Z dnia dzisiejszego
Poszłam do pracy zanieść zwolnienie, bo mam zapalenie stawu kolanowego.
Wchodzę do kuchni w biurze, a tu towarzystwo, jak zwykle o 10 przy stole, z kawką, herbatką no i wielką blachą pączków.
Pytają się co tam u mnie, opowiadam o swoim cierpieniu i że byłam we wtorek u ortopedy pierwszy raz w życiu oraz, że był wyjątkowo niemiły i zadufany (serio nie spotkałam w życiu tak niemiłego i odstręczającego lekarza, ze strachu aż zapomniałam zwolnienia lekarskiego, wyszedł na korytarz za mną z głupim tekstem). Na co kolega:
-To ja wezmę pójdę do niego prosto z hali, nieumyty, z nogą w sadzy, podłoże mu pod nos i powiem: Masz, badaj, macaj...
Wszyscy hahaha, no bo rzeczywiście dobry pomysł.
na co ja:
- Kurcze, a ja specjalnie kolano depilowałam (nie pamiętam, czy powiedziałam nogę, czy kolano, ale sens wyszedł, że kolano, przejęzyczyłam się, co mi się często w towarzystwie zdarza).
- to Ty masz włosy na kolanie?

!!!!
No i ogólna radosć, zaśmiewali się dobre 2 minuty, padł tekst, że nawet jakiś tam piłkarz ma owłosione nogi, oprócz kolan i tego typu podobne, nie pamiętam bo sama też się zaśmiewałam.
Na końcu jak juz wychodziłam z pracy jeden powiedział mi, że skoro słyszał to T.(jeden kolega który normalnie pracuje w innym zakładzie a akurat do nas przyszedł na pączki) to już wszyscy będą wiedzieli, że mam włosy na kolanie...
I tak mieliśmy prawie codziennie, przez 4 lata odkąd tam pracuję. NIebawem zamkną zakład i towarzystwo rozproszy sie wszędzie. Po 4 latach już też byłam znudzona i pewne rzeczy mnie irytowały (ale też raczej ze znudzenia), ale nikt nigdy nie dostarczył mi tyle radości co oni. Mam nadzieję, że nigdy tego nie zapomnę...