Jakoś nie kojarzę w arystokracji dużo wzorców białoastralnych, ani historycznie, ani współcześnie.
Przeważnie biały astral to oddzielna sprawa, bo inne cele i intencje, nawet gdy ktoś ma w karmie jedno i drugie.
Zresztą arystokracja (zależy która) potrafiła też dużo dobrego wnieść w społeczeństwo, nie tylko wzorce, ale np. dbałość o kulturę, o prawo, reformowanie mające na celu poprawę w społeczeństwie, co jest w sprzeczności z wzorcami białoastralnymi.
Wystarczy wziąć za przykład kobiety-arystokratki w Polsce z okresu rozbiorów, często bardzo szlachetne życiorysy i dużo mądrych społecznie decyzji.
Warto nie mylić wysokiej samooceny u innych, gdzie czasem własna siada, gdy jest niższa, z tym jaki ktoś jest realnie, czy jest to tylko projekcja własnych wyobrażeń i oczekiwań o co komuś chodzi.
Pamiętam jak mi czasami siadała samoocena jak byłam przed RD przy kobietach (w sumie dziewczynach wtedy, bo też byłam nastolatką) ze zdrowym poczuciem własnej wartości (i tylko wiedziałam, że to mój problem i stąd moje zahamowania w wyrażaniu się, że są lepsze, wg mojego ego). A jak inaczej się działo przy sztucznych gwiazdach, czyli takich co grały gwiazdy, żeby się dowartościować, bo nie czuły się ważne i wyjątkowe wbrew pozorom. Przy tych drugich, to raczej włączało się poczucie, że grają kogoś kim nie są i że chcą kontrolować innych, żeby im nikt nie wszedł w ich teatr.
Teraz jedne i drugie niech sobie żyją i nic to nie robi, bo z pierwszymi fajny kontakt, a z drugimi bez wpływu na mnie, neutralnie.
Niektóre osoby uznałabym jednak za prawdziwe gwiazdy, gdy się rozświetlają naturalnie, cudownie:)
Znam osobę, która jest przyjazna, ciepła, akceptująca i bez sztuczności, a czasem mówi o swoich zachowaniach "bo ja taka gwiazda" (och co wy ze mną macie) i sama się z tego śmieje i to tylko wskazuje na uczenie się przez samoświadomość i akceptację. A dominuje w niej otwartość, inteligencja , elokwencja, kontaktowość i zadowolenie z życia.