Inga
Ja z moją samooceną gdybym nagle zaczęła mieć tabuny wielbicieli to bym chyba wykitowała emocjonalnie;). Albo by uderzyła woda sodowa albo jakieś inne wynaturzenie, którego nie przerabiałam, hehe. choć oczywiście zawsze skrycie o tym marzyłam, bo wydawąło mi się, że wtedy bym się dowartościowała. Teraz mam ambitniejszy cel-mieć samoocenę niezależną od wyglądu czy osiągnięć, ale nie znaczy to, że ten wygląd zaniedbam. Choć zanim samoocenę ruszę muszę jeszcze trochę poukładać sobie w głowie. Ale powoli czuję już temat.
Kiedyś raz miałam sytuację w pracy, jakiś rok temu, czyjeś pożegnanie, ubrałam się dosć normalnie, bo wiedziałam, że w kiecce czułabym się skrępowana w obecności tylu facetów-a powiem obiektywnie-jestem dość zgrabna i nie chciałam żeby się za bardzo gapili. Miałam powodzenie, może dlatego, że pochlali a ja miałam jeszcze wzorce bycia podrywaną przez pijaków, tzn prowokowania ich do podrywania mnie, ale czułam się z tym źle, nagle takie zainteresowanie mną, gdy we łbie taki młyn. żeby podkreślać swoje walory też trzeba mieć samoocenę żeby to umieć znieść, bo dawno dawno gdy się wypindrzałam i budziłam zainteresowanie czułam się z tym niewygodnie i zawstydzona.