eh te mamy ...
Pewne sytuacje, a raczej wszystkie sytuacje zdarzają się po coś. Zastanawiałam się po co akurat była mi taka sytuacja z mamą.
Dziś rano spakowała się i stwierdziła, że wraca do siebie (była przepełniona rozpaczą i smutkiem w sumie już od wczoraj). Z jednej strony poczułam emocjonalnie, że chcę ją zatrzymać i może przeprosić, ale ułamek sekundy później czułam spokój i głos intuicji, że mam pozwolić jej odejść. Nic nie zrobiłam, wyszła, a mnie wywaliło poczucie winy, że tak ją potraktowałam i musiałam to wypłakać. Choć nieco inne poczucie winy niż dotychczas, było poprzeplatane chwilami spokoju i odczuciem, że to było ok. Gdybym ją przeprosiła i poprosiła żeby została, utwierdziłaby się w roli ofiary.
Zaczęłam się zastanawiać dlaczego jeszcze reaguję na mamę i jej głupie zachowanie, czego tak naprawdę od niej chcę, bo gdybym nie chciała, to bym nie miała z nią żadnych problemów. I tu był pies pogrzebany. Ogromne poczucie braku jedności w sobie - pragnienie jedności, harmonii z mamą, która nigdy nie miała miejsca, a na którą czekałam całe życie. Takie przywiązanie bazujące na oczekiwaniu, że w końcu dostanę od niej, to czego chcę. Potem się okazało, że to tylko zapalnik był, by pokazać mi jak głęboko sięga ten brak poczucia jedności - odnośnie Boga, ludzi, bliskich relacji, miłości, wysokich wibracji.
Kiedyś przez myśl nie mógł mi przejść fakt, że moja mama może umrzeć, wywoływało to mój paniczny strach i miałam wyobrażenie, że wtedy musiałabym się też zabić, bo nie wiedziałabym jak żyć. Ona była najbliższą mi osobą, ale niestety nie widziałam, że cała ta nasza relacja to jedno wielkie poczucie braku, a z tego niestety żadna z nas nie mogła dać drugiej prawdziwej miłości. Moje życie kończyło się w momencie kiedy moja mama miała umrzeć. Niestety nie jest w zbyt dobrym stanie psychicznym i kilka razy sugerowała mi, że chce ze sobą skończyć. Stopniowo, jednak z solidnymi wywalankami, uzdrawiałam ten strach i powoli przekonywałam się, że mogę żyć nawet po jej śmierci. Temat czyjejś śmierci, szczególnie bliskiej osoby, zawsze był dla mnie bardzo trudny. Jeszcze tego w pełni nie uzdrowiłam, ale czuję w miarę spokój na myśl o jej przyszłości, choć jeszcze coś tam jest.