Autor Wątek: Relacje rodziców z dziećmi  (Przeczytany 83543 razy)

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-08-24, 09:26:43 »
Kurde, mam jakieś głębokie poczucie winy, że nie potrafię jej pomóc. Ona upada, a mi pozostaje jedynie na to patrzeć, bo nic nie mogę zrobić wbrew jej woli...

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-08-24, 00:33:17 »
Moja mama przyjechała mnie odwiedzić, już po paru minutach miałam jej dość, a co dopiero pod koniec dnia. Ma tak silne wzorce prowokacji żeby ją zgnoić, że na prawdę trzeba się starać żeby tego nie robić. Zostaje opcja olać ją totalnie albo próbować nie reagować.
Doszłam do wniosku, że w ogóle nie potrzebuję kontaktu bezpośredniego z moją mamą, nawet telefoniczny wystarczałby mi raz na miesiąc, ale z uprzejmości odbieram od niej telefony.
Jesteśmy zupełnie inne, chodzi nam o coś innego w życiu. Ona próbuje za wszelką cenę zostać tam gdzie jest, jednocześnie licząc, że coś się zmieni w jej życiu. Tylko jeszcze nie kuma, że to niemożliwe. Kiedyś próbowałam się z nią dogadywać na siłę i nazywałam to miłością, teraz mnie ta relacja mocno męczy.

To typ osoby, która powtarza w kółko to samo, oczekując innego rezultatu (za fb ;)). Ja wymiękam.
Wcześniej miałam poczucie winy, kiedy stanowczo mówiłam jej co ma do uzdrowienia, bo się wtedy robiła jak bezbronne dziecko, łzy w oczach i rozpacz. Tyle, że z nią się nie da inaczej. Jest jak beton. Tysiąc razy próbowałam do niej dotrzeć, pomóc jej, ale to jest awykonalne. Prosiłam Leszka, ale jej opór na zmiany jest zbyt duży. Widocznie musi dostać jeszcze w dupę.
Staramy się z rodzeństwem jej pomóc rozwiązać nieciekawą sytuację i materialną i z moim ojcem, ale jak ona coś wymyśli, to nic tylko płakać. I dlatego sytuacja stoi w miejscu, a ona ciągle ucieka w sen, niestety przez brak działania sama siebie powoli wkopuje i resztę rodziny zresztą też.
Jakaś część mnie jeszcze się irytuje pod jej kątem, a inna jeszcze czuje się winna, że tak ją traktuję. Może to ma mnie zmotywować by w pełni uzdrowić z nią relację...


Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-08-18, 20:54:36 »
Mnie zdumiewa jak często rodziny bronią się przed uzdrowieniem. Moja wlasna mama wpętala się w poważną chorobe dwukrotnie by tylko mnie zatrzymać. Dopiero jak zobaczyla, jak to na nią wplywa -to Ona wszak miala bolesne zabiegi zdecydowala sie wyzdrowieć wprawiając tym w oslupienie lekarzy:)szybkość intencji uzdrowienia i materializacja efektow zaskakująca:)Dopiero teraz jest milość, luz, spokoj:)A jeśli placzemy to ze smiechu jak dzisiaj nad obiadem:)

MariuszEro

  • Wiadomości: 298
  • Płeć: Mężczyzna
  • Mariusz Dziemianczuk Regreser:regresing,rebirthing, praca z oddechem,pozytywne myslenie,EFT
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-08-18, 19:34:03 »
Rodzice uparci, z dużym dda, to niestety zadne wsparcie. Przyzwyczajenie do grania w poczucie winy, wpedzanie w rolę ofiary to czesto jedyne wzorce "dogadywania sie" z ludzmi, którzy maja odmienne zdanie!

Taka rodzina zna nasze bolesne wspomnienia, i czesto tylko szuka tematu, aby wywolac emocje. Jak sie ktos poplacze, zasmuci, to jest satysfakcja, chec dalszego naciskania, az do wybuchu emocji. To bywa jedyny sposob na wyrazenie tak skrajnych odczuc. Emocje nie sa dopuszczalne.
Sytuacja ataku, agresji daje szanse rozladowywania frustracji, a wyzwolenie sie z roli ofiary, bezradnosci, wybuchem emocjonalnym wyrywa z otępienia, i transu ofiary.
Te schematy sa odtwarzane czesto codziennie. Poziom frustracji naszego spoleczenstwa jest ogromny, wiec projektowanie na dziecko swego niezadowolenie przychodzi wyjatkowo latwo. To przeciez "normalna" sprawa ponarzekac na kogokolwiek.  Narzekaja na Kubice, politykow, sportowcow, i co wiadome wiedza lepiej od samego trenera, dlaczego nie poszlo tak jak powinno ;)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-08-18, 19:15:49 »
Ciężko nie oceniać rodziny, jeśli zarzuca się jej wyrządzenie krzywd i zmarnowanie większego etapu życia. Myślę, że takie pełne zrozumienia patrzenie na rodzinę związane jest z wybaczeniem. Bez wybaczania istnieje zbyt wiele zaślepień emocjami i dojrzałe reagowanie bywa utrudnione. Ja wciąż czuję się uwikłana. Wiem, że zmiany zależą wyłącznie od ich dobrej woli, w przypadku jej braku pozostaną w swoim bagienku. Przywykłam, aby ich pilnować i brać odpowiedzialność za cierpienie. Trudno mi z tego wyjść, gdyż wychowano mnie w poczuciu winy. Lata przeznaczyłam na próby zrozumienia mojej rodziny, wybielenia jej, usprawiedliwiania. Stosowałam sporo mechanizmów obronnych, aby poradzić sobie z moim żalem. Broniłam się przed tym, aby nie obwinić,a tym samym na siłę zrozumieć. Przyszedł czas, gdy chciałam wyrzucić z siebie moje cierpienie, całą agresję, które wcześniej objęte były kontrolą. Dopiero po takim wybuchu, przepracowaniu tematu z samą sobą doswiadczyłam zrozumienia i mam mniejsza tendencję do oceniania. Myślę, że to jest tak: Im bardziej samodzielne życie, dystans, tym większa możliwość takiej interpretacji zachowań rodziny - możliwość, aby patrzeć pozytywniej, swobodniej, z większą akceptacją. Nie każdemu się to udaje. Zależy kto komu ile zalazł za skórę. Im dalej przebywam od rodziny, tym łatwiej mi o odczucia miłości, przebaczenie, zrozumienie - słabsze ocenianie. Mój pobyt w rodzinnym domu związany jest z wybuchami emocjonalnymi, tak jakbym musiała zejść na ich poziom, zdenerwować się, pokrzyczeć. Zmuszają mnie do tego swoimi problemami i cierpieniem. Wtedy nie potrafię się kontrolować. Rodzina staje się winna, ponieważ czuję się ofiarą tego systemu. Jakbym była jedynie efektem bezradnego wychowania. Nie mówiąc już o tym, że narazie wracam do domu jedynie z poczucia winy, z poczucia przymusu czy obowiązku.
Gdy jest konflikt emocjonalny nie pomaga świadmość, że rodzice mieli ciężko, że się poświecali, że próbowali wychować mnie jak najlepiej. Im więcej wybaczam i im lepiej radzę sobie w życiu - tym prościej mi ich zrozumieć i zaakceptować. To proces wymagający w wielu przypadkach czasu.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-08-18, 12:31:02 »
Takie luźne refleksje z ostatniego czasu:
Trochę przyjrzałem się relacjom z rodzicami. To, co dostrzegłem spowodowało pewne zmiany w moim nastawieniu do nich. Kiedyś widząc ich intencje, często jeszcze z dawnych wcieleń, oceniałem wszystko zdecydowanie jednoznacznie: coś było dobre- pozytywne wobec mnie lub złe - negatywne. Moja postawa wobec nich była więc oceniająca, coś na zasadzie sędziego, który kieruje się samą sprawiedliwością.
Co się zmieniło w moim postrzeganiu? Rozmowa dużo może wyjaśnić i wyjaśniła. Nie oceniam ich tak surowo i krytycznie jak do tej pory. Przeszłość była jaka była, co do niej się nie mylę, bo dobrze ją poznałem, ale żyjemy teraz w nowych warunkach stąd też i inne sprawy się nawarstwiły i tym samym relacja stała się bardziej złożona.
Postawa rodziców wobec dziecka przejawia się w wychowaniu, które w ich przekonaniu najczęściej jest/powinna być/ wyrazem miłości i poświęcenia się. Im naprawdę wydaje się, że bardzo kochają (tylko mają swój sposób wyrażania tej miłości i pojmowania- to już mój komentarz). Są pełni różnych przekonań, jak sami byli wychowywani, jakie wzorce mieli wokół siebie, tradycje, doświadczenie, lęki... 
Czasem oddali by życie, żeby na siłę wtłoczyć dziecku ich własne rozumienie szczęścia, jakiego dziecko według nich właśnie potrzebuje. Kiedy dziecko nie chce ich słuchać reagują różnie, najczęściej martwią się bo wydaje im się, że ono źle wybrało.
Może jeszcze inna postawa rodzica. Kiedyś, gdy było w zwyczaju, że dzieci się musztrowało, rodzic był przekonany, że to jest najlepszy sposób dobrego wychowania. Tylko w ten sposób można wychować dzieci na porządnych ludzi. Właśnie rózgą i karaniem, żeby były pokorne i posłuszne. Teraz czasy się zmieniły, ale rodzic ma w podświadomości dalej te programy. Teraz wobec dzieci, unowocześnia swoje metody wychowawcze i już ich nie bije i nie ćwiczy jak kiedyś, ale używa różnych innych sposobów i  manipulacji, żeby mieć pełną kontrolę. Jest np. surowy, niedostępny, zdystansowany, zimny, żeby się nie spoufalać. Dziecko boi się zbyt surowego rodzica, brakuje mu bezpieczeństwa, nie ma poczucia, że jest chciane i kochane.
Często rodzice działają mechanicznie jak zaprogramowani. Twierdzą, że dzieci są dla nich największym skarbem, a zachowują się często jakby one były dla nich kłopotem. Gdyby im to powiedzieć wprost, postawili by oczy w słup i stanowczo zaprzeczyli. Przecież my was bardzo kochamy. Ale deklaracje to jedno a działanie drugie. Często nie ma w tym świadomej obłudy, to jest rozbieżność, nieuświadomiona, mechaniczna, wynikająca z przyzwyczajenia, wpływu emocji itd. Czy trzeba podtrzymywać żale i pretensje do kogoś, kto nie jest kimś doskonałym i idealnym wychowawcą, bo jest człowiekiem żyjącym w ignorancji, błądzącym i uczącym się na swoich błędach?
Jak więc odbieram rodziców? Mam więcej wyrozumiałości, zrozumienia. Widzę w nich zwykłych ludzi i nie wymagam cudów i doskonałości. Nie mieli przygotowania pedagogicznego, nie studiowali psychologii. Działali na miarę swojej wiedzy, swoich możliwości, zdolności. Nade wszystko przekazywali to, co im przekazano i jak ich wychowano.   
Do tego wszystkiego doszły moje intencje, czyli wybór takich a nie innych rodziców, z takimi a nie innymi wzorcami. W zasadzie to ja sam swoimi wzorcami i intencjami wykreowałem i dalej kreuję sobie relację z rodzicami, oni traktują mnie zgodnie z moimi intencjami i oczekiwaniami. 

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-08, 12:46:14 »
Łukasz

Mhh może być. To by mogło tłumaczyć, moje ostatnio zainteresowanie,  na ile mam harmonie z dzieckiem, tak ogólnie. Kiedyś wahałam wiele lat temu i pamietam, że bylo duzo. W energiach. On też bardzo lubi mojego połówka. Chyba mają podobną karme. Do dziś o niego pyta i się chce kontaktować. Pytał mnie nawet, co ja mu takiego strasznego zrobiłam, że sie tak obraził i tak długo mu nie przechodzi i się nie odzywa;)

Tak sobie myślę teraz, ze albo to dotyczy wibracji harmonijnych z moją, albo faktycznie wibracji tych kodów. Dlatego wyszlo przy afkach na harmonie i milosc.
Dzięki za podpowiedzi:)

Buddha_Lounge

  • Gość
[#]   « 2012-06-08, 03:24:24 »
Archanioły kodowały podprogowo różne rzeczy musiała Cie nieprzytomnosc złapać odarchanielska i niezauważyłaś tam są całe pakiety poddańczości i że masz latać za połówkiem i odpokutowywać różne zeczy misjonować mu, ale tak na prawde to ma dotyczyć wszystkich z określoną wibracją no i widocznie Twój dzieciak ma podobne kody jak "połówek" i jemu latasz i misjonujesz, ale tak an prawdę chyba z nim też masz taką inicjację i On Cię kodował w to ze sobą jak już szukałas swojego tak mi sie wydaje na teraz, znaczy później wykorzystał. Coś gdzies tak w ten deseń, ale późno już więc nie jest przesłane harmonijnie.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-08, 00:19:18 »
Łukasz

Wow, a Ty co? Jasnowidz;D?

Wlasnie jestem po sesji, i wyszly mi inicjacje z polowkiem;) Moze nie ten watek ale powiazane.
Juz wiem skad moje pragnienie koscielnego slubu  w bialej sukni. Otóż kiedyś ktoś, po długich jazdach rozdzielających mnie i połówka, powiedział nam, że możemy być razem szczesliwi jesli tylko chcemy. A mielismy juz dosc, tesknilismy za sobą, za bliskościa, harmonią i miloscią ze sobą. No i powiedział to ...archanioł. To bylo tym bardziej  zaskakujaco pokrzepiajace, ze zwykle wkrecaly nam cos odwrotnego, atakowaly i inne takie rozdzielajace od siebie na wzajem i Boga. A tu nagle uslyszalam, ze przeciez Bóg nas stworzyl idealnych dla siebie, jestesmy dla siebie i razem mozemy wrocic. Lataliśmy ze szczescia:) No i przeszlismy inicjacje ala małżeńsko-połówkową. Był w tym kodowany symbol nieskończoności, że to niby my. Że razem zeszlismy i razem ze sobą, juz polaczeni  wrocimy. Takie nasze przeznaczenie. Że nawet jesli ktores jest zaniza to to drugie i tak bedzie gdzies obok i samemu rozwijajac sie bedzie automatycznie podnosic to drugie, az sie zgramy w koncu, predzej czy pozniej i wrocimy razem. No i ja to chyba praktykuję. Zachwycona bylam ta piekna wizją i Boską łaskawościa. Niestety nic nie bylo o wolnej woli, intencjach...
No i  potem skoczylo sie tragicznie, bo pojawila sie pewna anielica, ktorej tak bardzo spodobala sie nasza harmonia i bliskosc, ze zapragnela byc na moim miejcu... wtedy odezwaly sie tez nieczyste intencje, pokodowala mnie i jego i on uznajac w zaslepieniu i nieprzytomnosci, ze mu przeszkadzam , zabil mnie podzynajac mi gardlo.
Od tego czasu ja gdzies pś bardzo pragnelam slubu, dla mnie symbol pojednania i powrotu do Boga, no i jeszcze te biale szatki, skojarzone z bardzo wysokimi energiami.  No a z drugiej strony totalne zamkniecie, szok, skreslenie polowka i brak zaufania, odrzucanie go. Bo ta sytuacja dla mnie przekreslila wszystko.

Wstalam z sesji wlaczylam kompa i widze Twoj wpis:) Nie bardzo rozumiem jakie ma to przelozenie na relacje z dzieckiem, jak mialoby sie przekladac.

Jeszcze co wyszlo to to, ze obwinialam siebie, polowka i Boga za podjete decyzje dotyczace zejscia, ale glownie to materii i wszystkiego co z nia zwiazane. Doszlam do tego, ze aby byc z polowkiem i wrocic do dawnej harmonii i Boga,  zaczelam sie obwiniac i odrzucac wszystko co doprowadzilo do tego, ze sie oddzielilismy, co nas poróżniolo: cala materialnosc( bo jak pamietam ja pierwsza zeszlam w materie, a on za mna). Zaczelam sie tego wyrzekac.
Czyli cos w stylu powrot do Boga wg bialych.


Buddha_Lounge

  • Gość
[#]   « 2012-06-07, 23:23:07 »
Laka
Z dzieciakiem to masz misje ratowania wspierania i ogólnie spełniania wszystkich zachcianek małego archaniołka, odtwarza Ci się relacja z tzw "połówkiem" kodowania i jakby odgrywasz to teraz w związku z dzieckiem. Późniejsze wyobrażenia i wzorce społeczne to tylko nakładka i jak puścisz przyczyne to się beda rozpuszczać.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-05, 15:53:59 »
Laka
A zastanawiałaś się po co sobie stworzyłaś taką kulę u nogi?
I to taką żeby już nie dało się tego odwrócić?

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-05, 14:56:09 »
Leszek

Dzięki. Może to faktycznie moja samoocena w temacie niska tak mi daje popalić. Ze staram sie byc dobrą matką.Na razie afkuje juz afki na harmonię i milosc, ale potem moze skorzystam z tej:)

Ja sie zastanawiam, czy mi sie jakies misje nie odpalily, tu akurat wobec niego, ale mozliwe tez ze to nie tylko jego dotyczy.

"Mogę być szczęśliwa, zdrowa, spełniona, bogata (itd.) bez względu na to, czego chcą inni i dokąd dążą inni."
Ta druga część jest chyba dla mnie kluczowa:)

WojtekD

Calkiem mozliwe, że tez o to chodzi i realizuje plan jak byc dobrym rodzicem wg pewnych wyobrazen i wzorcow. Chodzi o to, że ja mam ochote dawac duzo dobrego dziecku, tylko, że to dziecko nie tylko nie chce brac, nie docenia, to jeszcze dostaje mega wywalek, gdy jest milo i przyjemnie. On chyba tego nie akceptuje i jest ciagle niezadowolone, no chyba ze cos dotyczy walki, wtedy jest bardzo podekscytowany i sie cieszy:|

WojtekD

  • Wiadomości: 131
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-05, 11:56:12 »
Laka

A czy nie realizujesz obcej wizji bycia dobrym rodzicem ?
Prócz tego co Leszek napisał, warto przyjrzeć się intencjom.

Również bym nie brał odpowiedzialności za to jaką atmosferę dziecko tworzy.
Bo to jest jak z gotowaniem we dwoje, jak osoba w relacji będzie pieprzyć i solić bez umiaru to i tak swoje namiesza, a nasze zabiegi nic tu nie dadzą.

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-06-05, 00:21:18 »
Dopóki dajesz się wrabiać w jego syfiaste kreacje, dopóty ponosisz ich konsekwencje. Ale przecież wcale nie musisz się dać wkręcać. Póki chcesz go chronić przed nim samym, to się uzależniasz. Ale... jak długo możesz go chronić?

Skoro widzisz, że on jest niereformowalny, to może przestaniesz się zajmować reformowaniem go, a zajmiesz się tym, co teraz czujesz, że tracisz?

Mogę być szczęśliwa, zdrowa, spełniona, bogata (itd.) bez względu na to, czego chcą inni i dokąd dążą inni.

Rozwiązanie znajdzie się, kiedy przestaniesz się starać być dobra  matką. A to nastąpi wyłacznie wówczas, gdy uwierzysz, że taką jesteś, niezależnie od tego, jakie są efekty Twoich zabiegów wychowawczych :)))

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-04, 15:30:05 »
Leszek

No świadomie to wiem:) Jakieś misje chyba i zobowiązanie by go chronić przed innymi, przed sobą samym( bo mi go zal jak widze co sobie kreuje),  chce tez chronic czasem innych przed nim, no sama sie go boje, czuje ze skoro jestem jego matką, zyje z nim to jestem skazana na wspoluczestniczenie w jego kreacjach syfiastych.

No wywalil mi znow temat, przy okazji innych afek. I to porządnie. Moja pś traktuje go jako przeszkodę w spelnieniu, szczesciu, harmonii i milosci. Mam przekonanie, że skoro zaszlam w ciąze i go przyciągnelam to teraz musze sie z nim meczyć az odejdzie jako dorosly i sie usamodzielni. "Taka karma". Troche nie moge sobie wybaczyć, że przez jeden taki blad pozbawilam sie harmonii, radosci, mozliwosci spelnienia, zwiazku, czy milosci na taki kawal zycia i teraz musze sie z nim szarpac, choc widze sama, ze to nie ma sensu, bo on jest niereformowalny. Łapki mi opadają jak to widzę. Mam wrazenie, że on sie zwyczajnie bawi dowalaniem komuś, wprowadzaniem chaosu, zamieszania i napięcia.
On gdzie tylko sie pojawia kreuje jazy, niepokój i hardcory. Nie cierpi harmonii. Teraz to do mnie dociera. Wcześniej myślałam, że to moze moje jakies obciązenia. Nie wierzyłam też za bardzo, kiedy pisałeś dawno temu, że on widocznie lubi taką atmosferę skoro się tak wcielił, teraz widzę, że tak jest.
Do tego niszczy mi związki fajne relacje. Odbija mu wtedy i robi wszystko by zepsuc atmosfere, by ktoś mial wreszcie dość i zrezygnował, poszedł sobie do domu. Zwłaszcza gdy jest miło z kimś, jest harmonia i fajne energie. Bardzo jest destrukcyjny. A ja ciągle jestem zmeczona, rozdażniona i wyssana z energii w jego towarzystwie.