Autor Wątek: Karma artysty  (Przeczytany 14096 razy)

medżik

  • Gość
[#]   « 2014-07-14, 12:29:33 »
Zed

A to w ogłoszeniu pisze , że szukają młodej osoby ? Jak z wieloletnim stażem i po studiach to raczej nie :)

a tu nowy trend google (choc artykul sprzed roku :P)

http://www.businessinsider.com/google-hiring-non-graduates-2013-6

http://qz.com/180247/why-google-doesnt-care-about-hiring-top-college-graduates/
« Ostatnia zmiana: 2014-07-14, 12:34:57 wysłana przez medżik »

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-07-14, 12:06:06 »
No wlasnie...to motto przydaloby sie wiekszosci naszych rodzimych pracodawcow, ktorzy oczekuje od razu od mlodej osoby poziomu pracownika z wieloletnim stazem i umiejetnosciami; nie da sie umiec od razu wysztskiego bez sprobowania czegos.

medżik

  • Gość
[#]   « 2014-07-14, 12:02:06 »
a kto umie coś robić póki nie zacznie ?

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-07-14, 10:25:42 »
Tak to jest, jak buduje sie swiat oparty wylacznie na uslugach i technologiach.....niedlugo nikomu nie bedzie juz dane posluchac spiewu, ogladac obrazow..smutne to.

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-07-12, 17:08:39 »
słuchajcie,
to jest moja znajoma:
https://www.facebook.com/karolina.wojtko.9

ona jest artystką, pracuje w tv, nagrywa, daje koncerty, zarabia na tym

I właśnie przedwczoraj poprosiła mnie, żebym porozmawiała z szefem tej restauracji koreańskiej, żeby ją przyjął, bo podczas wakacji ni ma żadnych koncertów i nie będzie miała z czego żyć.
Powiem wam szczerze, że ona się nie nadaje do takiej roboty, bo ona poza śpiewem nic nie umie robić, kiedyś już próbowała u tego koreańczyka, to ją prawie wyrzucił.

No ale dziewczyna nie ma wyjścia.

pjm

  • Wiadomości: 132
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-07-12, 16:06:27 »
Ten filmik również nadaje się dla zakładki związki i talenty:https://www.youtube.com/watch?v=FeKnh-6N0ps

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-27, 11:36:41 »
"Często artyści mają intencje żeby ich dzieł nie doceniać (oni np. sami ich nie doceniają) i wartość tych dzieł zostaje doceniona czy to bezpośrednio po śmierci czy jeszcze później."

Żeby artyści byli doceniani to by musiało istnieć społeczeństwo z dobrym gustem albo przynajmniej musieli by istnieć tacy ludzie bogaci .
Ludzi z dobrym gustem jest trochę ale to nikły procent społeczeństwa .U nas docenia się artystów tworzących takie dzieła jak "Ona tańczy dla mnie".Mało tego ,bo do pewnego momentu celebrytami byli głównie artyści (aktorzy ,piosenkarze ,muzycy) nie wszyscy wysokich lotów ale jednak artyści a teraz promuje się takie miernoty ,które nie potrafią i nie potrafiły nic jak np.Jola Rutowicz czy pseudo bokser Najman .
To się ludziom podoba bo taki mają gust .Podziwiam prawdziwych artystów ,którzy potrafią dobrze żyć z tego co robią .
W Polsce jeszcze całkiem dobrze mają w branży muzycznej ,bo muzyka towarzyszy chyba wszystkim a poza tym jednostkowy koszt
zakupu jakiegoś dzieła muzycznego (płyty ,czy pójścia na koncert ) jest prawie stosunkowo niewielki a trafia do ogromnej rzeszy ludzi .
W sztukach plastycznych to już nie jest takie łatwe .Bo tworząc jeden obraz można go sprzedać jednej osobie .Artyści plastycy mogą się utrzymać w społeczeństwach gdzie jest duża klasa średnia ,bo tam więcej ludzi z dobrym gustem i pieniędzmi na dobra luksusowe a właśnie takim dobrem jest sztuka .U nas jest mało komu potrzebna za to jest pełno ludzi ,którzy z jakiegoś powodu wierzą ,ze na swoim hand made mogą nieźle zarobić .Zdarzają się artyści ,którzy mają wielką kasę jak np.Beksiński miał ale to jeszcze oprócz tego że mają talent to muszą stać się modni wówczas ich prace będą łakomym kąskiem głównie dla snobów ,którzy mają kasę i chcą się pokazać jacy to oni arystokratyczni ,wrażliwi i z dobrym gustem(bo kupują to co zdaniem najlepszych krytyków jest dziełem sztuki).Dla nich też to jest inwestycja bo podobnych snobów nie brakuje.
Ja się jeszcze nie uważam za artystę ,bardziej za kogoś kto pretenduje do artystycznego rzemiosła .Przynajmniej było tak do tej pory bo powoli zaczynam odkrywać w sobie ten artystyczny pierwiastek i widzę ,że w miarę działania w tej materii mój gust się zmienia a prace są coraz lepsze .Nie wiem już nawet jak mogłem kiedyś zrobić coś takiego i jak mogło mi się to podobać (nie znaczy to że tego nie doceniam ,czy że tym gardzę)
Powoli też skłaniam się ku myślą ,ze praca artystów powinna być wysoko ceniona .Raczej z twórczości nie zrezygnuję i będę zarabiał nawet po to aby móc tworzyć (bo na dzień dzisiejszy to mnie najbardziej kręci ) i do tego dokładać ale rodzi się we mnie myśl ,że nie warto się nie wiem jak starać żeby coś sprzedać .Artysta powinien się cenić wszak gdy mówi się o spuściźnie ludzkości to głównie myśli się o twórczości artystycznej.
W szkolnictwie też tendencja jest totalnie spadkowa .Plastyki uczą w szkołach podstawowych i gimnazjach artystyczne miernoty ,którzy sztukę mają gdzieś ,ukończyli jakąś pedagogikę i zrobili kurs ,bardzo często ,w ogóle mówi się o tym żeby plastykę zlikwidować bo po co to komu.Po co ludzie którzy coś potrafią w nauczaniu dzieci i młodzieży ,przecież z dzieciakami pomalować to każdy potrafi .To jest krzywda dla dzieci bo oni będą kształtowani na podobieństwo nauczycieli a wielu ma talent ,który można rozwinąć .
Na szczęście nie ma tego złego ,bo robi się luka dla zajęć pozalekcyjnych ,które są alternatywą dla nudnych zajęć plastycznych w szkołach .Na szczęście są też osoby zaangażowane w kulturę ,które sztukę doceniają i twórców chcą promować .Na nieszczęście to nauczyciele zarabiają więcej i mają ciepłe posadki gdzie nie trzeba się wysilać i angażować .
 Dzieciaki prowadzone przez kompetentne osoby ,mogą się rozwinąć i fajnie jest na to patrzeć .Nasi podopieczni zaczynają zdobywać nagrody w ogólnopolskich konkursach z międzynarodowym  jury gdzie są nadsyłane setki prac z całej Polski.Widać ,że taka praca ma sens wtedy .

No w końcu się zebrałem i jakieś luźne mysli wyraziłem chyba sam przed sobą na temat tej całej twórczości w dzisiejszym świecie .



W Polsce ludzie, ktorzy tworza ambitniejsze rodzaje muzyki tez dzis wcale tak latwo nie maja, co ne znaczy ze wszyscy zyja w biedzie. Wiem, co mowie bo wspopracuje z takimi ludzmi. 99,9 procent zlecen roie na ,,Zachod". Nie wiem, czemu tak jest-jak sie popatrzy np. na USA to tam mozna byc i bluesmanem, i raperem, i rock'n'rollowcem i zawsze nsie zarobi (przewaznie). W Europie juz trudniej-mozliwe, ze przez wieksza wybiorczosc gustu, spuscizne akademicka. Ale Polska kojarzy mi sie z przasnoscia, np. nasze disco polo czy fascynacja rapem amerykanskim-a nie docenia sie tego, co polskie (np. gdzie artysci ktorzy kontynuja sposcizne Czeslawa Niemena i laczenia polskiej poezji z muzyka). No jest jeszcze polski jazz ktory do dzis sie ceni na swiecie. Ale generalnie to nie za ciekawy ten nasz polski rynek (zreszta swiatowy tez niezbyt :P ). Mozliwe, ze problemem jest to, ze tworzacych ludzi jest za duzo i ze prawdziwa sztuka ginie w potoku mniej lub bardziej odtworczych ,,dziel". Znam wielu ludzi, ktorzy naprawde maja fajne pomysly, ale brakuje managementu czy promotora, a media (o ktore tez sie otarlem) nie sa zainteresowane (,,bot nie przyniesie potencjalnych zyskow" - niestety ale dzisiaj to media zamiast artystow ksztaltuja gusta odbiorcow i wiedza lepiej, co dla sluchacza dobre zamiast dac mu opcje wyboru). Zreszta, w radiu w miescie w ktorym zyje na kilkunastu dziennikarzy muzycznych w redakcji...jest tylko jedna osoba ktora posiada wlasne plyty! Dla mnie zakrawa to na absurd, zeby w redakcji odpowiedzialnej za muzyke pracowaly osoby ktore nie dosc ze nie dysponuja materialami to jeszcze nie posiadaly zadnej wiekszej wiedzy muzycznej (znam wiekszosc z nich i ani jedna nie pamieta dyskografii jakiegokolwiek muzyka/artysty i przekepuje wszystko z encyklopedii lub sieci). A z tego, co wiem taka sytuacja panuje wszedzie w Polsce (troche poznalem ludzi).

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-27, 10:36:44 »
"Często artyści mają intencje żeby ich dzieł nie doceniać (oni np. sami ich nie doceniają) i wartość tych dzieł zostaje doceniona czy to bezpośrednio po śmierci czy jeszcze później."

Pewnie tak jest. Ale, że nagle po śmierci są doceniani to ciekawe. Może są na tyle doceniani, na ile wartościowe były te dzieła, a oni żyjąc blokowali sobie doświadczenie tego.
Chociaż mówiąc w kontekście sztuki i gustów to nie wiem co to znaczy wartościowe. Bo to się wydaje bardzo nieobiektywne.
Twórczość, którą chyba każdy gdzieś ma, a talent.  Jaka jest różnica. Każdy może być twórczy i robić słabe bardzo rzeczy, ale wyrażać się twórczo.
Ja widzę wiele twórczych osób, które wg mnie robią słabe prace, wręcz"gnioty". NO i nie umiem się okłamywać, ze to są dobre prace, bo przecież widzę, że są słabe. Natomiast co do gustu to potrafię docenić dobre prace, na wysokim poziomie, pomimo, że one są zupełnie inne niż te które ja robię, albo nie pasuje mi tematyka. Ale podobają mi się, bo widzę, że mają coś w sobie, są dobre. Nawet jeśli czasem lekko zahacza o kicz, to potrafię docenić. Natomiast nie trawię już prac infantylnych. Trochę krytyką może to pachnie z mojej strony, no ale nie będę udawać, że mi to się podoba.

Inna sprawa jest tak, że potrafię się szczerze zachwycić pracami mojego syna, choć ma 6 lat i wcale nie chodzi o to, że jest moim synem. On jak rysuje coś sam, poza przedszkolem, gdzie trzeba wszystko sztampowo, to tworzy na prawdę fajne i przemyślane prace. Widzę w nich dużo atrakcyjnych elementów jak to jak dobiera kolory, kształty, faktury no i kompozycje. Te ostatnie to mnie najbardziej fascynują, bo uważam, że jest momentami lepszy ode mnie.

W sumie to kręci mnie to, że on myśli, gdy coś tworzy, u niego wszystko ma sens. Jest przemyślane, celowe. On nie wpada w trans malarza, jak ja. Gdzie jest dużo czucia, intuicji i bezmyślności.

Jeszcze mi sie skojarzylo to, o czym mowisz z czyms takim, ze przez dlugie wieki wszelkie odstepstwa od akademickiego pojmowania sztuki byly bardzo mocno pietnowane i np. bardzo czesto tego kogos ponizano, mowiono mu ze nie jest artysta. Mozliwe, ze takie blokujace wzorce ida wlasnie stad (takie skojarzenie teraz odczulem). Z muzyka bylo podobnie; pierwszych muzykow rock 'n' rollowych czy jazzowych wyrzucano z klubow, nie pozwalano grac itp.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-27, 10:23:46 »
Grażyna Anna

No ja się długo dość kształciłam jako plastyk, artysta czy jakby to nazwać.
Różnie było, ale zwykle czułam, że mocno odstaję. Wiedziałam że mam pewne talenty w tym kierunku: do malarstwa, rysunku,
dobrze mi szło. W sumie to robiłam to od zawsze intuicyjnie(tak automatycznie wręcz, jakbym miała to na płycie wgrane:P), nie umiałam pracy przemyśleć, stworzyć najpierw koncepcji. Stanęłam przy sztaludze i bezmyślnie, na czuja machałam pędzlem i obraz był gotowy, pś wiedziałam jak to się robi.
Nawet ta moja praca dyplomowa, to była "od czapki": musiałam coś zrobić, nie wiedziałam co, zrobiłam sobie burzę mózgu
wypisałam na kartce wszystkie odjechane pomysły jakie mi przyszły do głowy. Potem je przeanalizowałam. Jak miałam ogólny zarys to jeszcze dyskusja była z promotorem. Chodziło o to, żeby praca miała pewien artystyczny poziom i jeszcze dochodziła kwestia techniczna i finansowa. Ale samej koncepcji mentalnej w ogóle nie było:P Bo ja nie czułam takiej potrzeby.
Działało to odwrotnie: była chęć stworzenia pewnej formy, ale zupełnie nie ważne było po co.
A ludzie mają zwykle odwrotnie( nie tylko ludzie bo aniołów na studiach artystycznych jest bardzo dużo): najpierw chcą coś wyrazić, jakiś stan emocjonalny, problem emocjonalny, społeczny, chcą coś ludziom przekazać, a dopiero potem dobierają do tego środki, jakiś pomysł się pojawia, idea, a potem dopiero przychodzi czas na formę.

Ja tego zupełnie nie kumam i nie czuję, choć doceniam jak ktoś coś pomysłowo zrobi.
Jestem albo niby bardzo oryginalna, jak coś od czapki połączę, tak jak czuję, albo zupełnie skupiam się na przetwarzaniu natury. Ale jest to dalekie od rzeczywistości.
Mam kompleks pewien, że nie używam mentala za bardzo. W twórczości jak i w życiu. Mi się po prostu nie chce używać umysłu.
To jest dość dziwne.  Nie wiem czy to jakieś zablokowanie, czy mam część mózgu wyłączoną czy jak. Czasem staram się zmusić, coś zaplanować, stworzyć koncepcję, ale jestem tym zaraz bardzo zmęczona, czuję wtedy, że się bardzo usztywniam, jakbym jakiś gorset założyła.  To powoduje tylko potem frustrację, gdy coś nie idzie zgodnie z planem.

A moze masz zdolnosci do kopiowania czy tworzenia np. ornamentyki? Nie zawsze czlowiek ma zdolnosc stworzenia wylacznie swojej wizji, czesto moze umiec wiernie kopiowac cos lub bawic sie poszczegolnymi elementami. Ja jako nastolatek swietnie kopiowalem roznego rodzaju szkice, obrazy itp. olowkiem. I choc mam zdolnosci plastyczne to jakos nie ciagnelo mnie do pojscia w ta strone zbytnio....ale przydaja sie te zdolnosci w zyciu codziennym. Pracujac z muzyka i ludzmi torzy graja czesto sugeruje projekt graficzny okladki lub jej czesci; nawet powiedialbym ze takie plastyczne/estetyczne zdolnosci przydaja sie do innych dziedzin zycia szczegolnie kiedy czlowiek opanuje cos w rodzaju synestazji czyli umiejetnosci slyszenia kolorami np. czyli kojarzenia kolorow i dzwiekow, wtedy wyobraznia fajnie podsuwa pomysly i pomaga np. poslugiwac sie skojarzeniami typu brazowy utwor, czerwona solowka gitarowa itp. Potem mozna wedle tego ulozyc plyte na zasadzie koncpepcj tematycznych (zeby kazdy utwor mial swoje okreslone miejsce, sens) i nierzadko rzeczywiscie okazywalo sie, ze moje pomysly sa tafione w dziesiatke :P.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-27, 10:18:20 »
Dokladnie. Ale tez trzeba sobie wyrobic jakis przynajmniej delikatny zmysl estetyczny i umiec odroznic sztuke od kiczu czy wszystkiego, co sztuke po prostu nie jest (zeby mialo sie chocby jasny obraz tego, co widzimy, szlyszymy itp.).

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-04-27, 09:57:53 »
Skojarzyło mi się ze zdaniem które ostatnio usłyszałem od przyjaciela:
"W momencie kiedy sam zacząłem tworzyć, odeszła mi ochota na krytykowanie innych."

Krytykowanie, nawet jeśli tylko innych, bądź co bądź najbardziej zamyka nas samych. Jasne, nie trzeba się ze wszystkimi swoimi dziełami obnosić, ale do swojego kreatywnego wnętrza warto mieć otwartość i pełną akceptację. Krytycznym okiem można spojrzeć na to, co się już stworzyło i jest mniej lub bardziej kompletne, aby zobaczyć gdzie to udoskonalić.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-27, 09:42:55 »
Totalnie odblokowujące, strasznie fajne, przynajmniej na mnie podziałało ;)
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10152168580178375&set=a.10151728148973375.1073741835.6565888374&type=1&theater

Mnie to sie skojarzylo z degradacja sztuki w ogole i nazywania sztuka wszystkiego co tylko czlowiek stworzy :). Mozliwe, ze to tylko domysly ale w/g mojego zdania kiedys, aby byc nazywanym artysta trzeba bylo po pierwsze naprawde posiadac fach w reku, po drugie chyba jednak nie wszyscy artysci tkwili w nieprzytomnosci (jak np. spora czesc impresjonistow czy malartswa dwudziestolecia miedzywojennego), spora liczba to byly bardzo ulozone, szanowane osoby.

KorneliaX

  • Wiadomości: 848
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-04-26, 23:33:27 »

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-11-25, 17:45:16 »
sztautynger:
To nie sztuka zabić kruka ale sztuka całkiem świeża gołym tyłkiem siąść na jeża

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-04-03, 15:44:37 »
Grażyna

Może masz racje:) Ja się nie znam na stylach myślenia.
Na pewno byłam wychowywana w otoczeniu, gdzie preferowane było myślenie analityczne, takie też było postrzegane jako inteligencja.

Kiedyś miałam duże skłonności do skupiania się na szczegółach, a nie zajmowanie się ogółem. To było widać w pracach plastycznych.  A uczono nas od początku zupełnie odwrotnie np malarstwo jest takie, że trzeba od ogółu do szczegółu, no i cały czas ogarniać wszystkie elementy, porównywać jak się każdy kolor zachowuje względem siebie, jak sąsiednie barwy na siebie oddziałują, ogarniać kompozycję itd. Szczegóły to wisienka na torcie.
To sprawiło, że mi się zmieniło. Zaczęłam bardziej ogarniać całościowo. Potem przy dziecku trenowałam skupianie się na tym co w danym momencie robię, wyłączając się na bodźce z zewnątrz( bo on stał często nade mną i mi celowo przeszkadzał, chcąc zwracać na siebie uwagę), teraz jestem w stanie skupić się na czymś tak bardzo, że nie nie słyszę co się dzieje w około,  a nawet z kimś pogadać w tym czasie, jak mi przerywa i gdy wyjdę z tego stanu koncentracji na celu, w ogóle tego nie pamiętać, jakbym coś między czasie zrobiła i nie zarejestrowała. Nauczyłam się też koncentrować uwagę na jakimś celu, wyłączać nawet emocje, uczucia, totalnie zimne wykalkulowane decyzje podejmować. Jak oficer na polu bitwy. No ale to są już wyuczone latami mechanizmy, kształtowane często w ekstremalnym stresie, gdzie trzeba było sobie radzić.


Dzięki za linka, poczytam:)