Choć wraz z innymi Wrocławiakami skakałem przeciw ACTA, to jednak mam wrażenie, że moje motywy do protestu są nieco inne niż większości z nich ;-)
Jak najbardziej popieram ochronę własności intelektualnej i prawo do dysponowania nią. To co mi się nie podoba to to, jak daleko ta ochrona i możliwość dysponowania mają sięgać. Typowy problem: jeśli kupuję płytkę z muzyką to co mogę a czego nie mogę z nią dalej zrobić?
Nie mogę jej kopiować i rozdawać/sprzedawać innym. To jest nielegalne nawet w aktualnym polskim prawie. Ale:
- Czy mogę tę płytę odsprzedać, jeśli mi się znudzi/nie spodoba?
- Czy mogę ją pożyczyć koledze?
- Czy mogę ją odsłuchiwać zarówno w samochodzie jak i w domu?
- Czy mogę ją przerobić na mp3 i wgrać na mój przenośny odtwarzacz?
Wydawało by się, że tak, pewnie, bo czemu i nie. I tu zaczyna się problem, bo w.g. niektórych firm wydawniczych takie działania naruszają ich prawa i są powodem ich finansowych strat. W.g. tychże firm, kolega powinien kupić sobie własną płytę a ja powinienem zakupić oddzielną kopie (a właściwie to oddzielną licencję) na każde z urządzeń odtwarzających.
To jest oficjalnie głoszony kierunek rozwoju niektórych firm muzycznych*. I nie było by problemu, bo jak amerykanom czy Japończykom takie przepisy odpowiadają, to proszę bardzo, „Wolnoć Tomku w swoim domku”.
Niestety zapisy ACTA mogą umożliwić wprowadzania/ściganie osób łamiących te prawa na terenie innych krajów (z obejściem np.: procedury ekstradycji). Choć oczywiście wszystko zależy od lokalnie wprowadzonych przepisów i praw.
I tak dochodzimy do innego problemu: przepisy ACTA są jawnie inspirowane i lobbowane przez wspomniane firmy. Autentycznie, czytając niektóre paragrafy tej umowy miałem wrażenie, że były pisane pod konkretne „afery” i problemy które wypływały na przełomie ostatnich kilku lat (ot, np. Sony i ich walka z ludźmi łamiącymi zabezpieczenia konsoli PS-3).
I w końcu trzecia rzecz: ACTA jest bardzo jednostronna, mówi wyłącznie ochronie właściciela praw, nie regulując praw konsumenta, osoby której te prawa są nadawane.
*) oczywiście problem dotyczy nie tylko firm muzycznych, ale ogólnie każdego przejawu twórczości i otrzymywanego za nie wynagrodzenia