Doktor,
Siergiej Lazariew pisal o chlopaku, ktory nie potrafil reagowac na rozne "zaczepki" - nie potrafil sie "odgryzc" slownie, a nawet jak go ktos bil to czul paralizujacy strach i nie byl w stanie sie bronic. Chlopak ten zadreczal sie myslami ze jest tchorzem itp, podejmowal sie tez wielu niebezpiecznych rzeczy aby udowodnic sobie, ze tchorzem nie jest. Okazywalo sie, ze nie boi sie narazac zycia w roznych sytuacjach, ale jesli tylko dochodzi do konfrontacji, kiedy jest ponizany, nie jest w stanie nic zrobic, tak bardzo strach go paralizuje.
Wg Lazariewa ten paralizujacy strach byl dla niego "ratunkiem". Zgromadzila sie w jego duszy ogromna ilosc pogardy do "lajdakow", wiec sytuacje ponizania byly sposobem na jej "blokowanie". Gdyby nie uczucie strachu, chlopak bylby zdolny do obrony i nie dalby sie ponizac. Wtedy jednak negatywna karma prawdopodobnie odbilaby sie na jego zdrowiu w postaci powaznej choroby. Gdyby potrafil zamanifestowac swoja sile wzgledem innych, jego pycha jeszcze by wzrosla.
Poczucie nizszosci (ponizenia) wynika z poczucia wyzszosci (pychy wlasnej i pogardy dla innych - nawet jesli sa to "lajdacy"). Akceptowanie tych sytuacji i traktowanie ich jako "lekarstwa" (blokowania negatywnej karmy) nie dopuszcza do poczynienia wiekszych szkod - w zdrowiu, zyciu itp. Jesli jednak tych sytuacji nie przyjmujemy z "pokora" tylko gromadzimy jeszcze wiecej gniewu i pogardy, to moze sie zdarzyc ze nastapia bardziej drastyczne sposoby blokowania karmy - zazwyczaj jest to uszczerbek na zdrowiu. Oczywiscie wszelkie nieprzyjemnosci to "lekarstwo" dorazne - ostatecznym i najskuteczniejszym lekarstwem jest milosc do Boga (Milosc, milosc bezwarunkowa). Jesli ona jest to juz nie sa "potrzebne" zadne nieprzyjemnosci.
Wazne, zeby tylko nie nastapil taki mechanizm, ze zamiast obwiniac innych za to, co Ci zrobili, zaczniesz obwiniac siebie. Najlepszym rozwiazaniem jest uswiadomic sobie, ze nie ma czegos takiego jak "wina", jest tylko dogrywanie sie intencji.