Autor Wątek: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej  (Przeczytany 17872 razy)

Freefalling

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 09:04:16 »
"Do perfekcji rozwinęły niedopuszczania do siebie uczuć; dziecko może ich doświadczać jedynie wówczas, kiedy w jego otoczeniu jest osoba, która akceptuje je wraz z jego uczuciami, rozumie je i chce mu towarzyszyć. Jeżeli takiej osoby nie ma, jeżeli dziecko boi się, że może utracić miłość matki bądź kogoś, kto ją zastępuje, to nie może doświadczać tych najbardziej naturalnych reakcji emocjonalnych „dla samego siebie”, w samotności, lecz musi je wyprzeć. Pozostają one jednak zachowane jako informacje nagromadzone w ciele. "

Takie informacje nagromadzone w ciele właśnie na bieżąco odczytuję-negatywne uzdrawiam,pozytywne pielęgnuję...Zauważyłam,że właściwie to tylko ciało zostało mi do porozumienia ze sobą samą,tak skutecznie odcięłam się od siebie...Totalnie się zakłamałam i schowałam w sobie...

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 08:57:17 »
"Podstawowe oznaki współuzależnienia
• Nadmierne poczucie dumy z powodu samokontroli.
• Budowanie poczucia własnej wartości na tym, czy inni chcą pozostawać w relacjach z wami.
• Poczucie odpowiedzialności za spełnienie potrzeb innych osób, nawet kosztem rezygnacji z własnych pragnień.
• Nadmierne wykorzystywanie zaprzeczania, szczególnie wobec własnych potrzeb i uczuć.
• Poświęcenie własnej tożsamości na rzecz ochrony sekretów.
• Zmienianie siebie, żeby zadowolić innych.
• Słabe poczucie własnej wartości.
• Napędzanie przez zachowania kompulsywne.
• Nadużywanie środków odurzających.
• Próby kontrolowania innych za pomocą miłości lub gniewu.
• Poświęcenie swojego prawdziwego „ja”, aby utrzymać nienaruszoną fasadę fałszywego „ja”.
• Choroby powiązane ze stresem"

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 08:54:14 »
"Jeśli rodzice są zbyt pochłonięci własnym piciem lub partnerem alkoholikiem, aby poświęcać uwagę dzieciom, to jest wielce
prawdopodobne, że w późniejszym życiu nie będą one potrafiły uznać siebie za wartościowych. Wdowa, która twierdziła, że po stracie partnera jest niczym, zademonstrowała przerażającą utratę poczucia własnej wartości, charakterystyczną dla współuzależnionych.
Gdy jesteście współuzależnieni, zadowalacie ludzi, ponieważ uważacie, że nikt nie będzie chciał być z wami, jeśli przestaniecie służyć innym. Wciąż czujecie, że musicie zapracować na miłość i zaniedbujecie własne potrzeby, bowiem uważacie siebie za zbyt mało wartych, aby zasługiwać na spełnienie osobistych potrzeb."

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 01:36:24 »
"Wyparcie doświadczonych w przeszłości krzywd skłania np. wielu ludzi do niszczenia zarówno życia innych, jak i własnego, do podpalania domów obcokrajowców i innowierców, do mściwych działań pod szyldem „patriotyzmu”, aby ukryć rozpacz udręczonego dziecka. Inni zadają tortury, których sami byli ofiarami, jak np. w sektach biczowników i wszelkich innych kultach cierpienia, gdzie praktyki sadomasochistyczne uznawane są za drogę przynoszącą wyzwolenie. Są kobiety, które przekłuwają sobie brodawki piersiowe, wieszają na nich kolczyki, pozwalają się fotografować prasie i opowiadają z dumą, że nie odczuwają najmniejszego bólu, że sprawia im to nawet przyjemność. Nie można powątpiewać w szczerość tych wypowiedzi, gdyż kobiety te musiały bardzo wcześnie nauczyć się nie odczuwać bólu. Dziś gotowe są na wszystko, byle tylko nie czuć cierpienia małej dziewczynki, wykorzystywanej seksualnie przez ojca, która musiała przekonać samą siebie, że sprawia jej to przyjemność. Kobieta wykorzystywana seksualnie jako dziecko, która wyparła swoją dziecięcą rzeczywistość i nauczyła się nie odczuwać bólu, nieustannie ucieka przed tym, co się kiedyś wydarzyło – przy pomocy mężczyzn, sukcesów, alkoholu, narkotyków itp. Stale potrzebuje „silnych wrażeń”, aby nie dopuścić do pojawienia się „nudy”, aby nie pozwolić sobie nawet na sekundę spokoju, w której mogłaby poczuć palącą samotność swej dziecięcej rzeczywistości, gdyż obawia się tego uczucia bardziej niż śmierci. Chyba że miała szczęście i okazję nauczenia się, że świadome przeżycie dziecięcych uczuć nie zabija, lecz wyzwala. "

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 01:22:16 »
"W ciągu kilkudziesięciu lat pracy terapeutycznej wciąż miałam do czynienia z dziecięcym losem, bardzo typowym dla osób wybierających zawód, który polega na pomaganiu innym.
1.   Matce brak było poczucia emocjonalnego bezpieczeństwa i jej uczuciowa równowaga zależała od określonego zachowania i sposobu bycia dziecka. Niepewność często ukrywała przed dzieckiem i resztą otoczenia za twardą, autorytarną, wręcz totalitarną fasadą.
2.   Dziecko natomiast wykazywało zdumiewającą zdolność do intuicyjnego, a więc również nieświadomego wyczuwania matki lub obojga rodziców i odpowiadania na nie, tzn. przyjmowania nieświadomie przeznaczonej mu funkcji.
3.   W ten sposób dziecko zapewniało sobie „miłość” rodziców. Czuło, że jest potrzebne, i to nadawało jego życiu sens. Nieustannie rozbudowując i doskonaląc umiejętność przystosowywania się, takie dzieci stają się w końcu nie tylko matkami (zaufanymi, pocieszycielami, doradcami i oparciem) swoich matek, ale przejmują również odpowiedzialność za rodzeństwo i wykształcają w sobie szczególną wrażliwość, dzięki której rozpoznają potrzeby innych ludzi. Nie należy się więc dziwić, że później często obierają zawód psychoterapeuty. Czy ktoś kto nie miał takiego dzieciństwa, byłby gotów przez cały dzień odgadywać, co rozgrywa się w nieświadomości drugiego człowieka? W rozwijaniu i doskonaleniu tej zróżnicowanej wrażliwości, która kiedyś pomogła przeżyć dziecku, i która skłania dorosłego do przyjmowania roli osoby pomagającej, odnajdujemy również źródło zaburzenia. Zaburzenie powoduje, że osoba pomagająca próbuje zaspokajać swoje niespełnione dziecięce potrzeby poprzez osoby zastępcze."

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 01:18:46 »
"Wczesne przystosowanie się niemowlęcia zmusza je do wyparcia swoich potrzeb: miłości, szacunku, echa, zrozumienia, uczestnictwa i odzwierciedlenia. To samo odnosi się do emocjonalnych reakcji na głębokie rozczarowania, skutkiem zaś jest niemożność doświadczania w dzieciństwie, a później w wieku dorosłym, określonych uczuć (takich, jak np. zazdrość, zawiść, złość, poczucie opuszczenia, bezsilność, lęk). Jest to tym bardziej tragiczne, że dotyczy ludzi, zdolnych do odczuwania zróżnicowanych emocji. Zauważamy to kiedy opisują wolne od lęku i bólu doświadczenia swego dzieciństwa. Najczęściej są one związane z przyrodą: gdyż tylko tu dzieci mogą odczuwać nie raniąc rodziców, nie niepokojąc ich, nie uszczuplając ich władzy ani nie naruszając ich poczucia równowagi. Jednak te niesłychanie uważne i wrażliwe dzieci, które dokładnie pamiętają, jak np. w wieku czterech lat odkryły słoneczne światło odbijające się w kropelkach rosy na trawie, jako ośmiolatki niczego nie zauważyły u swojej brzemiennej matki, a ciążą nie interesowały się w najmniejszym stopniu. Do perfekcji rozwinęły niedopuszczania do siebie uczuć; dziecko może ich doświadczać jedynie wówczas, kiedy w jego otoczeniu jest osoba, która akceptuje je wraz z jego uczuciami, rozumie je i chce mu towarzyszyć. Jeżeli takiej osoby nie ma, jeżeli dziecko boi się, że może utracić miłość matki bądź kogoś, kto ją zastępuje, to nie może doświadczać tych najbardziej naturalnych reakcji emocjonalnych „dla samego siebie”, w samotności, lecz musi je wyprzeć. Pozostają one jednak zachowane jako informacje nagromadzone w ciele. "

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 01:14:52 »
"Przystosowanie się do potrzeb rodziców dysfunkcyjnych prowadzi często do osobowości „jak gdyby” (as if personality) lub tego, co określane jest jako fałszywe ja. Człowiek wykształca w sobie postawę, dzięki której na zewnątrz pokazuje jedynie to, czego się od niego oczekuje, i w końcu całkowicie się z tym stapia. Jego prawdziwe Ja nie może się rozwijać i różnicować, gdyż nie ma praca zaistnieć. Nic dziwnego, że tacy pacjenci skarżą się na uczucie pustki, bezsensu, braku miejsca; albowiem pustka ta jest realna. Naprawdę doszło do wydrenowania, zubożenia, częściowego zabicia własnych możliwości. Integralność dziecka została głęboko zraniona, a tym samym odcięto to, co w nim żywe i spontaniczne.'

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 00:07:03 »
C.D. wywyższającego się
"Skuteczna technika, bo ciężko zza surowej miny czy pewnego tonu wypowiedzi dopatrzeć sie niezadowolenia z siebie i wstydu zakrywanego przez wywyżdzającego się
Koszty wywyższania się
- powoduje w relacjach zamknięcie, pozorność, nastawienie na obronę przed poniżeniem
- wzbudza dużo zlości, irytacji nie wiedząc czemu przecież jego jest lepsze



Reasumując
Te taktyki obronne przyjęte najczęściej w dzieciństwie przekształcają sie w strategie życiowe a nawet stają się czymś więcej-częścią nastawienia do życia, charakteru, zdawaloby się integralną częścia jego samego. Zwykle Ci, co się bardzo wstydzą zajmują jedną z 2 pozycji życiowych
-pasywna-typowa szara myszka, siedząca w kącie, starają się nie pokazywać, nie wyróżniać, schowani przed życiem i ludźmi robią wszystko by ich nie zauważyć by uniknąć sytuacji, w której będą musieli się wstydzić. Niektórzy chętnie wtopiliby się w tło lub zniknęli, co oczywiście nie jest możliwe
-aktywna-niedopuszczenie swojego wstydu do głosu-z pozoru bardzo pewni siebie, jednak niepokojąco często to podkreślają. Na ogól lubią zawstydzać innych i są mistrzami w umniejszaniu [-->typowy przykład nauczyciela czy profesora, który zamiast krotko odpowiedzieć uczniowi wyglosi tyradę, z czego powinien skorzystać i na ktorym wykładzie uczeń nie byl, a nawet jeśli był to nie zrozumial jakże banalnie prostego przekazu z tego wykładu]"
« Ostatnia zmiana: 2012-07-22, 00:14:44 wysłana przez Iustitia »

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-21, 23:56:49 »
C.D.
"6. Nałogowe zachowania-pozwalają nie kontaktować się ze wstydem lub niekontaktować się aż tak mocno gdyż każde absorbuje, wciaga świadomość. Nawet niekiedy-jak na kacu doświadcza sie niemiłych przeżyc. Pozwalają natomiast na odwrócenie się od wlasnych deficytów czyli od wstydu.
Niektore koszty
- marnienie i ubożenie dziedzin życia niezwiązanych z nałogiem
- uzależnienie dyktuje zachowania dalekie od troski i miłosci-2 opcje-albo odchodzą osoby bliskie, albo ta osoba jest traktowana jak nieobecna-jest niezapraszana, a jej zachowania nie wywolują żadnej reakcji
-koszty zdrowotne
-koszty finansowe
-koszty duchowe i moralne -gdy na rzecz nalogu burzona jest dotychczasowa struktura moralna"

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-21, 23:48:48 »
C.D.
"5. Wywyższanie się poniżanie innych-bardzo popularna technika. Polega na mówieniu lub dawaniu do zrozumienia, że moje jest lepsze od twojego. Zawstydzacze mają nadmiernie krytyczne nastawienie do osoby, ktorą zawstydzają. Ciągle obserwują  ażeby wynaleźć błedy i szybko je wytknąć. Są oburzone prozpozycjami rozmow wprost czy na audytorium obiektywnym, potrzebne jest im "urobione" audytorium, a gdy audytorium milczy są przekonane, ze audytorium się z nimi zgadza. Wiedzą, jak najłatwiej zranić partnera i używają tych informacji, żeby w razie konfliktu zaatakować. Specjalizuja się w okazywaniu pogardy i lekceważenia pod płaszczykami wzniosłymi [np. z miłości, z troski wypominanie przy każdej okazji  zbraku merytorycznych argumentów]Preferują rozmowy oparte na braku metytorycznych argumentow sprowadzając rozmowę do wypominania i w rezultacie kolejnego lekceważenia. Aktywnie szukają możliwości poniżenia innej osoby przez podkreślenie jej niedostatku. Krótko mówiąc zawstydzacze aktywnie poszukują możliwości pomniejszenia wartości ludzi wokól siebie po to, żeby czuć się lepiej ze sobą.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-21, 23:30:46 »
C.D>
"4.Perfekcjonizm-ten mechanizm oparty jest na zalożeniu "spróbuję wszystko zrobić idealnie, żeby nie mieć się czego wstydzić". Jedną z postaci perfekcjonizmu jest próba postępowania tak, żeby wszyscy byli zadowoleni "będę taka jaką chcecie, żebym była"
Koszty
-stałe zmęczenie-to normalne przy nieustannym wspinaniu się "pod górkę i na palce" akceptacji innych
-usilując sprostać wymaganiom pozbywamy się luzu, spontaniczności i bycia sobą
-życie w ciąglym zagrożeniu, że się nie uda i zamiast szóstki będzie marna piątka, albo ktoś w końcu zobaczy nas prawdziwych i opowie innym za jaką fasadą żyjemy
-perfekcjoniści zazwyczaj skoncentrowani są na sobie-więc wlaściwie albo tworzą wysrubowane normy kogo dopuszczają, a kogo nie, a ich więzi są ograniczone-nie jets możliwe bycie w pelni empatycznym jeśli glównym celem jest koncentracja by znów wypaść najlepiej"

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-21, 23:20:36 »
C.D>
" 3. Złość-zamieniamy na nią wstyd, gdy ten zaczyna sie do nas zbliżać. Zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy uparcie trzymajac się przekonania, że rzeczywiście zdarzylo się coś, co zasluguje na nasz gniew. Tymczasem to my odgrywamy schemat wyparcia wstydu prowokując sytuacje, w których obiektywnie mamy prawo rozlościć się i explodować

  Człowiek zarażony toksycznym wstydem jest przeraźliwie samotny
Koszty
-skutecznie trzymamy wszystkich na odleglość-tu również nie psychicznie nie ma wyboru, skoro każdy może być zagrożeniem to nie ma dla nas nikogo bliskiego
-gdy często wybuchamy zlościa-najbliżsi się nas boją, a strach skutecznie zamraża atmosferę w relacjach nie pozwalając się przebić np. serdeczności czy ciepłu
-"ci którzy lączą wstyd z furią mogą stać sie sprawcami przemocy w slowach i czynach. Atakując innych bronią wlasnego kruchego poczucia tożsamości"-Potter-Efron"

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-21, 23:11:39 »
C.D.
"2 Wycofanie - zaczynamy unikać miejsc, ludzi czy sytuacji narażajacych nas na przeżycie wstydu-albo rezygnujemy z gory przeczuwajac, gdzie wstyd może nas dopasć

Koszty
-zmniejszamy swoje szanse tracac z góry ważne dla siebie możliwości i kontakty. Tym bardziej, że oczekujemy zawsze czegoś znacznie gorszego od realnego zagrożenia: nawyk ucieczki dziala nawet wtedy, gdy jesteśmy jedynymi przekonanymi o zagrożeniu mimo, że projektowana przez nas sytuacja w tym konkretnym czasie oparta na wstydzie w ogole by sie nie zdarzyła lub mialaby charakter epizodyczny
-pozbawiamy sami siebie bliskich serdecznych kontaktów z innymi silnie przeżywajac wciąż jak wypadniemy w oczach innych blokujemy siebie. Gdy się wycofujemy- unikamy wstydu, ale tracimy też bliskość i serdeczne relacje."

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-21, 23:01:45 »
"Jak bronimy się przed wstydem
1. Zaprzeczanie -usuwamy wstyd z pola widzenia, przestajemy się nim zajmować, odcinamy się niejako udajac przed samymi sobą, że go nie ma i rzeczywiście po pewnym czasie przestajemy go zauważać, z nawet odczuwać
Koszty, jakie ponosimy
-utrata zdolności odczuwania innych uczuc. Psychika nie jest w stanie dokonać takiego cięcia nie jest możliwe wybiórcze cięcie i nie da się wykasować tylko tego co chcemy-zawsze efektem jest odrętwienie lub zamrożenie także tych uczuć, ktore chcielibysmy przeżywać, np. milości czy radości
-tracimy energię-to bardzo męczące koncentrować się na tym by nie czuć, nie słyszeć czy nie myśleć o tym co nas naprawde boli
 Osoba pogrążona w zaprzeczeniach sama powoduje, że staje się ślepa na wszystko, co dobrego mógłby dać jej wstyd. Za życie w zaprzeczeniach niestety placi sie wysoką cenę. Możemy ignorować rzeczywistość /chociażby wybielając nasze przeszle zachowania czy przeszłe zachowania rodziców, ale to nie sprawi, że uwierzymy i poczujemy, że tak wyglądalo nasze dzieciństwo jak sobie to wybieliliśmy.
-tracimy orientacje w rzeczywistości, zatracamy zdolność do podejmowania decyzji i dokonywania zmian--> bo ja można przeciwstawić się zawstydzeniu z zewnątrz, jeśli go nie odbieramy i pozornie ono nam nie przeszkadza?"

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-21, 22:44:20 »
Moglam wpisać na początku-chcę w tym wątku przedstawic wszystko, co ma korzenie w dzieciństwie, a co stanowi indywidualny bagaż doświadczeń rzutujący na dorosłe życie. Jeśli Ktokolwiek ma podobne materiały i chce udostępnić-z chęcią poczytam:)