Iustitia,
dzięki

miło coś takiego przeczytać

W ogóle dzisiaj czuję się inaczej niż zwykle, nie wiem o co kaman... mało, że czuję się cicha (inne słowo mi tu nie pasuje), to czytając dziś książkę, a mam paskudną pogodę - leje, szaro, ponuro, miałam wrażenie w pewnym momencie, że wyszło słońce, jasno się zrobiło, książka pojaśniała. No to się odwracam, pogoda ta sama, czytam dalej, znowu to samo, i znowu czuję to światło w pokoju, na książce, znowu sprawdzam z różnych stron tym razem, pogoda dokładnie ta sama, ani grama słońca. I cały czas miałam wrażenie tej jasności, jakby ona biła ze mnie..
Do tej pory miałam silne przekonanie, że Bóg jest jakby na zewnątrz, poza mną i pozwalam mu po prostu wpływać do siebie, przez myśl mi nie przeszło, że Bóg może być w mnie, zaczęłam sobie mówić, że akceptuję Boga w sobie ... najpierw panika, że mam w sobie intruza, wirusa, który może mnie ogarnąć i zniszczyć. I w ogóle mam jakąś potrzebę by zrozumieć to zjawisko występowania Boga w przyrodzie od strony fizyki
