdy klient chce rabat, a co wtedy gdy starsi zrzucają dziecko z hustawki.
Trochę jak wyrachowana ofiara, ktora przymusza kata do bycia katem."
I czy ja jestem wyrachowaną ofiarą, jak to napisała Iustitia, bo opisałam konkretne przykłady sytuacji, które wydają mi się bez
wyjścia?
Jakoś nikt nie podał konkretnej możliwości jaka taka osoba mogłaby być chroniona, np Boską ochroną. I jak takie mechanizmy
Boskiej ochrony działają. Tylko oceny mnie, że mam nieprzepracowany temat( tyle to chyba wiem, skoro piszę o tym jako problemie) i daleko mi do uzdrowienia. No hello.