Clint, dzięki za wczorajszą wskazówkę :* Spowodowała lawinę zdarzeń.
Gdy napisałam poniższy post o UBA, mój mąż, który akurat był przed kompem, odczuł to jako policzek. I zaczął coś o wulagryzamach na forum (hehe) i takie tam. Widzę, że gość nie jest sobą. Potem był jeszcze jednen niemiły epizod, ale nie ruszałam tego, bo wciąż go to trzymało.
A kiedy myłam się w łazience, to serio się bałam, że wbije mi nóż w plecy (choć świadomie wiedziałam, że to nierealne).
Na szczęście puściło mu przed pójściem spać.
No i stwierdziliśmy, że nasz związek to typowy przykład na kontrolę UBA nad UNA.
Z jego strony strach, że kiedy mnie "puści" to ja się totalnie zeszlajam, przekonanie, że on wie lepiej jak żyć i że trzeba mnie na każdym kroku kontrolować, bo przecież jestem jak dziecko we mgle. Bez niego, mojego wybawcy, to skończyłabym najpewniej jako alkoholiczka, narkomanka, prostytutka i bóg wie jeszcze co

[choć to już bardziej moje odczucie jest ;p]
A z mojej strony przekonanie o tym, że jestem zła, bo ciągnie mnie do niskich wibracji, emocjonalnego popiepszenia i takie tam. No i poczucie winy za to. Z drugiej strony złość na niego za to, że nie daje mi żyć po swojemu.
Wywaliło mi to wczoraj w nocy jak cholera. Ta moja cała niebieskość. Dziś czuję się jakby po mnie czołg przejechał.
Może to i dobrze, bo dziś mamy węzły u Leszka
