No właśnie, mnie interesuje ten problem tzn. stan totalnego zdrowia, oznacza, że umieramy zdrowi ?, nie starzejemy się ? czy może stajemy się nieśmiertelni ?
Karina, sa tacy któży pragną być nie śmiertelni, a nawet nasz obecny świat dąży do tego. Tzn mieć ciało nieśmiertelne. Do takiej pseudo doskonałości. Fajnie to jest pokazane w filmach, nieśmiertelność plus bogactwo plus wewnętrzna bida..

I jakoś szczęścia i spontaniczności to nie daje:) [ w tych filmach]
Dla mnie ciało fizyczne, jak i ciało planety Ziemia jest do korzystania, jest nośnikiem naszej świadomości w tym świecie, działa na poziomie zmysłów i zmysłami jest odbierane przez innych. Boskim czystym aspektem jest zdrowie tego ciała, ilustrujące zdrowy stosunek do swojego przejawienia.
A w kontekście oświecenia i ciała fizycznego uwarzam podobnie jak Martinus
"Ja uważam, że w ogóle oświecenie to nie jest jakiś cel egzystencji. Jak się to zaliczy, to się wypierdziela z Ziemi, bo się odfajkowało to najważniejsze związane z byciem na Ziemi, wcielaniem się itd. Karma wyczyszczona, oświecenie jest, ok, czyli wypad, gdzieś tam."
Można się oświecić a ciało sobie jest, a potem sobie go nie ma a Mistrz nadal jest

Albo nie jest. Ciało ulega naturalnym procesom zmian, wiem ze sa techniki trzymania ciała przy zyciu, sa jogini któży zasówają setki lat na Ziemi, ale wg mnie nie jest to naturalne takie trzymanie się w ciele. W kontekście oświecenia to chyba bez znaczenia.
A co medytacji, ona jest dla mnie pomostem [wraz z Miłością] do poszerzania świadomości Jestem.
I tez nie uwarzam ze chodzi o to by ciagle medytować, ja jestem zwolennikiem bycia medytacją, tzn normalnego życia w stanie medytacji, balansu, to jest dla nas naturalne. Wg mnie dążenie do osiągnięcia okreslonego stanu w medytacji jest z jednej strony dobre szczególnie na początku bo trzeba podświadomość, umysł przekonać do tego itd, a potem jest to już tylko "potrzebne" by rozbić częstotliwością, obcowaniem z boską inspiracją kolejne "klapki" i zacząć praktykę wnoszenia w normalne życie nowego stanu. itd. Tzn ja tak mam, mi to służy:)
Chodzi o to, by samoświadomość była w tu i teraz, bez względu na to co jest tu i teraz, nie ograniczać sie do "bycia rozwijającym się" tylko na siedząco w medytacji, tylko na leżąco w relaksie, tylko na sesji, tylko gdzies tam, ale po prostu żyć tak jak sie chce, spontanicznie i medytować:) Być obserwatorem siebie kiedy trzeba i być w tu i teraz bezwględną wyswobodzoną radością