Autor Wątek: Jak Cię widzą inni, jak widzisz się Ty?  (Przeczytany 12990 razy)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-27, 14:41:17 »
Felicite

Na tym zdjeciu przypominasz mi Anie Popek-ta dziennikarke:))

Semira, no faktycznie podobnie :D
Ale na żywca nie ma między nami podobieństwa ;P :))


Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-27, 14:39:50 »
Indra - tak, nad akceptacją cudzych sposobów przejawiania się pracuję. :)
Nie sądzę jednak, by irytacja takimi zachowaniami wynikała akurat z wyparcia czy odrzucenia jakiejś części mnie - to nie zawsze jest takie proste - takie zachowanie jest dla mnie całkiem obce, jeśli chodzi o mnie samą, nigdy w ten sposób nie działałam. Bardziej prawdopodobne, ze może chodzić o to, ze jeszcze jak przejawiałam silne wzorce ofiary, to tego typu osoby próbowały wmawiać mi, że mam się ich słuchać, mam działać dla nich swoim kosztem, wypierając się wtedy siebie samej, swoich przekonań, swoich odczuć - i kiedy się buntowałam, że nie zrobię tego, co na mnie wymuszają, to wmawiały mi że jestem w takim razie głupsza, gorsza itp.

Na pewno warto, bym zaakceptowała te emocje, jakie wtedy czułam i potem puściła je do końca. Pracuję tez nad pełną akceptacją siebie z tamtego czasu. Czyli myślę, ze samo nakręcenie i wkurzenie raczej wynika z ówczesnego tłumienia w sobie emocji, których wtedy nie pokazywałam.

Czy coś jeszcze komuś się nasuwa, co warto zrobić?

Hydrozagadka,
to ja dodam coś od siebie :)
Przede wszystkim chcę zaznaczyć, że to, co napiszę nie wyklucza Twoich wniosków co do wzorca ofiary, czy wpisu Indry o wyciąganiu na wierzch stłumionych emocji, bo ja widzę tę kwestię tak samo jak Wy (i też w pierszej kolejności "stawiam na emocje"), atraktuję ją wielowymiarowo, tak więc uważam, że jedno z drugim (i trzecim, i czwartym ;p) ściśle się łączy.
No ale skupię się tylko na jednym aspekcie tej sprawy, nie umniejszając oczywiście innym jej aspektom, które są tak samo ważne (a nawet może ważniejsze pod tym względem, że warto się nimi zająć na początku).

Mianowicie moim zdaniem irytacja jakimiś zachowaniami zawsze wynika (ale nie tylko i wyłącznie) z wyparcia czy odrzucenia jakiejś części siebie.
Tylko, że to nie wygląda w ten sposób, że skoro coś mnie denerwuje, tzn. że ja sama muszę to w sobie mieć w tej samej postaci (na to już zwróciła uwagę Indra).
Ja to widzę w ten sposób, że można tutaj wyróżnić 4 rożne sytuacje (a może i więcej, ale ja na ten moment dostrzegam tylko te 4):

1) Kiedy to, co nas denerwuje faktycznie jest w nas w zbliżonych rozmiarach. Można to nazwać prostą zasadą lustra, kiedy lusterko dokładnie odbija to, co jest w nas.
Przykład: Żonaty, praktykujący katolik przespał się z kimś pod wpływem alkoholu. Wstydzi się tego, chce o tym zapomnieć, dlatego kolą go w oczy (irytują) zdrady małżeńskie innych (bo przypominają mu o tym, że jest grzeszny).
2) Kiedy to, co nas denerwuje jest w nas, ale na małą (dużo mniejszą niż to, co nas irytuje) skalę.
Przykład: Denerwuje nas to, że ktoś się wywyższa poprzez to, że narzuca nam swoje zdanie (to też jest wywyższanie, bo ten ktoś uznaje, że jego zdanie jest lepsze).
To może oznaczać, że my sami w jakichś sytuacjach się wywyższamy narzucając swoje zdanie innym.
A kto z nas tego nie robi? Praktycznie każdy, bo każdy czegoś lub kogoś nie akceptuje. A nie akceptowanie to nic innego niż rodzaj wywyższania się. Na zasadzie: ma być tak, a nie inaczej, a skoro jest inaczej, to ja tego nie akceptuję (czyli ja wiem lepiej, moje zdanie jest lepsze).
Można to robić w stosunku do innych, ale też w stosunku do samego siebie. Np. wtedy, gdy upieramy się przy jakimś pomyśle, nie zwracając uwagi na to, co Bóg ma dla nas. Wtedy nasze ego narzuca nam swoje zdanie. Nie akceptuje tego, co ma dla nas Bóg w nas.
3) Kiedy to, co nas irytuje nie występuje w nas, ale irytuje ze względu na naszą awersję do tego (a mam do tego niechęć, bo tylko podejrzewam, że to jest u mnie).
Przykład: Mam awersję do plotkowania, nie cierpię plotek, plotkarzy, odrzuca mnie to. Dlaczego? Bo nie akceptuję plotkary w sobie. Oceniam to jako złe i tak się tego boję, że nawet nie chcę sprawdzić, czy faktycznie to w sobie mam. Nie pozwalam sobie na to, więc jak sprawdzić czy to lubię, czy nie?
No i w ten sposób jestem podświadomie przekonana, że coś musi we mnie z tego być i dlatego tak bardzo denerwuje mnie to u innych.
Na to nie ma innej rady, niż przekonanie się czy faktycznie to mam, czyli pozwolenie sobie na to.
Zauważyłam, że z wieloma rzeczami tak jest: boimy się, ze coś mamy w sobie, boimy się tego ruszać, bo boimy się tego, że faktycznie to może w nas być. I co wtedy, gdy okaże się, ze jestem zła? Koniec świata ;) I to nas trzyma w nieświadomości naszej prawdziwej natury. To dlatego trzymamy się wyparcie, jak koła ratunkowego.
To dlatego warto zaakceptować siebie z wszelkimi ułomnościami, wadami, czy rzeczami, które oceniamy jako negatywne, tymi które są i tymi, co do których mamy tylko wyobrażenie że są. Jak się je zaakceptuje, to się okaże, że ich nie ma. A te które były też prędzej czy później sobie pójdą :)
4) Kiedy tego, co nas denerwuje nie ma już w nas, ale nie wybaczyliśmy sobie tego (czyli nadal tego nie akceptujemy, mamy do tego awersję).

Warto też pamiętać o tym, że to co nas denerwuje, nie musi przejawiać się u nas dokładnie tak, jak u tego kogoś, kto nas wkurza. To może pojawiać się w zupełnie innej postaci, dlatego czasem można tego nie skojarzyć.
Np. w niechęci do plotkarstwa może chodzić zupełnie o coś innego, niż samo obgadywanie kogoś.
Może mi się nie podobać to, że plotkarze bardziej zajmują się innymi, niż swoimi sprawami (swoimi problemami)
Tak jest np. z głupotą. Denerwuje mnie głupota u ludzi. Czy to znaczy, że sama jestem głupia? Nie. Trzeba zastanowić się, co dla mnie oznacza głupota. I wyjdzie szydło z worka :)
U kogoś innego może więc denerwować brak inteligencji, bo to przypomina mi o tym, że też głupio postępuję. Zamiast zajmować się sobą, zajmuję się innymi, co dla mnie jest głupotą nie do zaakceptowania (u siebie, a więc także u innych, tylko że w innej postaci).
Tak więć biorąc powyższe pod uwagę, można utworzyć jeszcze więcej grup ;) No ale nie chodzi o to, żeby to robić, a o to, żeby pokazać, że zasada lustra jest dużo bardziej skomplikowana i wielowymiarowa niż to wygląda na pierwszy rzyt oka :)

Podsumowując - jeśli czegoś nie akceptuję w sobie, to nie jestem w stanie zaakceptować tego u innych.
Dlatego najpierw warto zająć się sobą, a wtedy reszta, czyli akceptacja innych przyjdzie sama.

Heh, ale bardzo trudno dostrzec w sobie to, czego nie widać i o czym jesteśmy przekonani, że tego nie ma. Dlatego moim zdaniem nie warto zakładać, że czegoś nie ma.
Mnie pomaga coś takiego: dopuszczam możliwość istnienia czegoś, co mi się w sobie nie podoba,  czego się boję, ale wcale nie muszę się tym zajmować, jeśli nie chcę. Nie muszę tego akceptować, ani przeciwnie: wstydzić się tego, czy z tym walczyć. Niczego nie muszę. Niech sobie jest.
Zauważyłam, że jeśli nie mam do tego negatywnego stosunku, nie mam konkretnych oczekiwań wobec siebie, to wtedy łatwiej dopuszczam prawdę o sobie (a na początek wszystko to, co nie jest prawdą o mnie :). A zauważenie czegoś, co nie jest mną jest pierwszym krokiem do zmiany :)

I co jeszcze jest ważne, moim zdaniem. Nauczyć się dostrzegać analogię, podobieństwo między faktami, rzeczami, zjawiskami. W tym bardzo pomaga syntetyczny umysł, prawa półkula (bo to ona łączy ze sobą pewne fakty). Dlatego warto dopuścić ją do głosu :)

A teraz na swoim przykładzie pokażę, jak bardzo umysł (czyli w zasadzie ja) potrafi być zaślepiony.
Ostatnio (tzn. już dość długo) pracuję nad akceptacją siebie i innych z wadami, niedoskonałościami, często o tym piszę (Marek mówi, że aż do znudzenia ;), stosuję to wobec siebie i innych.
I wydawałoby się, że jest ok, bo bardzo staram się nie popędzać innych w ich rozwoju. Że powinnam zaakceptować ich tempo przerabiania pewnych wzorców, bo przecież doskonale wiem, że każdy ma różne w odniesieniu do różnych wzorców. Jednemu idzie szybciej jedno, a w czym innym może być sto lat za murzynami ;) i na odwrót.
Bardzo nie lubię, gdy ktoś wywiera na mnie presje, że powinnam coś zrobić szybciej (bo tak jak jest, nie jest ok). I dlatego też staram się nikogo nie popędzać, akceptuję tempo innych. Tzn. tak mi się ZDAWAŁO do wczoraj, hehe.
Zaczęłam to drążyć (a inspiracją były wpisy w tym wątku osób, które też popędzały innych. Przy okazji: Dziękuję Wam za Waszą szczerość :*). Mianowicie założyłam, że skoro mnie to denerwuje, tzn. że ja też to robię w odniesieniu do innych.
Zaczęłam pytać: Gdzie ja to robię, w jakim obszarze swojego życia? No i przyszło olśnienie. Robiłam to nawet na forum, wobec (co najmniej) jednej osoby, do której nawet rzadko pisałam, bo czułam, że mnie nie lubi (więc nie chciałam się narzucać ze swoimi radami). Teraz nie dziwię się dlaczego tak właśnie było/jest. To ja nie akceptowałam jej tempa zmagania się ze wzorcami, z którymi ja poradziłam sobie szybciej (i od niej podświadomie wymagałam tego samego).
i jeszcze się dziwiłam, skąd taka niechęć? A ona była zupełnie uzasadniona :)
Przepraszam wszystkich, u których nie akceptowałam czegoś, co oceniałam negatywnie. Przepraszam również siebie, bo sobie robiłam to samo.
Nie twierdzę, że od tej pory będę wszystko akceptować (bo to niemożliwe), ale będę starała się być bardziej uważna :))

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-07-26, 19:34:30 »
Indra, dzięki :)*

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-26, 19:32:34 »
No własnie to miałam na myśli. Jasne, że nie zawsze to jest takie proste, że jeśli coś drażni u kogoś, to ma się identycznie to samo. Czasem ma sie po prostu coś, co rezonuje z tymi nielubianymi wzorcami u innych- w tym przypadku może własnie jakieś wzorce ofiary u Ciebie zahaczają o wzorce wywyższania się/narzucania swojej opinii u innych i dochodzi do zgrzytu.
Zapewne takie sytuacje Ci się odgrywają po to, abyś miała ponownie na wierzchu te słumione w przeszłości emocje, abyś mogła wejśc z nimi w kontakt, zaakceptwać i puścić je.
 Czego oczywiście życzę Ci z całego serca :)  Pracujesz nad tym, więc na pewno temat zostanie wkrótce oczyszczony.

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-07-26, 19:27:15 »
Indra - tak, nad akceptacją cudzych sposobów przejawiania się pracuję. :)
Nie sądzę jednak, by irytacja takimi zachowaniami wynikała akurat z wyparcia czy odrzucenia jakiejś części mnie - to nie zawsze jest takie proste - takie zachowanie jest dla mnie całkiem obce, jeśli chodzi o mnie samą, nigdy w ten sposób nie działałam. Bardziej prawdopodobne, ze może chodzić o to, ze jeszcze jak przejawiałam silne wzorce ofiary, to tego typu osoby próbowały wmawiać mi, że mam się ich słuchać, mam działać dla nich swoim kosztem, wypierając się wtedy siebie samej, swoich przekonań, swoich odczuć - i kiedy się buntowałam, że nie zrobię tego, co na mnie wymuszają, to wmawiały mi że jestem w takim razie głupsza, gorsza itp.

Na pewno warto, bym zaakceptowała te emocje, jakie wtedy czułam i potem puściła je do końca. Pracuję tez nad pełną akceptacją siebie z tamtego czasu. Czyli myślę, ze samo nakręcenie i wkurzenie raczej wynika z ówczesnego tłumienia w sobie emocji, których wtedy nie pokazywałam.

Czy coś jeszcze komuś się nasuwa, co warto zrobić?
« Ostatnia zmiana: 2012-07-26, 19:29:32 wysłana przez hydrozagadka »

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-26, 19:07:15 »
Asiu
 Chyba najłatwiej po prostu zaakceptować cudze sposoby przejawiania się, cudze wzorce, a pośrednio siebie- bo ta irytacja pokazuje Ci, że jakiejś cześci siebie się wypierasz i odrzucasz, a ona rezonuje z tymi wzorcami u innych

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-07-26, 18:59:57 »
Olga :*

Też to w sobie lubię i doceniam :) - szczególnie to, że nie mam potrzeby udawać osoby nieomylnej, wszechwiedzącej i zawsze mającej we wszystkim rację.

To, że przyznam się do popełnionego błędu, kiedy go popełnię, lub nie będę ukrywać, że coś mi wywaliło - jest w porządku, nie wpływa negatywnie na moją wartość. Wolę taką postawę, niż udawanie, że jest się świętym, wiecznie pokrzywdzonym przez wszystkich i niezrozumianym człowiekiem, który sądzi, że problemy w większości leżą na zewnątrz, a nigdy w nim - zatem do błędu się nie przyzna, zarówno przed samym sobą, jak i nie daj boże;) - przed innymi.

Napisałam to, bo wiem, ze nadal mnie oba te typy osób irytują (zarówno ci nieomylni-wszechwiedzący, jak i ci święci-pokrzywdzeni). I zastanawiam się jak najskuteczniej pozbyć się tej irytacji, sprawić, ze nie będą mnie już ich postawy obchodzić, dotykać ani wkurzać.
« Ostatnia zmiana: 2012-07-26, 19:03:28 wysłana przez hydrozagadka »

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-07-26, 18:00:42 »
Felicite

Na tym zdjeciu przypominasz mi Anie Popek-ta dziennikarke:))

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-26, 15:58:43 »
Lukasz, domyślam się :)) Bo ja też tego doświadczyłam i nadal doświadczam :P
Zauważyłam, że taka nauka na własnych błędach ma dla mnie bardzo dużą wartość, więc dziękuję, że mi przypomniałeś o takim podejściu do pisania na forum. Postanowiłam, że teraz będę tak robić częściej :))*

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-07-26, 15:44:38 »
Hania :)
Nawet nie wiesz ile razy żałowałem tego co napisałem :P no ale to właśnie na tym polega żeby pozwolić sobie także na popełnianie błędów, aby móc się na nich uczyć.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-26, 15:28:26 »
Lukasz, u mnie wygląda to bardzo podobnie :)
Tyle że ja czasem redaguję swoje teksty, czasem nawet dłużej zastanawiam się nad nimi, ale to dlatego, że w ten sposób się uczę, czy porządkuję sobie pewne kwestie.

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-07-26, 14:38:13 »
Ja już tak się zebrało wszystkim, to od siebie napiszę, piszę tu na tym forum w tej chwili tylko dlatego że mam lekcje do odrobienia. To co piszę jest wyłącznie dla mnie, a lubię pisać wszystko, potem mogę zobaczyć co we mnie jest. Bez ogródek przyznaje że przed sobą  że w niektórych tematach jestem bardzo przyzwoitym poziome, a w pewnych leżę bardzo nisko. Pozwolenie sobie na na pisanie tego co  czuje bez zastanawiania się czy to sensowe, pozwala mi bezpośrednio patrzeć na to trzeba uzdrawiać dalej. Można było by pisać i w trakcie redagować sensowność, żeby dla innych miało to wartość, ale powiem szczerze ja piszę dla siebie na swój użytek więc piszę jak leci.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-26, 14:18:11 »
Jakoś czuję, że ten wątek pomaga mi zrozumieć/przepracowac temat ego-ja  a ego-inni. Tylko jeszcze nie umiem tego połączyć. Cos mi świta, że osoby /ktorych poznanie jest bliskie i mnie, a moje ego jest przy nich bezpieczne/ rzeczywiście rozumiem i podoba mi się ich przejawianie/wyrażanie. Natomiast jeśli ego-ja nie jest bezpieczne przy ego-innych wtedy zaczyna się problem i obojętnie jak to nazwę niezrozumieniem, odmiennością, wplywaniem, ciąganiem  to na tą chwilę jest to nie do rozwiązania. Dlugo tkwilam przy przekonaniu, że to rożnica w rozwoju. Chyba jednak niekoniecznie. Czas to zrobić:)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-07-26, 11:31:21 »
Przyznam się że ja też jedną osobę z tego forum tak poganiałam do rozwoju że aż się poróżniłyśmy. A teraz ona sama doszła do tego że chce to robić co ja jej przedtem chciałam wmusić na siłę.
Sama się tym zainteresowała i sama chce spróbować.
Takie coś uświadamia że potrzebna jest cierpliwość, pokora i wiara w drugiego człowieka.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-26, 10:19:32 »
Jak już następuje hurtowe przyznawanie się do błędów, to i ja dorzucę swoje 3 grosze.
Po poniedziałkowej wywalance zauważyłam, że mam tendencję wobec niektórych osób do poganiania ich w rozwoju, oczekiwania, że zastosują się do wskazówek i niecierpliwość, czemu nie chcą tego zrobić lub czemu idzie im to tak wolno, przecież im to pomoże.
Zapominam, ze każdy mam swoją ścieżkę i swój czas. Nie wiem jeszcze czemu to działa wobec tylko niektórych osób. Chyba jakaś misja ratowania mi się uruchamia.

Także od teraz wrzucam na luz i nikogo nie będę poganiać :)