Takie luźne refleksje z ostatniego czasu:
Trochę przyjrzałem się relacjom z rodzicami. To, co dostrzegłem spowodowało pewne zmiany w moim nastawieniu do nich. Kiedyś widząc ich intencje, często jeszcze z dawnych wcieleń, oceniałem wszystko zdecydowanie jednoznacznie: coś było dobre- pozytywne wobec mnie lub złe - negatywne. Moja postawa wobec nich była więc oceniająca, coś na zasadzie sędziego, który kieruje się samą sprawiedliwością.
Co się zmieniło w moim postrzeganiu? Rozmowa dużo może wyjaśnić i wyjaśniła. Nie oceniam ich tak surowo i krytycznie jak do tej pory. Przeszłość była jaka była, co do niej się nie mylę, bo dobrze ją poznałem, ale żyjemy teraz w nowych warunkach stąd też i inne sprawy się nawarstwiły i tym samym relacja stała się bardziej złożona.
Postawa rodziców wobec dziecka przejawia się w wychowaniu, które w ich przekonaniu najczęściej jest/powinna być/ wyrazem miłości i poświęcenia się. Im naprawdę wydaje się, że bardzo kochają (tylko mają swój sposób wyrażania tej miłości i pojmowania- to już mój komentarz). Są pełni różnych przekonań, jak sami byli wychowywani, jakie wzorce mieli wokół siebie, tradycje, doświadczenie, lęki...
Czasem oddali by życie, żeby na siłę wtłoczyć dziecku ich własne rozumienie szczęścia, jakiego dziecko według nich właśnie potrzebuje. Kiedy dziecko nie chce ich słuchać reagują różnie, najczęściej martwią się bo wydaje im się, że ono źle wybrało.
Może jeszcze inna postawa rodzica. Kiedyś, gdy było w zwyczaju, że dzieci się musztrowało, rodzic był przekonany, że to jest najlepszy sposób dobrego wychowania. Tylko w ten sposób można wychować dzieci na porządnych ludzi. Właśnie rózgą i karaniem, żeby były pokorne i posłuszne. Teraz czasy się zmieniły, ale rodzic ma w podświadomości dalej te programy. Teraz wobec dzieci, unowocześnia swoje metody wychowawcze i już ich nie bije i nie ćwiczy jak kiedyś, ale używa różnych innych sposobów i manipulacji, żeby mieć pełną kontrolę. Jest np. surowy, niedostępny, zdystansowany, zimny, żeby się nie spoufalać. Dziecko boi się zbyt surowego rodzica, brakuje mu bezpieczeństwa, nie ma poczucia, że jest chciane i kochane.
Często rodzice działają mechanicznie jak zaprogramowani. Twierdzą, że dzieci są dla nich największym skarbem, a zachowują się często jakby one były dla nich kłopotem. Gdyby im to powiedzieć wprost, postawili by oczy w słup i stanowczo zaprzeczyli. Przecież my was bardzo kochamy. Ale deklaracje to jedno a działanie drugie. Często nie ma w tym świadomej obłudy, to jest rozbieżność, nieuświadomiona, mechaniczna, wynikająca z przyzwyczajenia, wpływu emocji itd. Czy trzeba podtrzymywać żale i pretensje do kogoś, kto nie jest kimś doskonałym i idealnym wychowawcą, bo jest człowiekiem żyjącym w ignorancji, błądzącym i uczącym się na swoich błędach?
Jak więc odbieram rodziców? Mam więcej wyrozumiałości, zrozumienia. Widzę w nich zwykłych ludzi i nie wymagam cudów i doskonałości. Nie mieli przygotowania pedagogicznego, nie studiowali psychologii. Działali na miarę swojej wiedzy, swoich możliwości, zdolności. Nade wszystko przekazywali to, co im przekazano i jak ich wychowano.
Do tego wszystkiego doszły moje intencje, czyli wybór takich a nie innych rodziców, z takimi a nie innymi wzorcami. W zasadzie to ja sam swoimi wzorcami i intencjami wykreowałem i dalej kreuję sobie relację z rodzicami, oni traktują mnie zgodnie z moimi intencjami i oczekiwaniami.