Miałam dziś w nocy przedziwny sen teraz go składam w całość ale ucieka.
Moment , który pamiętam jako początek to pościg , w jakimś budynku, uciekałam przed jakimś facetem, jakby płatnym mordercą lub mścicielem. Nie mam pojęcia czym zawiniłam, najwyraźniej naruszyłam jakieś tajne informacje albo widziałam ze dużo, tak sobie to tłumaczyłam uciekając przez kolejny korytarz , mijając jakichś ludzi i wreszcie na wybiegającą z lewej strony kobietę w białym fartuchu jakby lekarkę, poczułam, ze ona jest silna i wie o co chodzi i udzieli mi odpowiedzi, ukryje mnie ale w chwilę po ten mściciel ją bez słowa zastrzelił. Przemknęło mi przez myśl, że zamknął mi ostatnią bramę wiedzy i że nikt mi już nie pomoże, że teraz zginę , uciekałam jeszcze kawałek aż wyrosła przede mną ślepa uliczka , zdząyłam pomyslec jaką torturą mnie wykończy i czy coś powie, ale ten ktoś zbliżał się powoli jakby napawając się tą chwilą i zmuszając mnie tym samym do otwarcia okna z melcznego szkła w scianie ktore nagle się ukazało, okno miało jedną przesuwną szybę, kiedy znalazłam się po drugiej stronie budynku , trzymałam ledwo za jakiś uchwyt , było wysoko i gdybym spadła zabiłabym się pewnie , ten typ już pewny , że mnie załatwił zasuwał szybę i przez zmniejszający się lufcik patrzył z satysfakcją. Tymczasem gdzieś za nim z korzytarza już słychać było głosy nadbiegających ludzi , więc on musiał się schować i wycofać. A ja jednak zdecydowałam się odskoczyć od muru budynku w dół , wcale nie okazało się tak wysoko i nic sobie nie złamałam , mogłam uciec, czułam na sobie wzrok tego typa, który jakimś cudem wiedział, którędy uciekam, przebiegałam jakąś ruchliwą ulicę z torami tramwajowymi. Pomyslałam- rety gdzie teraz?! Wbiegłam do podziemi , tam jeździły pociągi, miałam w palnie szybko do któregoś wsiąść i jechać obojętne w którym kierunku. Serce ze strachu, że ten ktoś depcze mi po piętach waliło że ho ho. I nagle widzę siebie w tym śnie jak zwalniam kroku i robię coś mega dziwnego, wybieram się na zakupy , zdobywam nowe ubrania żeby mnie nie rozpoznał po ciuchach, ale robię to wolno na tyle, że wiem , że on już jest w tym podziemiu i ...własnie włascicielka zamyka sklep a ten mój kat - ścigacz wchodzi powoli , rozmawia z ekspedientka i ni spuszcza mnie z oczu, wie, że tym razem to już koniec. Nie wypuści mnie poki nie bedzie pewny , że mnie zabił. JA wychodzę z tego sklepu i idę z tłumem, podhcodze do kasy bieltowej, kupuję bilet na pociąg, a ten drab stoi ramię w ramię przy mnie odwrócony przodem i patrzy, napawa się sukcesem i łapanką. A ja nabieram dziwnej odwagi , niespodziewanie dostrzegam, że nie jestem sama, że trzymam za rękę małą dziewczynkę, może 10 letnią, przecież nie mam córki myslę ale kiedy podjeżdża pociąg wsiadam razem z nią. ten ktoś tez wsiada. I tu klasyka takiego ściagania jak w filmach

z wagonu do wagonu aż się wkurzam i sama zaczynam iść do prześladowcy, on nie ukrywa zdziwienia, stoimy naprzeciw siebie, mówię coś w stylu- no i co, teraz już mnie zabijesz? A on mięknie i czuję od niego straszną samotność i zmęczenie i rodzi się jakaś więź, nie wiem czy dalej podróżujemy razem czy nie bo już świadomość musiała wracać do reala, pobudka.