1) "wypadki chodza po ludziach, pioruny uderzaja..."
To spojrzenie na swiat prymitywnego, kierujacego sie wylacznie "racjonalnymi przeslankami" i statystykami czlowieka:)Statystyki a takze logika stosuja sie do Zycia w bardzo ograniczonym stopniu.
Chyba nie musze wyjasniac, co to jest prawo karmy. I dlatego tez nie rozpatruje swojego zycia w kategoriach "szans na przezycie" czy tez "do kiedy uda mi sie dociagnac"

Nie jestem az tak zadufany w sobie - rowniez jestem dosc prymitywny i nie twierdze, ze ogarniam swiadomoscia calosc swojego doswiadczenia, lacznie z cala swoja karma. Ale tez nie jestem az tak prymitywny zeby uwazac, ze to kwestia przypadku.
Zeby bylo jasne - "prymitywny" nie znaczy "gorszy". Im bardziej prymitywny czlowiek, tym w pewnym sensie lepiej sie bawi.
2)
Smierc nie jest stopniowalna, ale Ty we wspomnianym przypadku rozciagnales ja od wieczora do setki - wiec stworzyles skale czasowa.
Nie pojawia sie tu kwestia albo-albo, poniewaz moge sobie utworzyc nieskonczona ilosc punktow odniesienia na tej skali. Nie mam w obecnych warunkach zadnego powodu do obierania sobie jakiegos konkretnego punktu w ktorym albo umre, albo nie. A to, ze kiedys opuszcze cialo fizyczne i tak jest pewne w 100%.
Jesli kwestia trafienia 6 w lotka stanie sie dla nas kwestia albo-albo, woz-przewoz to stopniowalnosc znika, poniewaz inne trafienia nas juz nie interesuja.
Ale tak normalnie, to przeciez piatka tez nie pogardzimy, a jesli nie trafimy szostki to swiat sie nie zawali:)