Autor Wątek: Karma wojownika, żołnierza, wzorce i obciążenia  (Przeczytany 26154 razy)

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-10-28, 14:17:45 »
Doktor - x

Naprawde  nie chce , zeby  ktos  pozbawial  Cie  zycia  nawet  gdyby  mial  oczyszczone  i  uzdrowione  wszystkie  swoje i  swojej  duszy intencje  dotyczace  zabijania, tylko  po  to  aby  dusza  to  zapamietala  i  aby  nastepne zycie  bylo  inne.

Mysle  , ze  nie tylko  smierc  poprzez  zabicie  jest  jedynym  sposobem  na  wyciagniecie  wnioskow.




Inga

  • Gość
[#]   « 2013-10-28, 14:11:17 »


Prosze  o  wsparcie  poniewaz spotkalo  mnie wsparcie - mozna  i  tak.

Dobre :))

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-10-28, 14:06:09 »


To ulozmy afirmacje:

Wszystko, co mnie spotyka, wspiera mnie.
Wszystko, co mnie spotyka, jest dla mnie najlepsze.
Wszystko, co mnie spotyka, jest zgodne z Najwyzszym Dobrem moim i innych istot.

Prawda?
Prawda.

Nie  wiem  co  Cie  spotyka.

Jednak  powstal  temat : Prosba  o  wsparcie
 i  bardzo  dobrze, ze  jest  i  dzieki  temu  pomyslodawcy.

Czy  powiesz  komus  proszacemu  o  wsparcie : wszystko  co  cie  spotyka  jest  dla  ciebie  najlepsze, jest  zgodne  z  twoim i  innych   najwyzszym  dobrem,

wszystko  co  cie  spotyka  wspiera  cie, wiec  po  co  prosisz  o  wsparcie ?

Jezeli  wszystko  co  nas  spotyka  wspiera  nas , to  po  co  jest  zalozony  ten  watek o  wsparciu  i  po  co  ludzie  prosza  o  wsparcie , jezeli  wszystko  co  ich  spotyka  jest  wsparciem?

Prosze  o  wsparcie  poniewaz spotkalo  mnie wsparcie - mozna  i  tak.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-10-28, 13:58:18 »
Wnibowziecie Grubego
Rozumiem twoj tok myslenia.
Mozna podchodzic do wszystkiego z dwojakim podejsciem.
Pisalem ze patrzac z szerszej perspektywy cos codziennego postrzeganego jako zle okazuje sie dobrodziejstwem.
Nawet jak ktos mnie zabije i wszystko sie skonczy to dusza to zapamieta i nastepne zycie bedzie inne pod tym katem. Bedzie mozliwosc wyciagniecia wnioskow skoro w poprzednim bylismy na nie tak zamknieci ze tylko smierc zdoöala nas obudzic.

matek

  • Gość
[#]   « 2013-10-28, 12:46:47 »
Zalezy, jak rozumiemy slowo "wsparcie".

Cytuj
Czy  wszystko  co  nas  spotyka, to  nas  wspiera?

Czy  wszystko   co  nas  spotyka  jest  dla  nas  najlepsze ?

Czy  wszystko  co  nas  spotyka  jest  zgodne  z  naszym  i  innych  najwyzszym  dobrem ?

To ulozmy afirmacje:

Wszystko, co mnie spotyka, wspiera mnie.
Wszystko, co mnie spotyka, jest dla mnie najlepsze.
Wszystko, co mnie spotyka, jest zgodne z Najwyzszym Dobrem moim i innych istot.

Prawda?
Prawda.

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-10-28, 12:27:02 »
Doktor - X
,, Dlatego że świat zawsze mnie wspiera, życie mnie wspiera. A życie to ludzie zatem ludzie też mnie wspierają. Nawet gdy ktoś mnie pobije, napadnie czy oszuka to też jest to wsparcie od życia. ''

Czy  wszystko  co  nas  spotyka, to  nas  wspiera?

Czy  wszystko   co  nas  spotyka  jest  dla  nas  najlepsze ?

Czy  wszystko  co  nas  spotyka  jest  zgodne  z  naszym  i  innych  najwyzszym  dobrem ?

Dla  mnie  zdrowym, naturalnym  odruchem  na  wsparcie  jest  radosc, wdziecznosc  i  nie  wyobrazam  sobie  sytuacji  gdy  osoba  pobita, oszukana, okradzona itp.  cieszy  sie, odczuwa  radosc badz  wdziecznosc.

Nie  wiem  ale  podobno  sa  masochisci, moze  to  u  nich  wystepuje.

Sytuacja -  bijacy  do  broniacego  sie :,,  nie  uciekaj , nie bron  sie  przeciez  ja  cie  wspieram  a  ty  nie  chcesz  mojej  pomocy ''

Czasami  dobrze  jest poczytac  forum  chociazby  po  to  aby  dowiedziec  sie  co  jest  wsparciem,. a  nie  myslec  ze  wsparciem  jest  to  co  my  o  tym  myslimy.

Doktorze, teraz to  obawiam  sie  zyczyc komukolwiek  wsparcia  poniewaz  wiem - moge  sie  mylic -iz  to  co  zyczymy  innym  zyczymy  tez  sobie, a nie  chce  abym  zostal  okradziony, oszukany, pobity  lub  aby  spotkalo  mnie  to  z  czego  bede  niezadowolony.

I  pomyslec, ze  czasami  wspieralem  osoby  proszace  o  to.

« Ostatnia zmiana: 2013-10-28, 12:29:10 wysłana przez Wniebowziecie Grubego »

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-10-27, 23:36:52 »
Matek
Dzięki
Zdecydowanie tak :)
Spokojny badboy to ja w przyszłości :)

PS.
Komputer mi sie sam naprawił. Mulił się od kilku dni okrutnie. Coś się poluzowało we mnie :)

matek

  • Gość
[#]   « 2013-10-27, 23:28:06 »
Doktor,

"Diagnostyka karmy", Siergiej Lazariew. W Polsce wyszlo juz chyba co najmniej 7 tomow (nie sa jakies opasle). Ale wystarczy ze przeczytasz ze 3 pierwsze, powinno Ci wystarczajaco duzo rozjasnic.

Dla mnie w ogole jestes bardzo ciekawa postacia:)

Na pewno nie bedziesz musial byc "grzecznym chlopcem", kiedy otworzysz sie na spokoj. W koncu, rozwoj to wolnosc, a nie odgrywanie spolecznie narzuconych rol.

Z drugiej strony, chyba az tak "zle" z Toba nie jest, skoro nie chcesz miec nic wspolnego z przestepczoscia.
Wiec zawsze mozesz byc uczciwym i spokojnym (przynajmniej wewnatrz) badboyem...

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-10-27, 23:22:25 »
matek
Kurde, a ja sie kiedyś zastanawiałem czemu ja nigdy na nic chory niebyłem. Tyle we mnie złej karmy ale nigdy żadna choroba sie mnie niełapała. Właśnie dlatego co napisałeś.

Czyli z tego co pisze ten Łazariew to bycie poniżanym jest skutkiem pogardy dla innych.
Ciekawa sprawa.
Sporo we mnie pogardy dla chytrych, niehonorowych.

Jak ta książka sie nazywa ?

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-10-27, 23:12:42 »
matek
dzięki za infro, później zanalizuje, jeszcze chciałem dopisać coś.

Pracuje sobie teraz nad tym otwieraniem się na bezpieczeństwo i dzieją się ciekawe rzeczy. Ze wszystkim stron życie tak jakby próbuje mnie odwieść od moich zamiarów, nasyłając na mnie różne sytuacje. To oczywiście nie życie tylko mój opór tak się stara.

Do ciekawszych zdarzeń zaliczył bym dzisiejszą rozmowe ze jedeym moim znajomym który pracował ponoć dla mafii pruszowskiej. O ile to prawda był pewnie jakąś płotką wykonującą proste zlecenia.
To było naprawde niecodzienne, uderzyło mnie poprostu to co mi zaproponował.
Na początku nie wiedziałem o co mu chodzi. Chciał żebym przychodził do niego jak będzie do mnie dzwonił. Nie rozumiałem do czego zmierzał z tym całym przychodzeniem do niego. Mówił że stane sie bogaty.
Potem zajarzyłem że chce żebym dla niego pracował.
Niechciał mówić na czym ta praca polega ale wspomniał coś o transporcie alkocholu. Odrazu mi sie niespodobało. To jak mówił i w ogóle to co proponował uczciwą pracą nie zalatywało. Powiedziałem mu że nikt nie będzie mi rozkazywac bo poczułem się zniewalany a na to jestem bardzo drażliwy. Zjadłem obiad i poszedłem.
Mam nadzieje że więcej nie zadzwoni.
To brzmi troche jak wyjęte z filmu albo wyolbrzymiona przykolorowana bajeczka.
W każdym razie odebrałem to bardzo poważnie. Coś takiego nigdy mi sie niezdarzyło ale to widac jak na dłoni że to tylko opór mojej pś przed otwieraniem się na lepsze. Z tym że troche hardcorowo. Troche sie przestraszyłem tej całej sytuacji.

kolejne wywałki były gdy do mojej siostry przyszedł nowy chłopak. Odrazu mi sie załączyło coś dziwnego. Lęk, walka i napięcie że niepozwole żeby byle kto był z moją siostrą. Pewnie karma jakaś się odpaliła

Nie wiem czy składnie w miare to napisałem. Szczać mi sie chce. Czułem potrzebe opisania tego. Niechciałem tego trzymać w sobie. Te doświadczenia są dla mnie dosyć trudne i ciesze sie że to z siebie częsciowo tu zrzuciłem.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-10-27, 22:52:15 »
Tak wiem coś o tym.
Miecz ma dwa ostrza. Gdy kogoś atakowałem i wygrywałem to czułem satysfakcje, czułem się lepiej chwilowo podnosząc swoją samoocene ale gdy przegrywałem czułem żał, rozdarcie i nienawiść.

To błędne męczące koło w którym kazdy przegrywa.
Po sesji u Martinusa poświęconej na tematy walki i bezpieczeństwa w świecie zrozumiałem że tak naprawde mógłbym czuć się zawsze bezpiecznie. Dlatego że świat zawsze mnie wspiera, życie mnie wspiera. A życie to ludzie zatem ludzie też mnie wspierają. Nawet gdy ktoś mnie pobije, napadnie czy oszuka to też jest to wsparcie od życia. Patrząc z szerszej globalnej perspektywy w ostatecznym rozrachunku życie w ten sposób chce obudzić nas z kłamstwa. Wskazać co w nas jest takiego co powoduje te sytuacje. Trzeba wtedy rozszyfrowac o co chodzi i zająć się tym.

Jednak tak trudno mi się na to otworzyć. Wiele mam oporów przed otwarciem się na taki spokój i bepieczenstwo. Po pierwsze wciąż mam całkiem sporo intencji dla których chciałbym walczyć i to nie byle jakich. Pomijając samo dowartościowywanie się walką czy poprostu lubowanie się w tym, moja dusza pamieta nagrody i chwałe jaka wiązała się ze zwycięstwami
Od lat nieświadomie dotąd próbowałem zrekompensowac sobie namiastke tego grając w przeróżne gry online i starając się być najlepszym wojownikiem na serwerze. A ile kasy w to wtopiłem. Często odinstalowywałem te gry i mówiłem że nigdy wiecej niezagram bo marnuje czas ale ciągle wracam bo mi mało.

kolejnym z oporów przed otwarciem się na takie bezpieczeństwo i spokój jest to że wydaje mi sie to nie atrakcyjne. Chciałbym z jednej strony żyć w pokoju ale czuje duży dyskomfort na myśl o byciu takim spokojnym facetem. Byłbym wtedy za dobry, za spokojny, za grzeczny. Tęsknił bym wtedy za czymś.
Bycie takim spokojnym facetem i patrzenie na badboyów i to jak bawią się w świecie opisał bym z mojej teraźniejszej perspektywy jako bycie takim dzieckiem któremu matka zabroniła wychodzić na dwór a on by bardzo chciał widząc jak inni bawią się na zewnąrz. Takie wewnętrzne rozdarcie. Nie wiem jak to lepiej opisać.

Mam sporo namieszane w tych tematach, nie widze tego napewno jasno i na trzeźwo. Wierze że z biegiem czasu to się wszystko wyklaruje a ja stopniowo będe się otwierac na spokój. Z tym że moja osobowość nie jest spokojna. Napewno niemógł bym być takim spokojnym facetem. Czuje że będe taki pół na pół i już cholernie mi sie to podoba bo wiem że to od Boga. To mi daje motywacje do otwierania się na bezpieczeństwo i zaprzestanie walki.


matek

  • Gość
[#]   « 2013-10-27, 22:28:58 »
Doktor,

Siergiej Lazariew pisal o chlopaku, ktory nie potrafil reagowac na rozne "zaczepki" - nie potrafil sie "odgryzc" slownie, a nawet jak go ktos bil to czul paralizujacy strach i nie byl w stanie sie bronic. Chlopak ten zadreczal sie myslami ze jest tchorzem itp, podejmowal sie tez wielu niebezpiecznych rzeczy aby udowodnic sobie, ze tchorzem nie jest. Okazywalo sie, ze nie boi sie narazac zycia w roznych sytuacjach, ale jesli tylko dochodzi do konfrontacji, kiedy jest ponizany, nie jest w stanie nic zrobic, tak bardzo strach go paralizuje.
Wg Lazariewa ten paralizujacy strach byl dla niego "ratunkiem". Zgromadzila sie w jego duszy ogromna ilosc pogardy do "lajdakow", wiec sytuacje ponizania byly sposobem na jej "blokowanie". Gdyby nie uczucie strachu, chlopak bylby zdolny do obrony i nie dalby sie ponizac. Wtedy jednak negatywna karma prawdopodobnie odbilaby sie na jego zdrowiu w postaci powaznej choroby. Gdyby potrafil zamanifestowac swoja sile wzgledem innych, jego pycha jeszcze by wzrosla.

Poczucie nizszosci (ponizenia) wynika z poczucia wyzszosci (pychy wlasnej i pogardy dla innych - nawet jesli sa to "lajdacy"). Akceptowanie tych sytuacji i traktowanie ich jako "lekarstwa" (blokowania negatywnej karmy) nie dopuszcza do poczynienia wiekszych szkod - w zdrowiu, zyciu itp. Jesli jednak tych sytuacji nie przyjmujemy z "pokora" tylko gromadzimy jeszcze wiecej gniewu i pogardy, to moze sie zdarzyc ze nastapia bardziej drastyczne sposoby blokowania karmy - zazwyczaj jest to uszczerbek na zdrowiu. Oczywiscie wszelkie nieprzyjemnosci to "lekarstwo" dorazne - ostatecznym i najskuteczniejszym lekarstwem jest milosc do Boga (Milosc, milosc bezwarunkowa). Jesli ona jest to juz nie sa "potrzebne" zadne nieprzyjemnosci.


Wazne, zeby tylko nie nastapil taki mechanizm, ze zamiast obwiniac innych za to, co Ci zrobili, zaczniesz obwiniac siebie. Najlepszym rozwiazaniem jest uswiadomic sobie, ze nie ma czegos takiego jak "wina", jest tylko dogrywanie sie intencji.

VanillaOrchard

  • Gość
[#]   « 2013-10-27, 21:56:04 »
czasami takie atakowanie ludzi daje nam fałszywe poczucie władzy i mocy, oraz chwały i jako takiego panowania nad otoczeniem lub swoim życiem. bo nikt się nie odważy nam "fiknąć" jak będziemy groźni i mocarni... mhm, akurat...

http://c3201142.cdn03.imgwykop.pl/comment_P5pVA33gPlDUn5HDOoiV5G8IreWaSpxP.jpg

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-10-25, 00:57:54 »
swietne

rozbawilo  mnie

DZIEKI

kopergamin

  • Gość
[#]   « 2013-10-21, 23:45:38 »
John mieszkał na farmie leżącej na kompletnym odludziu, o kilkanaście mil od najbliższej siedziby człowieka. Pewnego razu postanowił zrobić porządki w swym ogrodzie. Ale nie miął sekatora, wybrał się wiec po niego do swojego najbliższego sąsiada. Ponieważ dzielił go od niego szmat drogi (John szedł piechota) facet z nudów zaczął po drodze kombinować jak to będzie gdy już dojdzie do kumpla...
"Ja powiem "cześć" a on się zapyta co mnie sprowadza. Wiec powiem mu, ze chce pożyczyć sekator. On się pewnie zapyta po co mi sekator. Wiec ja mu powiem, ze to nie jego interes. No to on powie, ze jak sekator jest jego to chce wiedzieć po co go pożyczam. Wiec ja jemu powiem..."
No i John pokłócił się sam z sobą. I gdy po paru godzinach dotarł do celu to aż się gotował ze złości. Załomotał pięścią w drzwi. Sąsiad otworzył.
- O, cześć stary! Co cię sprowadza?
- W DUPIE MAM TWÓJ SEKATOR!!! - wrzasnął John i zawrócił do domu.