Z wczorajszego dnia , "przypadkiem " 
dwa filmy ogladałam jednoczesnie Ostatni samuraj i nieustraszony z jetem li
złapałam m/in taką myśl , nawet wojownik musiał się poddać Bogu, zrobic dla niego miejsce, pozbyc mysli, oczyścić umysł a na polu walki komu powierzać duszę jak nie Jemu? błogosławić innych i siebie a takze unikać pychy bo konczyło się to zawsze źle , a z Bogiem ramię w ramię iść jak z wiernym kompanem to dopiero coś!
Bóg to nie słabość
Z Bogiem w sercu i kobiety i mężczyźni są mężni. To nie hanba. To przywilej.
Pozwolę się tutaj nie zgodzić.
Im lepszy/ skuteczniejszy wojownik tym połączenie z aspektami boskości w sobie gorsze. Skuteczny wojownik nie może pozwolić sobie przykładowo na miłość bliźniego bo to czyni go słabszym niż przeciwnik. Poza tym wojownik MUSI mieć zamknięte serce by zabijać w mgnieniu oka bo jeśli okaże ,,słabość" czyli jakieś aspekty boskości w sobie to polegnie na polu walki.
To co zauważyłaś w tych filmach to sztuczki mające na celu chwilowo oczyścić umysł ze zbędnych myśli w celu łatwiejszego skupienia na celu jakim jest wyeliminowanie przeciwnika. Jest taka zasada, że przeciwnik pokazuje słabe strony danego wojownika. Im lepszy przeciwnik TYM BARDZIEj trzeba się wznieść na wyżyny swoich możliwości by przeciwnika pokonać. Dlatego im lepszy przeciwnik tym większe ,,błogosławieństwo" dla danego wojownika bo może zgromadzić więcej doświadczenia w zabijaniu.
Kiedy wojownik idzie ramię w ramię z Bogiem to wtedy znika ZEWnętrzny przeciwnik, potem znika WEWnętrzny przeciwnik a na końcu okazuje się, że żadnego przeciwnika nie było a cała ta walka przez stulecia to tylko iluzja a ,,wojownik" to tylko rola w przedstawieniu zwanym życiem.