Inga
To nie są wnioski wypływające z lektury moich ksiazek. To są wnioski wyciągnięte z wyrwanych z KONTEKSTU zdań.
Jesli ktoś jest przyzwyczajony do literatury fantazy, to potrafi przeczytać kilkuset stronicową ksiązkę, by wyciągnać z niej 1 mądre zdanie. Jeśli z tym przyzwyczajeniem podchodzi do lektury moich ksiązek, to pomija setki mądrych zdań, by wyciągnać 1 takie, które mu pasuje.
Wniosek: trzeba się nauczyć czytać ksiazki z dużą zawartością pozytywnych i mądrych treści, żeby się nie koncentrować na wyrwanych z kontekstu zdaniach.
"To, na czym koncentrujesz uwagę, wzrasta" - to prawo duchowe. Znają ją praktykujący hunę, hermetyzm czy ezoteryczne chrześcijaństwo.
Niezrozumienie tego prawa powoduje, że ludzie boją się negatywenych uczuć, negatywnych myśli i niepożadanych skojarzeń. Takie podejście owocuje tłumieniem i panicznym strachem przed regresingiem bądź rebirthingiem, podczas których negatywne myśli bądź emocje pojawiają się na kilka sekund lub minut i... odchodzą później w "siną dal". Dla nich przerażające jest to, że w ogóle się pojawiły i wytrąciły z błogiego przekonania o własnej "doskonałości czy czystości".
I co się dzieje? Co naprawdę dominuje u osób, które tak myślą?
Czy to jest pozytywne nastawienie?
Nie. Dominuje u nich strach przed negatywnymi myślami i uczuciami. A to prowadzi do powiększania się strachu przed negatywnymi myślami i uczuciami, a w konsekwencji samokontroli i tłumienia. Bo co pasiesz, to wzrasta.
Jakie widzę wyjście?
Zaakceptować że jesteś kim jesteś.
Ale kim jesteś?
Na pewno nie tym, z czym się na dziś identyfikujesz. A więc kim?
1. Naprawdę jesteś boską istotą, pełną miłości, radości szczęscia, bogactwa, światła, zdrowia itd.
Dlaczego tego nie czujesz? Dlaczego uważasz to za kłamstwo?
Bo... jesteś zakłamany i nie obchodzi Cię to, kim naprawdę jesteś. Obchodzi Cię to, co o tobie bredzą durnie (o, przeopraszam, na pewno nie chcę obrażać Twoich rodziców i nauczycieli, którzy cała negatywną samoocenę wmówili Ci dla Twojego "dobra", bo inaczej myśleć nie potrafili).
jeśli więc nie "zdradzisz" rodziny i wychowawcóe, to będziesz żyć w zakłamaniu "dla twojego dobra", to będziesz cały czas zdradzać siebie i swoje interesy!
2. To wszystko, co w Tobie złe, zawdzięczasz wpływom wychowawczym swego otoczenia oraz obciazeniom karmicznym. Walka z tym nie ma sensu. Sens ma uwalnianie się.
W celu zauważenia, jakim jesteś naprawdę, trzeba się nauczyć spoglądać na siebie tak, jak widzi Cie bóg. I tu zaczyna się jazda bez trzymanki, bo większośc ludzi bredzi na temat tego, jak Cię widzi Bóg. Wg nich "jesteś grzeszny, zły z natury, głupi, bezbożny, nie zasługujący... godny potępienia, kary mąk piekielnych itd. Tylko niczego dobrego! Tak właśnie wygląda przekonanie większości ludzi o tym, jak nas widzi Bóg. Ale to są głupoty ludzi nieświadomych prawdy. A Ty im może uwierzyłeś i powtarzasz je w "dobrej wierze".
W praktyce tylko w MEDYTACJI lub modlitwie kontemplacyjnej możesz rozpoznać, jak Cie widzi Bóg.
Co z tego wynika?
Jeśli chcesz cokolwiek uczynić dla poprawy swej kondycji, musisz przyjąć założenie, że
1. To, co w Tobie prawdziwe, jest naprawdę dobre.
2. TO, co złe, jest do usunięcia, ponieważ nie jest częścią Twojej prawdziwej natury.
Tu dochodzą punkty dodatkowe:
3. Walka z tym, co złe, wzmacnia to, co złe, a co więcej, sprzyja pogłębianiu sie zakłamania.
4. To, co dzięki wychowaniu i samowiedzy bazującej na kłamstwach (serwowanych Ci dla Twojego dobra), oceniasz negatywnie, moze się okazać pozytywne (np. seks, zarabianie pieniędzy, bogactwo materialne, łagodnosć, delikatność, radość życia itd.).
Wracając do tego, jak rozwiazywać problemy nie skupiając sie na nich:
Powyżej dałem przykład, jak sie to robi. KONCENTRUJEMY SIĘ NA ROZWIĄZANIU, a nie na pogłębianiu wiedzy o problemie.
"Nie mów Bogu, jak wielki jest twój problem.
Powiedz problemowi, jak wielki jest Twój Bóg".
Na pewnym etapie świadomosci rozwiązanie problemu w ogóle nie wydaje się możliwe. Dopiwro skoncentrowanie się na znalezieniu ROZWIĄZANIA, powoduje, że problem staje się możliwy do rozwiązania.
Np. straszenie, że seks jest zły, że prowadzi do niechcianych ciąży, że po świecie krążą nastolatki z "brzuchami" jest koncentrowaniem sie na problemie, ale wg straszących ma uchronić córki przed "złym" seksem. Podobnie komunikaty matki: "jak zrobisz jakiejś pannie dzieciaka, to ci jaja urwę", nie jest rozwiązaniem problemu, tylko kreacją stresu. Czyż nie lepiej uświadomić pociechy o skutecznej antykoncepcji?
No nie, w przekonaniu większości społeczenstwa to nie wchodzi w grę, bo antykoncepcja jest "złem" i dlatego dzieciaki "dla ich własnego dobra" straszy się grzechami i konsekwencjami popełnienia tych grzechów.
A pozytywnego rozwiązania nie widać.
Takie są presje społeczne. A jaka bedzie twoja praktyka?