Ja miałem z ojcem mega karmę. Po pewnym czasie w rozwoju wiedziałem że mam do uzdrowienia ale nie sądziłem, że aż tyle. Pamietam jak zabrałem się za jej uzdrowienie i nie mogłem sie w niczym połapać, a w ogóle jak brałem jakikolwiek temat, to mi się takie rzeczy kreowały i wychodziły, że ni przypiął ni przyłatał. Całkiem z innej beczki i kotowało mi sie w każdej dziedzinie.
Zabrałem się więc ponownie za samego ojca, ale znowu były ciągłe jazdy, nie wiadomo co i skąd. Tu mi pomógł regresing, ale też zastosowałem takie działania, że zacząłem uzdrawiać z ojcem wycinkami, pod pewnym kontem, bo całości się nie dało.
Punktem wyjścia jest bezpieczeństwo wobec ojca i przebaczenie.
Po wybaczaniu dużo się zmieniało w innych dziedzinach niż dotyczących ojca.
U mnie jest to połączone z manipulacjami i uzależnieniami ojca, które są tak pokręcone, że jak próbowałem je ruszać to mi sie burzyły inne rzeczy.
Np. kod: bez jego decyzji, nawet nie wbrew, ale bez jego kierownictwa, nie mogło mi sie nic udać.
A na miłość jeszcze przyjdzie czas.